Książka, jakiej jeszcze nie było

Lidia Rozmus ze swoją książką „do pisania”

Wybierając się na spotkanie z Lidią Rozmus – poetką, malarką, tłumaczką – spodziewamy się zobaczyć albo usłyszeć wiele ciekawych rzeczy o kulturze i sztuce, a zwłaszcza o poezji i malarstwie Japonii, w które ta niezwykła artystka zanurzyła się dawno temu i wciąż jest w nich szczęśliwie zatopiona.

Tak było i tym razem, w niedzielę 22 kwietnia, na spotkaniu poświęconemu promocji wydanej w Polsce dwujęzycznej książki Lidii, zatytułowanej „The Republic of Mole Hill / Republika Kreciej Góry, książka do pisania”.

W prowadzonej po angielsku prelekcji o sztuce japońskiej słuchacze dowiedzieli się najpierw, czym są i czym – wbrew popularnym przekonaniom – nie są najbardziej znane formy poezji z kraju Kwitnącej Wiśni.

Haiku, krótki wiersz uprawiany od XVI wieku, chwyta przelotną, pozornie zwyczajną chwilę i wiąże naturę człowieka z przyrodą. Japońskie haiku, podlegające dokładnie określonym regułom, nie ma tytułu, składa się z 17 sylab w trzech linijkach i zawiera słowo związane z porą roku. Reguły te nie obowiązują w innych językach, a haiku jest obecnie pisane przez poetów w wielu krajach świata, zwłaszcza anglojęzycznych. Wystarczy wiedzieć, że tylko w USA wychodzi około 15 pism poświęconych tej formie poezji.

Amerykańskie haiku jest związane zarówno ze swoim tradycyjnym japońskim pierwowzorem i ogólnie japońską kulturą, jak i ze współczesną poezją amerykańską. Generalnie – podkreśla Lidia – haiku jest krótkim wierszem, sugerującym więcej niż pokazuje, a pokazującym więcej niż mówi. Jak ten, zawarty w jej książce:

na Kreciej Górze
Droga Mleczna
jedyna droga

Uczestnicy spotkania dowiedzieli się też wielu niezwykle interesujących rzeczy o malarstwie sumi-e, którego prelegentka jest uznawaną nawet w Japonii mistrzynią, o obrazach haiga – łączących sumi-e z tekstem haiku, o haibun – krótkiej prozie połączonej z jednym lub więcej haiku, o nurcie buddyzmu zwanym zen, będącym filozoficzną medytacją i kontemplacją religijną, praktykowaną w klasztorach, a codzienną i zwyczajną, poważną, a jednocześnie pełną humoru, a także o innych tajnikach sztuki japońskiej, nie zawsze łatwych do zdefiniowania słowami, jak choćby wabu-sabi – kwintesencja japońskiej estetyki, piękno rzeczy niedoskonałych, ulotnych, niekompletnych.

Ale prawdziwie fascynująca część spotkania zaczęła się z chwilą, kiedy Lidia Rozmus, jak wiadomo – prezydent Republiki Kreciej Góry – wzięła do ręki swoją książkę i rozsnuła magiczną opowieść o spotkaniu z górą, ujrzaną po raz pierwszy z balkonu nowego mieszkania w Vernon Hills. Zobaczyła wzgórze, co jest geograficznym ewenementem w prawie całkiem płaskim Illinois. Już w tym momencie poczuła, że trafiła tam nieprzypadkowo, że to jest jej miejsce na świecie. Malownicze wzniesienie opadające zboczami do dwóch wód – Jeziora Dużego Niedźwiedzia (Big Bear Lake) i Zatoki Podwójnego Księżyca (Double Moon Bay) – nazwała Krecią Górą. Mieszka tam już od lat. Z biegiem czasu ustanowiła – dla siebie, swojej poezji i swoich przyjaciół – Republikę Kreciej Góry, której jest jedynym pełnoprawnym obywatelem, a więc i prezydentem.

Jak pisze o niej w książce, republika jest „nie za duża, nie za mała, można powiedzieć – w sam raz.” Po podaniu jej szerokości i długości geograficznej oraz powierzchni – „około 1 km kwadratowego, ale kto to może wiedzieć”, wymienia skład populacji: „ptaki, ssaki (1 homo sapiens), gady, płazy, ryby, owady…”

Lektura „Republiki…” wciąga, zachwyca i zaskakuje. Tekst, oryginalny polski i przełożony na angielski przez Elżbietę Tabakowską, utrzymany w różnych stylach poezji japońskiej, jest ilustrowany albo przeplatany fotografiami, sumi-e, obrazami olejnymi i rysunkami autorki. To nie może zaskakiwać, tego się czytelnik spodziewa. Ale jest w tej książce coś innego. Dużo pustych stron. Tak, pustych, jeżeli pominąć tak drobną, że trudno uchwytną ich numerację, a na niektórych – wędrujące w różnych kierunkach miniaturki mrówek. Pracowitych oczywiście, jak możemy przeczytać w wierszu „Los mrówki”:

obarczona karmą pracowitości
od czasu do czasu śni o błogim lenistwie
śni – bo na marzenia nie ma czasu

No tak, przecież podtytuł „Republiki Kreciej Góry” to „Książka do pisania”. Lidia mówiła o tym w swojej prelekcji, ale usłyszeć to nie to samo, co zobaczyć. To chyba pierwsza na świecie książka nie tylko do czytania i oglądania, ale również do pisania. Czytelnicy są zachęcani do opisywania i szkicowania swoich wymyślonych miejsc, swojego intymnego domowego ogniska, zapełniających je zwierząt i roślin. Do popuszczenia wodzów wyobraźni, wędrowania po przeszłości i przyszłości. Do marzenia.
Dlatego właśnie zajmujący trzy strony spis treści wygląda inaczej, niż w pozostałych wydanych do tej pory książkach – zaskakująco. Jak? To trzeba zobaczyć samemu.

Dla tych, którzy chcieliby mieć własny egzemplarz „Republiki Kreciej Góry”, pani prezydent podaje adres polskiej strony internetowej:
ww.taniaksiazka.pl/seria/notesy-podroznicze

Tekst i zdjęcia: Krystyna Cygielska

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*