Konsul Konrad Zieliński: razem udało się wiele osiągnąć

Konsul Konrad Zieliński fot.Grzegorz Dziedzic

Kadencję w Konsulacie Generalnym RP w Chicago 18 sierpnia zakończy konsul Konrad Zieliński. Rzecznik prasowy konsularnej placówki, wicekonsul ds. współpracy z Polonią w rozmowie z nami podsumowuje swoją ponadpięcioletnią pracę.

Alicja Otap: Z jakimi wrażeniami kończy Pan służbę konsularną w Wietrznym Mieście?

Konsul Konrad Zieliński: Lata spędzone w Chicago to był bardzo intensywny czas, ale jednocześnie bardzo interesujący. Przez kolejne lata miałem okazję spotykać i poznawać Polonię, uczyć się jej i podejmować z nią współpracę nad licznymi przedsięwzięciami, których wspólnym mianownikiem była Polska. Tę współpracę podejmowaliśmy oczywiście nie tylko ze społecznością polonijną w Chicago i stanie Illinois, bo okręg konsularny naszej placówki obejmuje łącznie trzynaście stanów. Bliskie relacje i aktywna współpraca łączyła nas również z wieloma podmiotami polonijnymi w stanach Michigan, Wisconsin, Minnesota czy Missouri, gdzie społeczności polonijne stale bardzo czynnie uczestniczą w życiu polonijnym. Ale także realizowaliśmy przedsięwzięcia w bardziej odległych stanach naszego okręgu konsularnego, takich jak np. Luizjana. Po tych wszystkich latach kończę służbę z poczuciem, że udało się wiele wspólnie osiągnąć – dobrego dla Polski i dobrego dla Polonii.

Co należało do Pana obowiązków w Chicago?

– W Chicago pełniłem funkcję wicekonsula do spraw współpracy z Polonią, dyplomacji publicznej i kulturalnej oraz mediów. Do moich obowiązków należało utrzymywanie bieżących kontaktów ze społecznością polonijną i realizowanie z nią współpracy na rozmaitych polach, tj. udzielanie wsparcia polonijnemu szkolnictwu, realizacja projektów kulturalnych, w tym przy współpracy z mediami. Wiele projektów placówki skierowanych było do społeczności międzynarodowej i dotyczyło spraw z zakresu dyplomacji historycznej i dyplomacji naukowej. Były to np. przedsięwzięcia informujące lokalne społeczności o Polsce, o jej historii, osiągnięciach, wielkich Polakach, ale także o tym, jaka Polska jest współcześnie i jak wiele ma do zaoferowania.

Z jakich projektów zrealizowanych w Chicago jest Pan szczególnie zadowolony?

– Przede wszystkim o wszystkich zrealizowanych projektach chciałbym mówić w kontekście osiągnięć całego zespołu, którego byłem częścią, bo to nigdy nie był wysiłek indywidualny. Myślę, że projektów z których można być zadowolonym było wiele. To były wystawy, konferencje, seminaria, pokazy filmów dokumentalnych, dyskusje, często w prestiżowych lokalizacjach i zawsze dotyczące istotnych dla Polski spraw, takich jak np.: ważne wydarzenia w dziejach Polski, w tym opowiadające o wielkich Polakach: o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim, emisariuszu Polskiego Państwa Podziemnego Janie Karskim, Irenie Sendler, rodzinie Ulmów i innych polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Ale to były też spotkania i wystąpienia na uniwersytetach upowszechniające wiedzę o polskich dokonaniach, polskich naukowcach, wynalazcach i innych utalentowanych Polakach. To były także festiwale muzyczne, m.in. European Jazz Meets Chicago, doroczne międzynarodowe przeglądy i festiwale filmowe. To był wreszcie udział konsulatu przez trzy kolejne lata w prestiżowym festiwalu architektury Open House Chicago, podczas którego budynek placówki konsularnej, zabytkową ponad stuletnią kamienicę na Lake Shore Drive, zwiedziło łącznie kilka tysięcy entuzjastów architektury. Opowiadaliśmy im o historii budynku, funkcji konsulatu, o Polsce i Polonii. Gdy pojawiały się w amerykańskich mediach przypadki użycia wadliwych kodów pamięci, niezwłocznie interweniowaliśmy w redakcjach amerykańskich mediów domagając się sprostowań. Z kolei w mediach społecznościowych przez ten czas zwiększyliśmy widownię o 1000 procent (sic!). Także tych działań było dużo, choć ja mówię teraz tylko o tych projektach, które dotykały bezpośrednio działu współpracy z Polonią i dyplomacji publicznej i mediów, w którym pracowałem i w którym wspólnie z zespołem miałem okazję te projekty koordynować.

Czy lubił Pan swoją pracę?

– Bardzo. Praca dla Polski zawsze wydawała mi się bardzo interesująca. A praca dla Polski w takim mieście jak Chicago tym bardziej. Atrakcyjność Chicago pod względem kulturalnym, społecznym, architektonicznym jest niezaprzeczalna. A do tego wszystkiego ogromna i bardzo aktywna społeczność polonijna, która tę metropolię po części stworzyła, dopełnia to pozytywne wrażenie. Myślę, że mogę pokusić się tu o odniesienie do Chicago słynnych słów pisarza Samuela Johnsona o Londynie… (uśmiech) „Jeśli ktoś jest zmęczony Londynem, jest zmęczony życiem”. Było tak trochę z życiem i pracą w Chicago.

Proszę opowiedzieć o swojej drodze do dyplomacji. Czy Chicago było Pana pierwszą placówką dyplomatyczną?

– Tak. Konsulat w Chicago to moja pierwsza placówka. Wcześniej przez kilka lat pracowałem w centrali Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z kolei do administracji centralnej trafiłem bezpośrednio po studiach w 2008 roku. Wcześniej ukończyłem filologię angielską na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a następnie dwuletnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu w Szkole Tłumaczy.

Jak Pan wspomina okres początku kariery?

– Bardzo dobrze. Praca dla Polski zawsze mnie interesowała i dążyłem do tego, żeby pracować w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Służba zagraniczna, tak w kraju, jak i na placówce zagranicznej, to duża nobilitacja i odpowiedzialność i tak podchodzę do tego od samego początku.

Czy wiedza teoretyczna o Polonii amerykańskiej, jaką Pan miał przed przyjazdem do Chicago, różni się bardzo od wiedzy praktycznej zdobytej tu na miejscu?

– Przez lata poprzez bliską współpracę uczyłem się Polonii i poznawałem ją. I tak dopiero tu w Stanach Zjednoczonych zrozumiałem w pełni, jak bardzo różnorodna jest Polonia, a jednocześnie jak bardzo łączy ją jedno: oddanie i troska o polskość, polskie tradycje i obyczaje, przywiązanie do polskich spraw.

Czy Polonia chicagowska w jakiś sposób odróżnia się od innych środowisk polonijnych w USA?

– To w Chicago swoje siedziby ma największa liczba podmiotów polonijnych. Z tym wiąże się gigantyczna infrastruktura i sieć kontaktów: na przykład ponad pięćdziesiąt szkół polonijnych w samym okręgu miejskim Chicagoland, kilkadziesiąt redakcji mediów polonijnych, organizacje kulturalne, charytatywne, branżowe, akademickie, itd. To niebywale cenny i wyjątkowy potencjał.

Największe wyzwania w pracy z chicagowską Polonią?

– Wydaje mi się, że przede wszystkim zasobem, którego najczęściej brakowało w pracy w Chicago, był czas. Pogodzenie ze sobą wszystkich obowiązków stanowiło często nie lada wyzwanie. Duża porcja pracy wykonywana była w weekendy, co również nie zawsze było łatwe do pogodzenia z życiem rodzinnym. Ale w pewnym sensie było to funkcjonowanie według zwyczajów i obyczajów państwa przyjmującego, bo przecież aktywność społeczna np. Polonii też w przeważającej mierze odbywa się w czasie wolnym, czyli w weekendy. Bardzo dużym wsparciem była dla mnie moja żona Maria, która czasami wspólnie ze mną uczestniczyła w wielu weekendowych spotkaniach i wydarzeniach organizowanych przez lokalne społeczności.

Ponad pięć lat w Chicago, to długo. Tu wychowywały się Państwa dzieci. Syn przyjechał tu jako mały chłopiec, a córka urodziła się w Chicago. Czy dzieci wiedzą już, że wracają do Polski?

– Tak, dzieci wiedzą i są przygotowane do przeprowadzki. Cieszą się, że poznają Polskę lepiej niż podczas dotychczasowych odwiedzin w kraju. Kiedy przyjechaliśmy do Chicago nasz syn miał niewiele ponad rok, więc był zbyt mały, by zapamiętać Polskę. Z kolei nasza córka urodziła się w Chicago, więc Polski będzie uczyć się można powiedzieć od nowa. Ale myślę, że oboje poradzą sobie bardzo dobrze.

Co prywatnie pasjonuje konsula Konrada Zielińskiego?

– Lubię podróże i aktywny styl życia. Interesuję się historią. Zawsze interesowała mnie też kultura świata anglosaskiego, w tym zwłaszcza jej warstwa językowa. Lubię dobre kino. W wolnych chwilach jeżdżę na motocyklu.

Czy motocykl pojedzie z Panem do Polski?

– Obawiam się, że tak (śmiech), bo nie mija mi na razie to motocyklowe hobby.

Z jakimi uczuciami żegna Pan chicagowską Polonię?

– Po ponad pięciu latach opuszczam Chicago z poczuciem satysfakcji, bo wspólnie z Polonią udało się dużo osiągnąć. Polonia okazała mi przez te wszystkie lata wiele życzliwości i pomocy. Pragnę podziękować za lata aktywnej współpracy na rzecz Polski i Polonii wszystkim tym, z którymi miałem przyjemność się spotykać, za wszystkie wspólnie zrealizowane przedsięwzięcia. Dzięki Państwa pomocy udało się osiągnąć bardzo wiele.

Pana plany po powrocie do Polski?

– Wracam do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie będę kontynuował pracę. Wciąż będę zajmował się sprawami z zakresu współpracy z Polonią i Polakami zamieszkałymi za granicą i dyplomacją publiczną i kulturalną.

Życzymy powodzenia i także dziękujemy za współpracę.

Konrad Zieliński pełnił służbę w Konsulacie Generalnym RP w Chicago w latach 2012-2017 jako wicekonsul do spraw kontaktów z Polonią, dyplomacji publicznej, kulturalnej i mediów. Przed wyjazdem do Chicago zajmował się kontaktami z mediami w Biurze Rzecznika Prasowego MSZ. Jest absolwentem filologii angielskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Ukończył też dwuletnie studia podyplomowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu w Szkole Tłumaczy i Języków Obcych. Jest tłumaczem przysięgłym języka angielskiego. Żonaty, ma córkę i syna.

Zdjęcia z archiwum Konsulatu Generalnego RP w Chicago:

  • 2
  • 1
  • 4
  • 3
  • 6
  • 5
Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*