GoFundMe, czyli zafunduj sobie zbiórkę

GoFundMe, czyli zafunduj sobie zbiórkę

 

Co łączy wypadki, choroby, tragedie i kataklizmy z szalonymi pomysłami, dziwacznymi projektami i zupełnie wariackimi ideami? Wszystkie potrzebują pieniędzy. Z pomocą spieszy GoFundMe – internetowy model pomagania na miarę XXI wieku – szybko, łatwo, przejrzyście, bez wychodzenia z domu, a na dodatek wszystko się może zdarzyć.

Wpisuję imię, nazwisko, adres e-mailowy i wybieram hasło. Dalej ile i dla kogo chcę uzbierać. Zgadzam się na potrącanie opłat z każdego datku. Następnie wybieram kategorię zbiórki, dość szeroką, bo pod hasłem „marzenia, nadzieje i życzenia” można zawrzeć naprawdę wiele. Dodaję opis, zdjęcia, łączę z moim profilem na mediach społecznościowych i voilà! Właśnie stworzyłam swoją pierwszą zbiórkę internetową na GoFundMe. Dla osoby sprawnie poruszającej się w sieci, to kwestia mniej niż pięciu minut.

Z serwisu internetowych zbiórek skorzystało 50 milionów użytkowników, którzy uzbierali łącznie ponad pięć miliardów dolarów na rozmaite cele

Co dalej? Na pewno nie należy siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż garnuszek się zapełni. Firma GoFundMe zachęca, by regularnie uaktualniać wiadomości w opisie, informować darczyńców o postępach i… udostępniać, udostępniać, udostępniać. Najlepiej za pomocą Facebooka, dzięki któremu – jak podpowiada GoFundMe – wpłaty na twoje konto mogą wzrosnąć aż trzykrotnie.

Fundusze z tłumu

Idea internetowych zbiórek (ang. crowdfunding) umożliwia użytkownikom stworzenie własnej strony na platformie, gdzie – jak reklamuje GoFundMe – odbywa się bezpieczne i uczciwe gromadzenie pieniędzy na rozmaite cele. Strony są łatwe do założenia, a platforma dodatkowo oferuje praktyczne narzędzia do śledzenia liczby wyświetleń. W grudniu, w sam raz przed świętami GoFundMe dokonała również zmian w systemie pobierania opłat, rezygnując z pięcioprocentowej stawki od indywidualnych organizatorów zbiórek na terenie Stanów Zjednoczonych i przechodząc zamiast tego na system… napiwków dla GoFundMe, które pomogą w utrzymaniu platformy. Ofiarodawców wpłacających datki kartą kredytową w dalszym ciągu obowiązują opłaty manipulacyjne w wysokości 2,9 proc. i 30 centów za każdą transakcję. Nieco inne reguły dotyczą organizacji charytatywnych.

Na GoFundMe, oprócz poruszających najczulsze struny apeli o pomoc dla chorych dzieci, ofiar wypadków, masowych tragedii i kataklizmów, pojawiają się również dziwaczne zbiórki na cudaczne cele. Nie ma ograniczeń, minimalnych ani maksymalnych celów finansowych, bo o tym, czy ludzie otworzą swoje serca i portfele, zdecydują w gruncie rzeczy… internauci. Jedni zbierają parę tysięcy na budowę rampy na wózek inwalidzki przed domem, inni na opłacenie rachunków czy naprawę samochodu. Można zbierać na nową sztuczną szczękę, operację dla ukochanego czworonoga, czy na wakacje w kurorcie typu all-inclusive. Szanse są równe.

Ziarnko do ziarnka czy zalew ziarna

Ale jak to się dzieje, że niektóre zbiórki rozprzestrzeniają się w internecie błyskawicznie, podczas gdy inne ledwo dyszą? To pytanie spędza sen z powiek nie tylko potrzebującym, ale i specjalistom od crowdfundingu. Czy to wyższy cel, który kryje się za zbiórką? Czy odpowiednie wyczucie czasu? Czy właściwy marketing? A może wiarygodność beneficjenta? A może jeszcze wszystko naraz plus odrobina szczęścia. Takiego jakie miał na przykład 89-letni sprzedawca lodów Fidencio Sanchez z chicagowskiej dzielnicy Little Village. Umieszczone na GoFundMe w 2016 r. zdjęcie zgarbionego staruszka pchającego wózek z lodami, aby utrzymać siebie, żonę i wnuki, wzruszyło internautów do tego stopnia, że w ciągu jednego dnia uzbierano dla niego sumę przekraczającą 100 tys. dol. W ciągu tygodnia ponad 15 tys. ofiarodawców wpłaciło łącznie ponad 384 260 dolarów.

Zbyt piękne, by było prawdziwe? Jak zawsze w takich przypadkach, nie brakuje również oszustów. Rzadko kto decyduje się na osobistą weryfikację prawdziwości zamieszczonej na GoFundMe historii, zatem ryzyko, że ktoś wzbogaci się na zmyślonej tragedii lub sytuacji, która nigdy się nie wydarzyła, zawsze istnieje.

Mimo spektakularnych kampanii, o których słyszymy od czasu do czasu, jak wspomniana kwesta dla Sancheza, większość zbiórek opiera się na drobnych sumach, które stopniowo zapełniają przysłowiowy garnuszek. Przeciętna kampania na GoFundMe zebrała około 1500 dol., głównie na jednorazowe potrzeby, takie jak wydatki medyczne, pomoc w pokryciu kosztów pogrzebu czy fundacje czyjejś pamięci. W myśl idei ziarnko do ziarnka w dobiegającym końca roku 2017 r. GoFundMe po raz kolejny pobiła własny rekord. Jak sama podaje, z serwisu internetowych zbiórek skorzystało 50 milionów użytkowników, którzy uzbierali łącznie ponad pięć miliardów dolarów na rozmaite cele.

Wielkie serca Amerykanów…

Dziesięć największych zbiórek na GoFundMe przyciągnęło w 2017 roku dziesiątki tysięcy ofiarodawców każda i zebrało łącznie imponującą sumę 23 mln dolarów. Połowę tej kwoty wpłacono na fundusz ofiar strzelaniny w Las Vegas. 2,7 mln dol. na rzecz głodnych dzieci w ramach akcji Love Army For Somalia. Rzesze darczyńców przyciągnęły również zbiórki na wydatki medyczne, ofiary aktów nienawiści i kataklizmów.

Na tle krajowym nieźle spisał się stan Illinois. Opublikowany niedawno 2017 Giving Report wykazał, że mieszkańcy stanu Lincolna nie szczędzą grosza, gdy chodzi o pomoc potrzebującym. W mijającym roku blisko 600 tys. mieszkańców Illinois wspomogło przynajmniej jedną zbiórkę internetową na GoFundMe, zajmując tym samym piąte miejsce pod względem liczebności ofiarodawców. Więcej osób wpłacało datki tylko w Kalifornii, Teksasie, na Florydzie i w Nowym Jorku.

Najwięcej, bo ponad 218 tys. dol. zebrano w Illinois na pomoc Kathleen Dillon Narko, matce dwóch chłopców, w tym jednego autystycznego, która sama cierpi na stwardnienie rozsiane. Mąż Narko najpierw zaginął, a później jego ciało wyłowiono z jeziora Michigan. Drugą największą zbiórką była ta dla rodziny Yingying Zhang na wydatki związane z poszukiwaniami 26-letniej chińskiej naukowiec. Dziewczyna zaginęła w czerwcu i do tej pory nie odnaleziono jej ciała.

Wśród trzech największych w tym roku zbiórek w Illinois znalazła się również historia ze smutnym wątkiem polonijnym. Ponad 137 tys. dolarów wpłynęło na fundusz Hailee i Christana Crawford – dwójki dzieci osieroconych po wypadku, do którego doszło w lutym w Des Plaines, a w którym zginęli ich rodzice i starsza siostra. Za sprawcę wypadku policja uznała naszego rodaka, 21-letniego Piotra Roga, który również zginął w tym wypadku.

… i Polonii

Na przestrzeni mijającego roku na łamach „Dziennika Związkowego” informowaliśmy o wielu zbiórkach na GoFundMe, które dotyczyły poszkodowanych czy potrzebujących rodaków z okolic Chicago. Wiadomo nie od dziś, że Polonia ma wielkie serca i potwierdziła to ponownie w 2017 roku. W sześciu największych zbiórkach przeprowadzonych na GoFundMe, o których pisaliśmy na łamach naszej gazety, uzbierano łącznie ponad 161,5 tys. dolarów dla polonijnych potrzebujących. Dla niektórych rodzin potrzeby są nadal wielkie i nie kończą się wraz z upływem roku, dlatego pozwalamy sobie przypomnieć kilka z tych akcji.

Trzyletni Filip Szczęsny doznał wielu urazów, w tym uszkodzenia mózgu, po wypadku, do którego doszło w listopadzie 2016 roku w Schiller Park. W akcji „pomoc dla Filusia” na GoFundMe zebrano w ciągu roku ponad 49 tys. dolarów. W rozpoczętej kilka miesięcy temu zbiórce na eksperymentalną terapię komórkami macierzystymi w klinice neurologicznej w Krakowie uzbierano już dla chłopca blisko 20 tys. dol. z potrzebnych 175 tys.

W maju w Hoffman Estates 15-letni Michał Sulka, który szedł z kolegami do restauracji McDonald’s po zakończeniu roku szkolnego, przechodząc przez jezdnię na pasach dla pieszych został potrącony przez samochód i doznał ciężkich obrażeń głowy. W ciągu pół roku uzbierano dla nastolatka 12,3 tys. na pokrycie kosztów związanych z jego powrotem do zdrowia.

W maju na autostradzie Kennedy’ego w Chicago 37-letnia Joanna Okońska wracała nad ranem do domu, gdy drogę zajechało jej czarne bmw, z którego przez otwarte okno pasażera w stronę kobiety padło sześć strzałów. Jedna z kul utkwiła w nodze na wysokości biodra. W ciągu siedmiu miesięcy na pokrycie kosztów związanych z powrotem do zdrowia uzbierano dla niej 9,5 tys. dolarów.

9,6 tys. dol. uzbierano na koszty pogrzebu Susanny Kalety, 17-latki, która w kwietniu zginęła w wypadku samochodowym, podczas którego doszło do zderzenia czołowego w podmiejskim Bartlett.
38 tys. dolarów wpłynęło na koszty przetransportowania 22-letniej Joanny Baranowicz samolotem medycznym do Chicago po wypadku na nartach, do którego doszło podczas sylwestrowego wyjazdu do Kolorado. Po dwóch operacjach składających połamany kręgosłup dziewczyna wróciła do Chicago na długotrwałą i kosztowną rehabilitację.

23,3 tys. dol. uzbierali w ciągu 11 miesięcy internauci na pomoc rodzinie Krzysztofa Boguckiego, kierowcy ciężarówki postrzelonego w styczniu podczas postoju na stacji obsługi Pilot na południu Illinois. Trzy miesiące przed zdarzeniem Bogucki został szczęśliwym ojcem małego Leo.

O tym, czy na daną zbiórkę „kapnie” parę dolarów, czy też spłyną dziesiątki tysięcy decydujecie tak naprawdę wy. Z pomocą cudu internetu. To wielka prawda, że „Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy tego chcemy…” Dziękujemy, że wielokrotnie zechcieliście…

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

fot.tookapic/pixabay.com

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*