Margaret Myslinska: wolę pracować u siebie niż w dużej korporacji

Margaret Myslinska: wolę pracować u siebie niż w dużej korporacji

 

Przyjechała do Stanów Zjednoczonych w wieku 16 lat. Z Ełku. Studiowała informatykę na prestiżowym University of Illinois w Urbana-Champaign, by po jej ukończeniu znaleźć pracę marzeń – w firmie Microsoft. Atrakcyjna 29-letnia biznesmenka ma jednak o wiele większe ambicje, które spełnia, kierując własną firmą komputerową Rave w San Francisco.

Andrzej Kazimierczak: Kiedy postanowiła Pani otworzyć swój własny biznes?

Margaret Myslinska: Myślałam o tym już od dawna, jednak realnych kształtów postanowienie to zaczęło nabierać ok. 5–6 lat temu. Nie, chyba jednak nawet wcześniej. Jeszcze na uniwersytecie brałam udział w konkursach, które uczyły przedsiębiorczości oraz w projektach wdrażających studentów do kreatywnego myślenia. Bardzo te konkursy lubiłam i muszę przyznać, że wypadałam w nich bardzo dobrze. Wtedy już prześwitywała myśl, by pracować na swoim, choć z realizacją tej idei musiałam poczekać kilka następnych lat.

Wybitną studentką musiała się więc po zakończeniu studiów zainteresować jakaś renomowana firma…

− I tak też się stało. Największą firmą, która zechciała mnie przyjąć i dla której pracowałam, był Microsoft. Była to moja pierwsza praca po szkole i muszę przyznać, że uwielbiałam tam pracować. Zajmowałam się pracami badawczymi nad rozwojem produktów, o których wiedziałam, że będą używane w przyszłości przez wiele osób. Perspektywa sukcesu cieszyła, ale z drugiej strony w pracach nad każdym projektem uczestniczyły setki ludzi. W takiej sytuacji nie tylko radość z osiągnięć rozkłada się na wielu, ale też i praca przebiega inaczej, gdy na przykład musi minąć dużo czasu, żeby podjąć jakąś konkretną decyzję. Nie byłam też w stanie przeforsować własnych pomysłów, bo nie byłam tam wystarczająco ważna lub pracowałam za krótko.

I po niedługim czasie zapadła decyzja o rezygnacji ze stabilnego zatrudnienia, by wykazując ducha przedsiębiorczości, zająć się realizacją własnych pomysłów na biznes…

− Tak, w Microsoft wytrzymałam trzy lata. Na moje odejście z tej firmy złożyło się kilka powodów, choć decyzja ta nie była tak bardzo ryzykowna, jak się może wydawać. Po pierwsze wiedziałam, że sektor komputerowy wciąż rozwija się dynamicznie i w razie czego mnie, absolwentkę dobrej uczelni, duża firma komputerowa powinna zatrudnić bez większego problemu. Po drugie czułam, że chcę być sama odpowiedzialna za rozwój jakiegoś produktu od początku do końca. Pragnęłam w końcu rozwiązywać biznesowe problemy po swojemu. Przeniosłam się więc do innej, mniejszej firmy i tutaj też jeszcze nie do końca byłam za wszystko odpowiedzialna, ale zajmowałam się swoimi ulubionymi produktami – grami komputerowymi. Jeszcze w ramach tego przedsiębiorstwa otworzyłam nowy wydział. Od razu dobrze nam poszło, zdobyliśmy wielu klientów i wiele zamówień. Po około roku wydział po paru przemianach wykluł się jako moje własne, prywatne przedsiębiorstwo. Klienci prosili bowiem o rozwiązanie pewnego problemu, którym wspomniana firma nie mogła się zająć. Pomyślałam więc, czemu nie? Podjęliśmy się tego zadania i mój biznes wyrósł niejako naturalnie. Tak więc, nie wdając się w szczegóły, odeszłam z kolejnej firmy i otworzyłam biznes wokół tego problemu, o którego rozwiązanie prosili nasi klienci. To był najlepszy okres, gdy gwiazdy mi sprzyjały, mówiąc, że powinnam już stanąć na nogi.

Ludz_roku_codzienna

Powstała więc firma o nazwie Rave. Czym się konkretnie zajmujecie?

− Wyjaśnienie szczegółów naszej działalności laikowi będzie niezrozumiałe. Powiem tylko ogólnie, że rozwijamy pewne detale, które znajdują zastosowanie w grach komputerowych, szczególnie przydatne w aplikacjach, które możemy zainstalować w naszych mobilnych urządzeniach. Dzięki naszym aplikacjom gry komputerowe stają się bardziej przyjazne dla użytkownika.

Jak wygląda marketing produktów firmy Rave?

− To w przeważającej większości marketing bezpośredni. Nasi sprzedawcy nakłaniają większe firmy do kupna tego, co my wyprodukujemy. Pracujemy z indywidualnymi klientami, których pozyskujemy dzięki znanej od zawsze reklamie szeptanej, gdy jeden zadowolony klient po prostu poleca nas innemu. Taki marketing w naszym przypadku działa najlepiej.

Skąd pozyskiwała Pani fundusze na rozpoczęcie, a później rozkręcenie własnej działalności biznesowej?

− Najbardziej pomocni w tym zakresie okazali się, mówiąc ogólnie, inwestorzy z Doliny Krzemowej. Sieć znajomości pozwoliła mi znaleźć ludzi zainteresowanych naszymi produktami i ich marketingiem. Udało mi się ich przekonać, by zainwestowali w działalność Rave, choć nigdy przecież nie jest do końca wiadomo, czy inwestycja przyniesie zyski, choć my robimy, co w naszej mocy, by naszych inwestorów nie zawieść. Do tej pory nam się udaje.

Z jakiego powodu wybór lokalizacji firmy padł na San Francisco?

− Wybór jest chyba jednoznaczny. To niedaleko stąd znajduje się Dolina Krzemowa, która jest nie tylko amerykańskim, ale i światowym sercem przemysłu komputerowego. To tutaj właśnie zawiera się potrzebne do prowadzenia biznesu znajomości, ale też głównie tutaj mogę znaleźć inżynierów o wymaganych w mojej firmie kwalifikacjach. To tu jest prawdziwa kopalnia talentów, z której można czerpać praktycznie bez ograniczeń. Z właścicielem firmy, która znajduje się w Krzemowej Dolinie, chętniej rozmawiają ewentualni inwestorzy oraz posiadacze podobnych biznesów, którzy są otwarci na nowe technologie czy nowe wyzwania. I głównie tutaj jest większość naszych obecnych lub ewentualnych klientów. Praktycznie wszyscy liczący się w sektorze najnowszych technologii już są tutaj, a jeśli nie, to wkrótce tu będą. Nie wyobrażam sobie, by firma o takim profilu jak moja mogła znajdować się gdzie indziej niż w Dolinie Krzemowej lub w jej bezpośredniej bliskości.

Jakie były pierwsze trudności, na które Pani do tej pory natrafiała?

− Trudności w przepływie gotówki zawsze świadczą o tym, że firmę czekają przynajmniej przejściowe kłopoty. Mnie też się to zdarzało, ale jakoś udało się przezwyciężać problemy, które na dłuższą metę okazywały się możliwe do pokonania. Zawsze trzeba mieć pilnie na uwadze, czy konto, które firma posiada w banku, nie jest bliskie wyschnięcia oraz pilnować, czy wciąż przybywa nowych klientów. Trzeba też nieustannie sprawdzać, czy przewidywane projekty realizowane są terminowo. W skład naszego zespołu wchodzą ludzie o różnej mentalności, więc wciąż trzeba dążyć do tego, by ekipa była jak najbardziej zgrana, co w ogólnym rozrachunku ma wpływ na jakość pracy nas wszystkich.

Zdarzyło się, że byliście blisko wyschnięcia firmowego konta?

− Od samego początku byliśmy bardzo oszczędni, co jednak nie zapobiegło finansowym trudnościom. Dwa lub trzy razy byliśmy w głębokim finansowym dołku, ale za każdym razem udawało się z niego szczęśliwie wyjść.

Jak udaje się Pani wyłuskać najlepsze talenty przydatne w biznesie?

− W nowo zatrudnianej osobie oceniamy przede wszystkim jej potencjał, który może się rozwinąć w kierunku dalszego szlifowania umiejętności niezbędnych w pracy dla naszej firmy. Nasz sektor wymaga zatrudniania inżynierów o wysokich umiejętnościach technicznych, i takich właśnie poszukujemy. Od kandydatów do pracy wymagamy też umiejętności pracy w zespole, co liczy się przy realizacji projektów, w których w większości jest zaangażowana więcej niż jedna osoba. Liczy się gotowość do pracy w nadgodzinach. Naszą zasadą jest zatrudnienie niewielkiego zespołu ludzi o najwyższych kwalifikacjach. Trudno takich znaleźć, ale wciąż poszukujemy i od czasu do czasu nasze wysiłki przynoszą owoce. Obecnie zatrudniamy ok. 20 osób i być może wkrótce nasz zespół jeszcze się powiększy.

Życzymy powodzenia w rywalizacji z niezwykle silną konkurencją.

Rozmawiał: Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

Margaret Myslinska fot. arch. pryw.

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*