Marek Rudnicki: Chcę działać na rzecz zgody w narodzie

Marek Rudnicki: Chcę działać na rzecz zgody w narodzie

Wybory do polskiego parlamentu odbędą się w niedzielę 13 października, ale głosowanie poza granicami kraju będzie miało miejsce dzień wcześniej. W sobotę 12 października w godz. 7 am-9 pm w Chicago odbędzie się głosowanie w wyborach do polskiego parlamentu. Osoby posiadające polskie obywatelstwo i uprawnione do głosowania wybiorą 460 posłów i 100 senatorów. Polonia chicagowska głosuje w okręgu wyborczym nr 44, Warszawa-Śródmieście. Kandydatem do Senatu RP z listy PiS z okręgu nr 44 jest znany chicagowski lekarz, prof. dr Marek Rudnicki, prezes Związku Lekarzy Polskich w Chicago oraz członek Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP, działacz wielu amerykańskich i polskich towarzystw medycznych, były doradca ministra zdrowia w latach 2001-2002 oraz były wykładowca na Wydziale Medycznym University of Illinois at Chicago (UIC). Dr Rudnicki znany jest w polsko-amerykańskim środowisku medycznym dzięki założeniu Amber Coalition (Bursztynowa Koalicja), charytatywnej organizacji, która powstała w ramach Polsko-Amerykańskiego Programu Walki z Rakiem Piersi. Prof. Marek Rudnicki rozmawiał z nami o swojej kandydaturze do Senatu RP.

Alicja Otap: Panie Profesorze, jak ocenia Pan swoje szanse w wyborach do Senatu RP?

Marek Rudnicki: – To są bardzo konkurencyjne wybory. Wszystkie partie w Polsce przyznają, że te wybory są niejaką cezurą naszych czasów. Z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość chce kontynuować proces przemian rozpoczęty kilka lat temu. Z drugiej strony wygrana partii, które są bardziej po lewej stronie odwróciłaby trend, który rozpoczęło PiS. Stąd też jest to czas niezwykle ważny dla całego społeczeństwa polskiego, jak również, sądzę, dla Polaków mieszkających poza granicami kraju. Dodatkowo moja sytuacja jako kandydata jest wyjątkowo trudna, ponieważ okręg, z którego startuję jest bardzo duży i zróżnicowany. Ja muszę walczyć  o głosy Polaków w Polsce, Wielkiej Brytanii, Kazachstanie, Australii, Japonii i USA. Do wielu z tych miejsc nie mogę dojechać. Jedynie mogę liczyć na głosy tych ludzi, którzy mnie najlepiej znają, wierzą w moje możliwości i w to, że będę ich jak najlepiej reprezentował.

Deklaruje Pan, że jest niezależnym partyjnie kandydatem na liście PiS. Czy można być równocześnie niezależnym kandydatem, ale reprezentować partię? W jakim sensie jest Pan  niezależny? Jak to można wyjaśnić wyborcom?

– Zostałem nominowany przez PiS jako kandydat do Senatu. Wielu kandydatów do Senatu to kandydaci nienależący do żadnej partii. Nigdy nie należałem i nie należę do żadnej partii. Moi oponenci są w bardzo podobnej sytuacji. Pan Ujazdowski jest również kandydatem bezpartyjnym popieranym przez Platformę Obywatelską. Takie sprawy są dopuszczane przez polskie prawo i z tym trzeba się liczyć.

Wielu naszych czytelników wyraża zdziwienie, dlaczego świetny lekarz specjalista ratujący ludzkie życie zdecydował się kandydować na polskiego senatora?

– Od lat funkcjonuję w dwóch postaciach. Jedna to bycie lekarzem, co jest moim życiowym powołaniem. Przez lata mojej pracy mimo wielokrotnych ofert przejścia do polityki nie korzystałem z tego ani tego nie chciałem. Jednak zbliżam się do wieku, w którym rozważam przejście na emeryturę. A więc moja działalność lekarska może mieć pewne ograniczenia w przyszłości. Moje drugie „ja” to działalność na rzecz środowisk, w których funkcjonuję i pracuję. Tak było w Polsce. Pracowałem i funkcjonowałem politycznie może nie w sposób otwarty, ale na pewno działałem w interesie środowisk opozycyjnych, w interesie walki o wolną Polskę. I podobnie tutaj praktycznie przez ostatnich 30 lat, a w szczególności przez ostatnich 20 lat po przyjeździe do Chicago, działam – w moim odczuciu – w interesie Polonii i Polaków mieszkających poza granicami kraju. Ta działalność przejawia się obroną dobrego wizerunku Polski, promocją spraw Polski i Polaków na terenie środowisk i państw, na terenie których mieszkamy. Funkcjonuję również jako promotor środowisk Polaków mieszkających na Wschodzie, Litwie, Gruzji, Mołdawii, Ukrainie, Białorusi, gdzie wielokrotnie bywałem, organizowałem i współorganizowałem konferencje. Starałem się przedstawić nasze środowiska polskie w jak najlepszym świetle i wspierać je. Takie sytuacje coraz bardziej zbliżały mnie do działań politycznych. Tego efektem było powołanie mnie do Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu. Staram się przedstawiać najbardziej istotne sprawy, najbardziej nas dotyczące  – emerytur, wizerunku Polski, potencjalnych warunków, w jakich Polacy mieliby wracać do kraju. Myślę, że te moje działania były podstawą, że aktualnie rządząca partia nominowała mnie jako swojego kandydata.

Polacy mieszkający w  USA mocno narzekają na podwójne opodatkowanie emerytur…

– Myślę, że kwestia emerytur będzie jednym z zasadniczych kierunków moich działań. To bardzo dotyka naszych ludzi, którzy wracają do Polski,  albo pozostają w USA. Będę dążył, aby tego podwójnego opodatkowania nie było. Opieram się na opracowaniach ekspertów, którzy zajmują się tym zagadnieniem od wielu lat. Czytam też artykuły pani redaktor Baumgartner (Elżbiety, przyp. red.) w ,,Dzienniku Związkowym”. Okazuje się, że jest bardzo wiele niejasności w przepisach i tzw. Windfall Elimination Provision, gdzie duża część problemów jest po stronie amerykańskiej. Musielibyśmy znaleźć partnerów po stronie organizacji reprezentujących nauczycieli i policjantów, którzy podlegają takim samym zasadom jak i Polacy. Po stronie polskiej uczestniczyłem chyba 1,5 roku temu w rozmowach z odpowiednimi ministerstwami i z ZUS-em. Udało się doprowadzić do tego, że przedstawiciele tych instytucji zreferowali sprawy podczas posiedzenia Polonijnej Rady Konsulatycyjnej. Będziemy próbowali zmienić tę sytuację ze strony polskiej.

Polonia boryka się też z utrudnieniami w procedurach paszportowych.

– Zarówno do Państwa, jak i do mnie, docierają głosy. Okazuje się, że nie tylko jednostki, ale całe grupy w pewnym momencie tracą zainteresowanie odnowieniem paszportu polskiego ze względu na przeszkody administracyjne. W moim odczuciu to nie są sprawy konsulatu, bo ten realizuje zalecenia i przepisy, które ma narzucone przez odpowiednie władze w Polsce. Będę zdecydowanie dążył do tego, aby procedury paszportowe bardziej zcyfryzować. Posiadanie paszportu związane jest z wyborami, z dostępem do komisji wyborczej, z możliwościami uczestniczenia w procesie demokracji, który, jak sądzę, jest w tej chwili niezwykle trudny dla nas tutaj w Chicago, ale jeszcze trudniejszy dla rodzin mieszkających poza miastami posiadającymi konsulaty i w innych państwach. Ta sprawa która musi być rozwiązana. W moich rozmowach z innymi kandydatami  jasno wynika, że znajdziemy odpowiednią grupę parlamentarzystów, senatorów, którzy będą wspierali zmiany, mające na celu ułatwienie przywracania i odnawiania za granicą i w Polsce.

Co jeszcze uważa Pan za istotne w swoim programie wyborczym?

– Przychodząc zupełnie z zewnątrz, tzn. spoza aktualnej linii politycznej i spoza podziałów politycznych w Polsce, będę chciał maksymalnie działać w kierunku zgody narodowej, porozumienia pomiędzy dwoma obozami, które są tak bardzo przeciwko sobie. Wiąże się z tym działanie z naszej strony tutaj, którym mogą być zainteresowane obie strony. Chodzi o właściwą narrację historyczną odnośnie prawdziwego wizerunku  Polski i Polaków. Powinniśmy też wspierać Polaków na Kresach w repatriacji do Polski i opracować strategię zachęcającą tych z nas mieszkających w USA i tych w Europie do powrotu do Polski. Ten powrót, z tego co wiemy, nie zawsze jest łatwy i znamy przypadki. Ludzie, którzy wracali z Chicago do Polski z pełną nadzieją znalezienia się tamże niestety takich warunków nie znajdowali, czego i ja mogę być przykładem. Wróciłem do Polski po kilku latach  pracy w Stanach Zjednoczonych i wyjechałem ponownie. To są działania, które są częściowo opracowane przez władze RP, ale one nie znajdują do końca przełożenia na praktyczne uwarunkowania, jak konkretny człowiek wraca do kraju i nie może się w nim odnaleźć i nie znajduje miejsca, w którym jego umiejętności są wykorzystane. Polska potrzebuje takich właśnie ludzi, którzy po pobycie za granicą mogą przywrócić swój status zawodowy w Polsce. O rozwiązaniach korzystnych dla emerytów powracających do kraju mówiliśmy. Konieczna jest również rozbudowa relacji społecznych, ekonomicznych, kulturowych między macierzą a Polonią. Obejmuje to subwencjonowanie edukacji młodzieży polonijnej. Mamy wiele szkół i  te dzieci i szkoły powinny być subwencjonowane, ponieważ przez stworzenie warunków do ich powiązania z Polską inwestujemy również w ich przyszłość. Będę też chciał stworzyć warunki dla ludzi, którzy chcą się starać o karierę polityczną w USA. To jest rzecz, która wymaga wsparcia, bardziej strategicznego postępowania, ponieważ, jak widzimy, w aktualnej sytuacji nie mamy tu w Ameryce liderów.

Wracając do kwestii podziałów w społeczeństwie polskim, to chciałam zauważyć, że są również podziały tutaj w społeczeństwie polonijnym w Chicago. Jest duża grupa zwolenników Pana kandydatury, ale też dotarły do mnie głosy krytyczne. Nawet niektóre media polonijne przypuściły atak na Pana. Co chciałby Pan powiedzieć swoim krytykom?

– Nie będę krył, że jestem zaskoczony tymi atakami – tak to nazwijmy – płynącymi z dwóch kierunków. Z jednej strony płyną od lewicy, czy środowisk, które krytykują mnie nie jako kandydata nominowanego przez PiS. A z drugiej strony, krytykuje mnie Polonia  bardzo stojąca na prawo za – jak sądzę – brak udziału w demonstracjach, które organizowali w różnych sprawach. Myślę też, że krytykom brak jest wiedzy o moich działaniach zarówno tutaj w Chicago, jak i w skali międzynarodowej. Dodam, że to jest dla mnie bardzo bolesne, ponieważ uważam, że jest to krytyka zupełnie niezasłużona i wynika w dużej mierze z braku rozeznania w systemie wyborczym. Chcę zaapelować do moich krytyków o spojrzenie na to, co można zrobić w sytuacji, gdy jest tylko jeden  kandydat faktycznie reprezentujący środowiska polonijne. Zgodziłem się po wielu tygodniach rozważań na akceptację nominacji (na kandydata, przyp red.), bo doszedłem do wniosku, że gdybym jej nie przyjął, to byłaby to poniekąd zdrada interesów Polonii i tego, co robię przez ostatnich kilkanaście lat. Nie mogłem odwrócić się plecami od oferty, która idzie w kierunku Polonii, bo później nie byłbym w stanie odpowiedzieć na pytanie pana Kowalskiego czy Nowickiego z Chicago, dlaczego to zrobiłem. Dlatego przyjąłem tę nominację, zdając sobie sprawę, przed jakimi monumentalnymi problemami będę stał.  Analizowałem te sprawy i jestem świadomy, jak trudno będzie wygrać. Niektórzy gratulują mi przede wszystkim odwagi. Inni patrzą jak na samobójcę. Uznałem jednak, że nie mogę odrzucić tej nominacji, która otworzy pewne nowe działania w kierunku Polonii. Taka nominacja może się nie powtórzyć. Gdybym jej nie przyjął, mówiono by później, że Polonia – nie Rudnicki, ale Polonia – nie była zainteresowana. Podjąłem decyzję, że akceptuję propozycję i dzięki temu nawiążę kontakty, stworzę network, które w przyszłości będą służyły poprawie relacji między różnymi środowiskami polonijnymi oraz między Polonią a Polską.

Jeśli Pan wygra, czy będzie miał Pan biuro w Chicago?

– Oczywiście. Będzie ono służyło społeczności chicagowskiej  i będzie załatwiało sprawy Polonii z całych USA. Drugie biuro będzie w Warszawie. Wiele działań będę realizował przez środki  elektroniczne, tylko taka jest możliwość.

Dlaczego Polacy za granicą powinni głosować?

– Udział Polonii w wyborach, tak polskich jak i amerykańskich, to sprawa kluczowa, o którą osobiście walczę od wielu lat wraz z wieloma  ludźmi zaangażowanymi w tę sprawę. Apeluję gorąco, by osoby mające ważne polskie paszporty zarejestrowały się do głosowania i później w nim uczestniczyły. To jest konieczne, abyśmy mogli później realizować  nasze prawa obywatelskie i prawa wyborcze. Proszę też Polonię o głosy. Więcej informacji na temat mojej kandydatury można znaleźć na mojej stronie: marekrudnicki.pl na moich mediach społecznościowych.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.

a.otap@zwiazkowy.com

Na zdjęciu: Marek Rudnicki i prezes ZNP/KPA Frank Spula
fot.Grzegorz Dziedzic

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Comments

  1. Stefan
    Stefan 6 października, 2019, 11:01

    Kandydat Marek Rudnicki niech sie przeprowadzi do Polski i pomieszka tam chociaz ze 3 lata popracuje i pozyje za Polska wyplate a pozniej niech kandyduje Marek ty jestes oderwany od polskiej rzeczywistosci a chcesz tam tworzyc prawo Pis tylko dlatego pozwolil ci kandydowac w tym okregu bo nikt z koryta nie chcial

    Reply this comment
    • Anonim
      Anonim 8 października, 2019, 07:51

      Prosze zauwazyc jak maly procent ludzi mogacych glosowac bierze udzial w wyborach, wiekszosc Polakow , lacznie ze mna rozumie ze nie mozna stac w rozkroku i „wtykac paluchy” w wybory ziomali zyjacych w kraju.Przez 32 lata pomieszkiwania tutaj nigdy nie zaglosowalem, ale zawsze mam respekt dla kazdego rzadu wybranego demokratycznie przez ziomali, pomimo ze nie zawsze moim pogladom odpowiada(l) ,Doskonale rozumiejac rozterki za i przeciw glosowaniu, stoje przy swoich pryncypiach a kandydatowi zycze najlepszego w nowym, mniej siermieznym anizeli tutaj srodowisku, taki przeskok z lokalnego magla do elegancko urzadzonej pralni automatycznej nobilituje i daje poczucie wyzszej waznosci, co jest zrozumiale u ludzi ambitnych, niekoniecznie majacych frazesy w ustach o „poswiecaniu sie”, gdyz szczerze mowiac postulaty polonijne mozna zawrzec w kilku punktach postulatow na jednej kartce papieru, bez tej „napuszonej”oprawy, ktorej bita piana nie potrzebuje..

      Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*