Lepsze nic niż rydz. Policja powiatowa ściga grzybiarzy

Grzyby w powiecie Cook najlepiej kupować w sklepie. Wychodzi to o wiele taniej dla naszej kieszeni
fot.Marek Dobrzycki/Pexels.com/Cook County Forest Preserve Police

Sosik z kurek, jajecznica z podgrzybkami… ach ten zapach, ach ten smak. Tylko gdzie znaleźć świeże kurki i podgrzybki w rejonie Chicago? Jedni szukają w polskim sklepie, drudzy na stoisku farmerskim, jeszcze inni przywożą z Polski. Są i tacy, którzy po niezapomniane wrażenia smakowe wybierają się do lasów Forest Preserve of Cook County. Tylko wówczas leśna przygoda może zakończyć się w sądzie, a cena za funt grzybów może okazać się wyższa niż w najdroższym sklepie.

 

Prawdziwka zawsze poznam

– Zapalonych grzybiarzy ciągnie do lasu – tłumaczy mi 59-letni Stanisław Zylski, który wizytą w sądzie i karą grzywny przypłacił grzybobranie na terenach leśnego rezerwatu powiatu Cook. W Spears Woods w rejonie Willow Springs bywał nawet kilka razy w tygodniu. W Polsce odkąd pamięta chodził na grzyby, i choć zaznacza, że na amerykańskich grzybach nie zna się tak dobrze jak na polskich, to „prawdziwka zawsze rozpozna”.

Chronione lasy powiatu Cook (Forest Preserves of Cook County) są popularnym wśród mieszkańców Chicago i okolic miejscem wypoczynku. Dla naszych rodaków tym bardziej lubianym, bo przywołującym sentyment kraju nad Wisłą i wspomnienia beztroskiego hasania po lesie. Do tego dodać pełnię sezonu grzybiarskiego, ciepłe letnie deszcze, weekendowe polonijne pikniki i po grzyba znalezionego przy leśnej ścieżce sięgnąć łatwo. Zaraz, zaraz. Nie tak szybko!

Grzyby sobie zbieram

W lipcową środę Stanisław wraz z żoną wybrali się do swojego ulubionego lasu na południowo-zachodnich przedmieściach. – Żona poszła w głąb lasu, by nazbierać trochę ziół, a ja postanowiłem pochodzić po świeżo skoszonej polanie – opowiada Stanisław. Mężczyzna nie wie dokładnie, co zrywała żona, lecz twierdzi, że potrzebuje ona dużo „chwastów”, bo jest zielarką i leczy się na dużo chorób. Na dębowej polanie Stanisław zauważył dużo prawdziwków i zaczął zbierać je do siatki. Właśnie się schylał, by uciąć kolejnego grzyba, gdy nagle podjechał do niego radiowóz z napisem „Forest Preserve Police”. „Co tam zbierasz do tej siatki?” – zapytała funkcjonariuszka. „Grzyby sobie zbieram” – odpowiedział Stanisław. „Wiesz, że to jest nielegalne? Muszę ci je zarekwirować i wypisać mandat” – powiedziała policjantka ku kompletnemu osłupieniu Stanisława.

W chronionych lasach powiatu Cook obowiązują bardzo restrykcyjne przepisy (dostępne na stronie: fpdcc.com/about/rules), które są obwieszczone na tablicach przy wejściu i przestrzegania których pilnuje specjalna leśna policja (Forest Preserve Police Department). Zabronione jest nie tylko zaśmiecanie, picie alkoholu do 50 stóp od parkingu, a w niektórych lasach wnoszenie go, wnoszenie broni, szkła, polowanie na dziką zwierzynę i karmienie dzikich zwierząt, lecz również zbieranie, niszczenie czy wynoszenie z lasu czegokolwiek – w tym drewna na opał, gałązek, grzybów, kwiatów, dzikich roślin, nasion, owadów, czy zwierząt. – Nawet listka nie można wywieźć z lasu – ubolewa Stanisław.

Siatka pełna prawdziwków

Stanisławowi udało się uprosić funkcjonariuszkę, by nie wypisywała mu mandatu. Tłumaczył, że w kraju, skąd pochodzi, grzyby można zbierać do woli i nie wiedział, że w Ameryce jest inaczej. Z bólem serca oddał jej siatkę pełną prawdziwków i obiecał odtąd przestrzegać przepisów. Powiedział, że jeszcze tylko musi iść po żonę w głąb lasu.

Surowe przepisy dotyczące ochrony flory i fauny leśnej zarząd lasów powiatowych tłumaczy dbałością o zachowanie naturalnych terenów w nienaruszonym stanie ku uciesze rzeszy odwiedzających, a także przyszłych pokoleń. Gdyby każdy z pięciu milionów mieszkańców powiatu Cook podczas jednej z łącznie 62 milionów wizyt rocznie coś sobie zerwał lub zabrał, nawet jeśli miałoby to odbywać się w sposób usystematyzowany, z lasów powiatu Cook nie zostałoby ani śladu. Szybko doprowadziłoby to do ruiny zarówno pod względem ekologicznym, jak i finansowym – tłumaczą władze. Kary za zakłócanie spokoju dzikiej przyrody są surowe i opiewają na od 75 do 500 dol. za pojedyncze wykroczenie.

Nóż kozik – niebezpieczna broń

Pech chciał, że gdy Stanisław oddalił się w głąb lasu, by odnaleźć żonę, po drodze przy samej ścieżce wypatrzył… dorodne podgrzybki. – No mówię pani, po prostu nie mogłem ich tam zostawić…. – wspomina. Teraz dopiero zrobiło się ciekawie. Gdy schylał się po grzyb, ni stąd ni zowąd z lasu wyłoniło się dwóch mundurowych. „Wywracaj kieszenie! Pokazuj drugą siatkę!” – zaczęli krzyczeć. Sytuacja pogorszyła się, gdy funkcjonariusz zobaczył w ręce mężczyzny nóż – kozik do ucinania grzybów. „To niebezpieczna broń, której nie wolno w lesie nosić!” – wykrzykiwał jeden ze strażników, którego Stanisław opisuje mianem „strasznego służbisty o wyglądzie bandyty”. I wtedy właśnie z lasu wyłoniła się żona Stanisława z siatką pełną ziół…

Ponad sto lat temu, gdy młoda metropolia chicagowska zaczęła rozrastać się w błyskawicznym tempie, powstające domy i fabryki zaczęły zagrażać okolicznym lasom. Stało się jasne, że bez odpowiedniej ochrony naturalne, macierzyste tereny Illinois mogą wkrótce przestać istnieć. Na szczęście potrzebę tę zauważyli ówcześni liderzy i w 1914 roku założyli pierwszy w kraju rezerwat przyrody. Cook County Forest Preserve liczy dziś 70 tys. akrów i jest najstarszym i największym rezerwatem przyrody w Stanach Zjednoczonych.

Mandat na pięćset dolarów

Gdy Stanisław nie chciał oddać kozika, służbista o wyglądzie bandyty sięgnął po swoją broń i kajdanki. Stanisław też się zdenerwował, „żeby takie problemy robić z powodu grzybów”. – Krzyczał na mnie, krzyczał na żonę, która była tak wystraszona, że mało zawału nie dostała – wspomina. Strażnik nie odpuścił. Kazał prowadzić na parking, do samochodu, pokazać dokumenty i wszystko spisał. Następnie wręczył mu mandat na 500 dolarów. Jedynym ratunkiem na tym etapie było zakwestionowanie go w sądzie.

Misja chronionych lasów powiatu Cook nie zmieniła się od ponad stu lat. Jest nią „pozyskiwanie, odtwarzanie i zarządzanie ziemią w celu ochrony otwartej przestrzeni wraz z cudami natury – w tym preriami, lasami, bagnami, rzekami, strumieniami i innymi formami, w których przyroda obecna jest w stanie naturalnym i nienaruszonym”. A wszystko to dla „edukacji, przyjemności i rekreacji obecnych i przyszłych pokoleń”.

Sędzia znawca grzybów

Historia Stanisława zakończyła się wydziale leśnym sądu administracyjnego powiatu Cook (Department of Administrative Hearings Forest Preserve Division). O pomoc zwrócił się do charytatywnej poradni prawnej Amicus Poloniae, prowadzonej przez Związek Narodowy Polski (Polish National Alliance, PNA). Polak próbował tłumaczyć sędziemu, że był przekonany, że skoro płaci podatki, to ma prawo korzystać z dobrodziejstw lasu, w tym zbierania grzybów. Wyjaśniał też, że grzybobranie jest polskim zwyczajem, że wszyscy to robią. – Całe szczęście sędzia był Azjatą, oni znają się na grzybach, więc potraktował mnie ulgowo – relacjonuje Polak. Z pięciuset dolarów kary musiał zapłacić tylko dwieście – sto za nóż i sto za grzyby. Żonie zielarce anulowano mandat.

– Te przepisy to wielka głupota – podsumowuje zapalony grzybiarz Stanisław Zylski. – Te grzyby i tak się zmarnują. Ludzie depczą po nich i kopią, a potem chodzą do sklepu i grzyby kupują. A nas, zapalonych grzybiarzy, ciągnie do lasu… W sumie dawno nie byłem. Jak trochę popada, to podjadę sprawdzić, czy coś tam jest.

Joanna Marszałek
j.marszalek@zwiazkowy.com

Categories: Polonia, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*