Marka Stępnia życie szpadą kreślone

Marek Stępień wytoczył drogę, która zaprowadziła University of Notre Dame do mistrzostwa NCAA fot. archiwum

Marek Stępień wytoczył drogę, która zaprowadziła University of Notre Dame do mistrzostwa NCAA fot. archiwum

Mieszkający w Orland Park Marek Stępień zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo USA weteranów w szpadzie. W ubiegłym roku nie miał sobie równych w Columbus, tym razem w Reno nie dał swoim rywalom większych szans.

Swoją przygodę ze sportem rozpoczął od pływania w Stali Kraśnik. Po skończeniu szkoły podstawowej przeniósł się do Warszawy i podjął treningi w pięcioboju nowoczesnym. Nie ukrywa, że inspiracją do tego był Marek Bajan, dwukrotny mistrz Polski, olimpijczyk z Moskwy. Tak jak on pochodził z Kraśnika, pływackie umiejętności doskonalił pod okiem tego samego trenera, dla wielu był przykładem, że wywodząc się z małego miasteczka, też można do czegoś dojść. Postanowił iść jego śladem. Trenował w warszawskiej Legii, gwiazdami której byli Janusz Peciak, Jan Olesiński, Zbigniew Pacelt. Musiał się dobrze zapowiadać, skoro znalazł się w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich, zwanym potocznie Meksykiem. Mieszkali tam najlepsi, jak Władysław Kozakiewicz, czy Jacek Wszoła, a także ci, którzy najlepszymi mieli się stać. Tacy jak on.

Szermierki nauczył go Marek Mataj, pracujący obecnie w Egipcie, pływanie wyniósł z Kraśnika, w strzelectwie, jeździe konnej, biegu przełajowym robił szybkie postępy. Tak szybkie, że trafił do kadry narodowej. Reprezentował Polskę w mistrzostwach świata w Bukareszcie, dostał nominację olimpijską do Seulu. Ale to mu nie wystarczało. Coraz bardziej intrygowała go szermierka. Zaczął startować w liczących się na świecie turniejach, takich jak Heindenhaim. Kolebka niemieckiej szermierki odwróciła jego sportowe losy. W Pucharze Świata pokonał tam mistrza olimpijskiego z Seulu Arndta Schmitta. Żółtodziub wyrzucił z ósemki złotego medalistę i to na jego terenie. Nie mogło to pozostać bez konsekwencji. Pięciobój nowoczesny przeszedł do historii. Rozpoczął się nowy etap jego sportowej kariery.

Ze szpadą w tle

Szermierkę trenował w warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, której był studentem. Przeszedł przez szkoły trenerskie Zbigniewa Czajkowskiego, Andrzeja Piątkowskiego, Adama Medyńskiego, Bogdana Andrzejewskiego. Najpierw sami zdobywali medale największych imprez mistrzowskich, później do tego przygotowywali swoich następców. Takich jak Marek Stępień.

Wygrywał Puchary Świata w szpadzie, dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, czterokrotnie startował w mistrzostwach świata w Denver, Lyonie, Budapeszcie i Atenach. Ukoronowaniem jego kariery był udział w igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Nie zdobył wprawdzie medalu, ale, jak sam mówi, „były one spełnieniem jego marzeń, przeżyciem niezwykłym i niezapomnianym”.

Kariera sportowa nie przeszkodziła mu w tym, by ukończyć AWF, obronić tam pracę doktorską, stać się absolwentem pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego i kilku innych studiów podyplomowych.

Kinezjolog i psychoterapeuta

Po zakończeniu kariery sportowej pracował jako wykładowca warszawskiej AWF. Specjalizował się w teorii i metodyce kinezjologii. Uczył studentów psychologicznych efektów fizycznej aktywności na ludzkie zachowania i zrozumienia fizjologicznych reakcji organizmu na krótkotrwały i bardzo intensywny wysiłek fizyczny. Imponował im zajęciami, zawsze przygotowanymi, zaplanowanymi, zorganizowanymi, przepełnionymi na dodatek jego entuzjazmem.

Przez kilka lat współpracował w Warszawie z Integracyjnym Klubem Szermierczym. Był częścią tego klubu i częścią sukcesów jego członków. Wyszkolił m. in. Jagodę Polasik, która zdobywała na paraolimpiadzie w Atlancie medale z najszlachetniejszego kruszczu. Ale najcenniejsze dla niego nie było to, że potrafił swoim podopiecznym zaszczepić miłość do szermierki, ale to, że nawiązał z nimi kontakt. Był dla nich ojcem, którego często nie mieli i psychoterapeutą, z którym można porozmawiać i zwierzyć się z problemów, o których do tej pory nie mówili nikomu. Prostował ich kręgosłupy i leczył dusze.

Cambridge, Notre Dame, Chicago

W 1997 roku postanawia wyjechać do Anglii. Nie za chlebem, czy z powodu braku pracy w Polsce, tak jak liczna grupa współczesnej imigracji. Został trenerem University of Cambridge. W krótkim czasie doprowadził szkołę do mistrzostwa akademickiego Anglii, pierwszego od 1947 roku i czterech historycznych zwycięstw z odwiecznym rywalem University of Oxford, co miało rangę taką samą, jak słynne wyścigi wioślarskich ósemek na londyńskiej Tamizie. Wprowadziło to w zachwyt Hellen Wood z Cambridge Fencing Club. – Uważamy się za uprzywilejowanych, że trener takiej klasy jak Marek Stępień stał się naszym pracownikiem. Był on najbardziej kompetentnym profesorem, który uczył szermierki w naszej szkole, o wyjątkowych zdolnościach sportowych i doskonałych relacjach personalnych – wspominała po latach.

W Londynie wychował brytyjskich olimpijczyków i mistrzów kraju. Doskonalił szermiercze umiejętności Stephanie Cook, złotej medalistki olimpijskiej, świata i Europy w pięcioboju nowoczesnym, która powiedziała, że „łączy on naturalną cierpliwość z zamiłowaniem do najtrudniejszej pracy”.

Szkolił również młodzież w Haverstock Fencing Club i City of London School, a wśród jego uczniów był Daniel Radcliffe, odtwarzający rolę Harry Pottera.

W 2006 roku przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Nie był to dla niego obcy teren. Wcześniej wielokrotnie tu bywał, szkoląc kandydatów na olimpijczyków i organizując obozy treningowe w Nowym Meksyku i New Hampshire. Tym razem został asystentem Janusza Bednarskiego, trenera szermierki University of Notre Dame, odpowiedzialnym za szkolenie szpadzistów.

Był to najlepszy okres dla szermierki w historii uczelni. – Marek wytyczył drogę, która zaprowadziła nas do drużynowych i indywidualnych mistrzostw NCAA. To dzięki jego zdolnościom przywódczym, niezwykłym umiejętnościom trenerskim i przekonaniu w to, że można wygrywać, zrobił z naszych studentów mistrzów – podkreślił Jack Swarbrick, dyrektor departamentu sportu Notre Dame.

W aglomeracji chicagowskiej powstaje coraz więcej akademii szermierczych Marka Stępnia fot.archiwum

W aglomeracji chicagowskiej powstaje coraz więcej akademii szermierczych Marka Stępnia fot.archiwum

Po zakończeniu kontraktu, nie wrócił do Polski. Spotkał swoją przyszłą żonę, którą znał jeszcze z okresu studiów w Warszawie, a która od wielu lat mieszka w Chicago. Postanowił zostać i promować szermierkę w aglomeracji chicagowskiej. Robi to na bazie Park Districts, gdzie prowadzi zajęcia ze wszystkimi grupami wiekowymi. Założył Advance Fencing Academy z siedzibami w Lemont i Palos Hills. Niedługo powstanie kolejna, tym razem na północy, w Glencoe.

– Uprawiając szermierkę można nabyć refleks koszykarza, napięcie mięśni gimnastyka, strategicznych umiejętności mistrza szachowego, zwiększyć skupienie i koncentrację, uwolnić się od stresu.Na spotkaniach z licealistami rozmawiamy o możliwościach studiowania w Harvard, Princeton, Yale, Penn State, Ohio State, Notre Dame, które mają programy szermierki, poparte stypendiami sportowymi. Wiem, że jest to duże wyzwanie, ale przecież trzeba dać mu szansę – przekonuje.

Adrenalina, fotografika i squash

Zajęcia z młodzieżą łączy z podróżami po świecie w ramach Olympic Solidarity Programmes, działającego pod patronatem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W ubiegłym roku uczył szermierki i propagował ją w Myanmar, dawnej Birmie i Sierra Leone. Szczególnie pobyt w Afryce dostarczył mocnych wrażeń, nie tylko dlatego, że w tym czasie grać w piłkę nożną uczył tam David Beckham, ale ze względu na zataczający coraz szersze kręgi wirus Ebola. W pewnym momencie granica państwa została zamknięta, a jedyną drogą proponowanej ewakuacji był statek. Postanowił jednak zostać, uruchomić jeszcze większą dawkę adrenaliny i wrócić w zaplanowanym terminie. Tym razem udało się.

W ubiegłym roku Marek Stępień propagował i uczył szermierki m. in. w Sierra Leone fot.archiwum

W ubiegłym roku Marek Stępień uczył szermierki m. in. w Sierra Leone fot.archiwum

Udało się również przepłynąć siedem kilometrów z Bay Harbor do Harbor Point w zimnych wodach jeziora Michigan. Chciał sprawdzić siebie, czy da radę. Dał.

Pasjonuje się fotografiką, którą zajmuje się od ósmego roku życia. Doskonalił ją na kursach w Polsce, Anglii i USA. Będąc w Rzymie na pogrzebie Jana Pawła II, wykorzystał fakt, że ochroniarzami ówczesnego prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego byli jego koledzy z AWF-u. Wprowadzili go bardzo blisko ołtarza, a zdjęcia, które były jego dziełem, ukazały się później w wielu publikacjach. Fotografował też brytyjską królową Elżbietę II, Condoleezzę Rice podpisującą umowę o budowie tarczy antyrakietowej w Polsce i prezydenta Baracka Obamę odwiedzającego Notre Dame.

Jest wielkim entuzjastą squasha, którego nauczył się grać w Anglii. W ubiegłym roku, bezpośrednio po zdobyciu mistrzostwa USA weteranów w Columbus, zamiast odpoczywać i cieszyć się z sukcesu, stoczył dwugodzinny pojedynek z pracującym w Portland trenerem szablistów Adamem Skarbonkiewiczem. Zakończył się on jego zwycięstwem, które jakby potwierdzało to, że wszystko, czego się dotknie, potrafi zamienić w sukces.

Dariusz Cisowski

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*