I ty możesz zostać aniołem

I ty możesz zostać aniołem

Katarzyna Romanowska i Małgorzata Pachota, albo krócej – Kasia i Gosia – to zarząd i jednocześnie niestrudzone wolontariuszki założonej przez siebie fundacji You Can Be My Angel, która pomaga dzieciom w Polsce chorym na szczególnie trudny do leczenia, agresywny rodzaj raka dziecięcego – neuroblastomę. Polska medycyna jest wobec niego bezradna. Specjalizują się w jego leczeniu nieliczne kliniki – w Niemczech, we Włoszech i w USA.

8842 (1 of 1)

fot.arch fundacji

– Wszystko zaczęło się przypadkiem – mówi Kasia. – Jesteśmy jednym wielkim chodzącym przypadkiem, bo pierwsze dziecko, któremu zaczęłyśmy pomagać, to był Kuba, synek naszego przyjaciela. To był początek 2011 roku. Nikt nie myślał o fundacji, o takiej skali działania. Po prostu był chory chłopczyk, któremu trzeba było pomóc.

Wiedziałyśmy, że Kuba nie poradzi sobie sam, więc bardzo szybko zebrałyśmy pieniądze wśród znajomych. Okazało się, że jest ich więcej niż trzeba. Rodzice Kuby poznali w szpitalu chore dzieci. Wybrali Marcinka, który najbardziej wtedy potrzebował pomocy i trochę automatycznie został scedowany na nas. Zebrałyśmy pieniądze dla Marcinka. Każdy o nim słyszał, to była wielka akcja („Dziennik Związkowy” dużo o niej pisał), a potem zaczęto nam zgłaszać kolejne dzieci. I jak tu powiedzieć „nie”? Stanęłyśmy przed dylematem – albo przestajemy pomagać zupełnie, bo jako prywatne osoby nie możemy takich pieniędzy wysyłać do Polski, albo coś zakładamy. Wyjściem było założenie fundacji – opowiada Kasia.

Słyszały wiele ostrzeżeń – że ludzie będą różnie mówić. Kasia dowiedziała się na przykład, że kupiła sobie nowy samochód, wiadomo… Uprzedzano je, że muszą być mocne, odporne. „Ale człowiek nigdy nie będzie na tyle odporny, żeby to nie bolało. No cóż. Trzeba założyć sobie klapki na uszy i robić tyle, ile można”.

– Wielu ludzi, którzy przyszli do nas, żeby się przekonać, co robimy, zostało z nami. To jest praca „rodzinna”. Nikt u nas nie jest zatrudniony, nie mamy biura, służbowych samochodów ani telefonów – uśmiecha się Gosia. – Pomagamy tyle, ile możemy i tak, jak możemy. Często chciałybyśmy, żeby doba miała więcej niż 24 godziny i tydzień więcej niż 7 dni. Wydaje nam się czasem, że nie jesteśmy w stanie tego pociągnąć, bo ciężko jest pogodzić potrzebny na to czas z normalnym życiem, dużo rzeczy się przez to zaniedbuje. Ale z drugiej strony wiemy, że te dzieci nie mają czasu na czekanie, że liczy się każdy dzień, każda godzina. Wtedy przestaje się myśleć o swoich prywatnych sprawach, tylko się pomaga – konstatuje Gosia.

Fundacji wciąż przybywa wolontariuszy. Niektórzy odchodzą, ale czasem wracają. Tych stałych jest teraz prawie pięćdziesiątka. Nie zawsze potrzeba aż tak wielu. Na większe imprezy, jak Taste of Polonia czy Mikołajki w najbliższą niedzielę, potrzebujemy masy ludzi, ale są takie, gdzie wystarczy kilka osób.

– Mamy bardzo kreatywnych wolontariuszy, którzy np. robią aniołki z masy solnej, malują dzieciom buzie, przebierają się i występują jako klauni, kręcą balony – to wszystko pomaga w zbieraniu pieniędzy – mówią założycielki fundacji.

Od początku działalności grupy ośmioro dzieci jest leczonych bądź już wyleczonych, pozostają tylko badania kontrolne. Kuba chodzi do szkoły, prowadzi normalne życie.

Wydaje nam się czasem, że nie jesteśmy w stanie tego pociągnąć, bo ciężko jest pogodzić potrzebny na to czas z normalnym życiem. Ale wiemy, że te dzieci nie mają czasu na czekanie, że liczy się każdy dzień, każda godzina

Oprócz blasków, czyli ogromnej radości z wyników, praca ma też swoje cienie. Kasia i Gosia nie mogą zrozumieć podziałów Polonii, które czasem skłaniają osoby i firmy do odmowy pomocy. Bywa tak, że jakieś media nie podają komunikatu o imprezie charytatywnej, bo bilety sprzedaje określona firma; sklep odmawia umieszczenia puszki na pieniądze, bo taka sama puszka stoi w konkurencji. Funkcjonują powiązania, w których trudno się zorientować, a jeszcze trudniej sobie z nimi radzić, choć wydawałoby się, że kiedy chodzi o zdrowie i życie dzieci, nie powinno być żadnych podziałów.

Trudno też rozbić zastane stereotypy w myśleniu o działalności fundacji. – W trakcie imprezy – opowiada Gosia – gdzie wszyscy się świetnie bawią i pieniądze napływają, słyszę: „Wy to jesteście wolontariusze, pewnie pracujecie za darmo, ale oni na pewno coś z tego mają. Kto? No, zarząd”. A zarząd to my dwie. Ręce opadają.

Wszyscy, którzy nam pomagają, pracują za darmo. Znalazł się prawnik, który pomógł założyć fundację. Sprawy urzędowe, na których się nie znamy, prowadzi nam bezpłatnie profesjonalna księgowa. Nasi wolontariusze napisali hymn fundacji – tekst w dwóch językach i muzykę. Teraz szukamy studia, które nagrałoby go profesjonalnie, ale charytatywnie, bez żadnych opłat. Ale takie szukanie zajmuje dużo czasu – opowiada  Gosia.

Marzy nam się stały sponsor. Choćby po to, żeby za każdym razem, kiedy trzeba kupić farby, balony czy nawet znaczki pocztowe na wysłanie podziękowań, nie trzeba było szukać i prosić kogoś o tę stówkę czy ileś. Bo wszystko, co w puszkach, idzie na dzieci

Teraz fundacja pracuje na rzecz 5-letniej Alicji Kosmali. Jej leczenie będzie najdroższe z dotychczasowych – około 200 tys. dolarów. Zebrano już około 70 tys., ale klinika nie rozpocznie leczenia, dopóki nie wpłynie cała suma. W najbliższym czasie będzie wiele imprez na ten cel. To będzie wyścig o życie Alicji, której sytuacja jest wyjątkowo trudna. Jej mama całe tygodnie spędza w szpitalu z córką, nie ma kto organizować akcji w kraju. Tata jest kolejarzem, prawie nie ma go w domu, bo ktoś musi utrzymać rodzinę.

W niedzielę 15 grudnia od godz. 12.00 odbędą się Charytatywne mikołajki dla Alicji w Janosiku, przy 9126 S. Roberts Rd., Hickory Hills, IL 60457. Tydzień później, 22 grudnia od 7 rano do 8 wieczorem wolontariusze będą stali z puszkami we wszystkich sklepach Shop and Save Market; to trzy sklepy na północy i trzy na południu.

Trwają intensywne przygotowania do mikołajek. – Mamy nadzieję, że nam się uda – zapewniają nasze rozmówczynie.

Nie może się nie udać.

Impreza zapowiada ogromne atrakcje z udziałem prawdziwych gwiazd. Można będzie zabrać do domu profesjonalne zdjęcie ze świętym Mikołajem, będą klauni, artyści; Warsztaty Teatralne, zespoły góralskie, Maggie Babiarz, czyli „Megitza”, będzie konsul Robert Rusiecki, bokser Andrzej Fonfara, Królowa ZPPA Paulina Perhon.

Ty też możesz dołączyć do grona aniołów.

Krystyna Cygielska

k.cygielska@zwiazkowy.com

******************

Fundacja You Can Be My Angel ma stronę internetową www.facebook.com/YouCanBeMyAngel.

Kontakt telefoniczny: (773) 225-9749, (773) 744-5589.

Wpłaty w USA na pomoc Alicji – w banku Chase na konto fundacji: 213832572 z dopiskiem „dla Alicji”.

Charytatywne_Mikołajki_Alicja_1

 

Categories: Kultura, Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*