Filip Frąckowiak: Jestem mocno związany z Chicago i Polonią

Filip Frąckowiak: Jestem mocno związany z Chicago i Polonią

Ubiegający się o mandat posła na Sejm RP z ramienia PiS, Filip Frąckowiak, dyrektor Muzeum Generała Ryszarda Kuklińskiego, wicedyrektor  TVP Polonia, radny warszawski, złożył wizytę w chicagowskiej siedzibie Związku Narodowego Polskiego (Polish National Alliance), gdzie spotkał się z Frankiem Spulą, prezesem ZNP-PNA i Kongresu Polonii Amerykańskiej oraz udzielił krótkiego wywiadu naszej gazecie.

 

Alicja Otap: Warto przypomnieć naszym czytelnikom, że to dzięki Panu w TVP Polonia pojawiły się programy z Chicago z korzyścią dla ogółu widzów?

Filip Frąckowiak: – Tak, rzeczywiście.  Od czasu, kiedy zostałem zastępcą dyrektora TVP Polonia ds. repertuaru udało się wprowadzić na antenę regularne programy z Chicago, których wcześniej nie było. Mamy je w telewizji Polonia już od ponad trzech lat i – trzeba podkreślić – produkowane są przez różne środowiska. To jest ważne dla Polaków mieszkających w Chicago, żeby przedstawić informacje pochodzące od nich na temat ich działalności i ich inicjatyw. Widzą to Polacy w Ojczyźnie, a także środowiska polskie na całym świecie.

 

Niestety bywa tak, że gdy ktoś spoza Polonii bierze się za polonijny temat, patrzy na pewne zjawiska z innej niż ona perspektywy i rzutuje to na sposób narracji, również w sposób niekorzystny.

– Na szczęście miałem dostęp do odpowiednich osób i wiedziałem, komu zaproponować współpracę. Oczywiście zdarzało się, że osoby z Warszawy, z ulicy Woronicza, gdzie się mieści  się Telewizja Polska, jechały robić programy do różnych środowisk polskich na świecie. Nie miało to jednak sensu, bo nikt nie opowie tak dobrze o Polonii, jak ona sama. Choć dany program czy audycja nie są takiej jakości, jak te przygotowane przez  najbardziej profesjonalną ekipę z Telewizji Polskiej z Warszawy, jednak najważniejsze jest to, że program zrobili ludzie stąd.

 

A kogo na przykład ma Pan na myśli?

– Pan Tadeusz Pytlak przygotowuje regularny magazyn z Ameryki. Natomiast regularne reportaże przygotowuje p. Piotr Orłowski, który pracuje w Polvision, a to przecież znana telewizja z długim  stażem. Bardzo ważne jest to, że oddaliśmy naszą antenę TVP Polonia różnym środowiskom lokalnym. Bo to nie jest nasza prywatna telewizja TVP Polonia, ale to jest telewizja Polaków mieszkających poza granicami Polski.

 

Świetnym pomysłem była też transmisja na żywo Parady 3 Maja w Chicago.

– Tak, choć było to bardzo trudne do zorganizowania logistycznie i technicznie. Wtedy w 2016 r. parada szła po ulicy State. W tym roku odbywała się na Columbus Drive, ale wtedy była na State. Wykorzystano sześć kamer, jedna umieszczono na wysięgniku, takim żurawiu, a dwie ulokowano pomiędzy jadącymi platformami. Mieliśmy też studio i podczas parady prowadzone były różne rozmowy, którymi kierowało dwoje dziennikarzy – z Chicago i z Polski. Byli to p. redaktor Jacek Niemczyk i p. redaktor Agata Konarska z Warszawy, którzy prowadzili rozmowy. Pokazywane też były polskie reportaże, polskie kościoły, polskie szkoły wraz z polskimi nauczycielami, a także polskie zrzeszenia i organizacje, polskie muzeum i polskie galerie.

 

To  cenny przekaz szczególnie dla widza polskiego. Pamiętam zachwyt mojej rodziny w Polsce.

– No właśnie … Po 2016 r. polonijne chicagowskie parady były pokazywane prawie w całości, choć już nie na żywo, ale w bardzo szerokiej relacji. W przyszłym roku planujemy ponownie zrobić paradę na żywo. Myślę, że nam się to uda.

 

Ale Pana związki z Chicago to nie tylko telewizja? Jest ich dużo więcej. I to nie Pana pierwsza wizyta w Chicago tylko któraś…

– To prawda. Do Chicago po raz pierwszy przyleciałem w czerwcu 1987 roku. Miałem wtedy sześć i pół roku. Przyleciałem z mamą (Haliną Frąckowiak, przyp. red.) do pracy. Mam śpiewała wtedy koncerty, m.in. w klubie Polonez. Przyleciałem na dwa miesiące, mama na cztery. Wracałem samolotem później sam, żeby pójść do szkoły. Pamiętam doskonale, jak dziś, że mama długo w nocy pracowała,  a później to odsypiała, a ja się nudziłem, więc często wychodziłem sam na spacery. Za którymś razem mama się obudziła i była w panice, że ja zniknąłem, bo nie wiedziała, gdzie jestem. Wtedy pokochałem Chicago. Byłem szczęśliwy, że się tu nie zgubiłem, że wszystkie ulice były takie proste. Do dzisiaj pamiętam tę trasę, którą wtedy przeszedłem, zaczynającą się na rogu Milwaukee i Belmont. Ta dzielnica, popularnie nazywana Jackowem, zmieniła się bardzo od tamtego czasu. Ale czuję się z tą okolicą mocno związany.. Ks. proboszcz Osuch zawsze otwierał drzwi dla mojego śp. Taty, Józefa Szaniawskiego i po śmierci Taty w kruchcie bazyliki na Jackowie została powieszona miedziana tablica pamięci mojego Taty.

 

To wzmocniło Pana więzy z Jackowem?

– Tak już na zawsze będę związany z Jackowem. Do Chicago przyjeżdżam często. W Chicago jestem regularnie trzy cztery razy w roku z powodów i służbowych i rodzinnych, bo właściwie przyjaciele, z którymi jestem tak blisko, są jak rodzina. Jestem też bardzo wdzięczny, że p. prezes Spula pamięta mojego Tatę i ma zawsze otwarte drzwi i ramiona dla mnie. Mój związek z Chicago jest nie tylko głęboki ale też szczególny, ponieważ po założeniu przez mojego Tatę Muzeum Generała Kuklińskiego w Warszawie, miała miejsce próba zamknięcia tej placówki. To było w 2010 roku, ale Polacy z Chicago stanęli w obronie muzeum Kuklińskiego. Dlatego zawsze powtarzam, że to muzeum też należy do Państwa w sensie symbolicznym  i zawsze jest dla Państwa otwarte. Zawsze czułem życzliwość i wsparcie Polonii chicagowskiej, np. za każdym razem, kiedy organizowałem tu i wystawy i wykłady o generale Kuklińskim, to Polonia z Chicago przychodziła na te spotkania bardzo licznie. Pragnę też przypomnieć, że na Pomniku Katyńskim na Placu Zamkowym jest inskrypcja, że pomnik został ufundowany przez Ryszarda Kuklińskiego, wówczas pułkownika i Polonię chicagowska. Myślę, że to trzeba podkreślić, żeby Państwo czuli się dumni. To pokazuje, jak ważni są Polacy z Chicago. A ten napis ten układał mój Tata.

 

I Pan jest kontynuatorem dzieła swojego Taty…

– Niektórzy tak to nazywają, choć rzeczywiście doświadczenia i odwaga mojego ojca, Józefa Szaniawskiego, były znacznie większe niż moje. Podjął się przecież współpracy z radiem Wolna Europa od 1972 roku za co zapłacił ciężkim więzieniem, bo został skazany na 10 lat. Propaganda komunistyczna nazwała pracę mojego ojca ,,współpracą z amerykańskim wywiadem”. A Tata był po prostu dziennikarzem z Polskiej Agencji Prasowej, który przesyłał informacje do Radia Wolna Europa.

 

Przesyłał po prostu prawdę o tym, co się dzieje za Żelazna Kurtyną?

– Tak. O sytuacji w Polsce i Związku Sowieckim. Ale zrobili z niego komuniści agenta Stanów Zjednoczonych, co tak na marginesie  jest raczej powodem do chluby niż do wstydu. Jeśli ojciec był agentem, to był agentem wolnego świata. Ale faktycznie nie był żadnym agentem i nie współpracował z obcym wywiadem. Współpracował z Radiem Wolna Europa. Tak więc nasze rodzinne związki z Ameryką  są bardzo silne. Moje osobiste związki z Chicago są bardzo silne. Dostałem po śmierci Taty także z Chicago bardzo silne wsparcie, m.in. od p. Zosi Borys i od p. Gędłka z radia ,,Na góralską nutę” i od Jacka Niemczyka i dziękuję im za to, ponieważ to był dla mnie ciężki czas.

 

Mama też jest bohaterką – wspierała męża i syna wychowywała na patriotę.

– Tak i trzeba podkreślić, że w Chicago nie znaleźliśmy sie przypadkiem. Mama miała ogromne problemy ze śpiewaniem w Polsce, w związku z tym, że Tata był więźniem politycznym. Udało się jednak uzyskać  zgodę od Polskiej Agencji Artystycznej na występy w Ameryce i z grupa innych artystów, wśród nich byli: Zbigniew Wodecki, Stefan Friedman, Janusz Kruk z zespołu 2+1, przyjechaliśmy tutaj. Oczywiście wszystko było kontrolowane i nadzorowane przez towarzyszących nam urzędników z PAGART-u, którzy byli – co tu dużo mówić – agentami służby bezpieczeństwa.

 

Z czego jest Pan najbardziej dumny jako członek Rady Miasta Stołecznego Warszawy, reprezentujący w tej radzie Śródmieście i Ochotę?

– Najczęściej jestem kojarzony z dekomunizacja w Warszawie, bo jednak pewne rzeczy udało mi się zrobić. Ktoś może powie, że tylko sa trzy tablice. .Tablica gen. Świerczewskiego w Alei Solidarności (kiedyś Aleja Świerczewskiego) na mój wniosek została zniesiona. Tablice Pamięci Polskiej Partii Robotniczej, utworzonej przez Związek Sowiecki – dwie tablice  zniesione. Stworzyłem też listę ulic do dekomunizacji, z których część udało mi się zdekomunizować. A z innych spraw – wykazałem, że obrona cywilna Warszawy po prostu nie istnieje. Ostatnio zaś doprowadziłem do tego, że warszawiacy dowiedzieli się, że woda płynąca z kranu nie jest w ogóle badana, mimo że prezydenci Warszawy namawiali do picia tzw warszawskiej kranówki. A to się zbiegło z koszmarną awarią oczyszczalni ścieków w Warszawie.

 

Dlaczego ekolodzy milczą w tej ostatniej sprawie? To dla nich nietypowe.

– Jestem zaskoczony i chciałbym  współpracować z ekologami. Ale wygląda na to, że te grupy ekologiczne nie chcą występować przeciwko temu środowisku politycznemu, które jest odpowiedzialne za awarię  kolektora ściekowego. W każdym normalnym kraju osoba za to odpowiedzialna poniosłaby polityczne konsekwencje, ale tak się nie stało.

 

Kandyduje Pan do Sejmu RP z ramienia  Prawa i Sprawiedliwości. Jak ocenia Pan Swoje szanse?

– Wysoko. Cztery lata temu też kandydowałem i otrzymałem bardzo dużo głosów  w Chicago, aż 2 tys. Głosów, za które bardzo dziękuję i na które zapracowałem nie tylko w kampanii wyborczej. Więc dlatego z podniesionym czołem przyjeżdżam proszę o poparcie w październikowych wyborach.

 

Pana postulaty programowe?

– Przede wszystkim będę zabiegał o obniżenie podatku  w systemie podwójnego opodatkowania emerytur po stronie polskiej. Trzeba zrobić jakiś pierwszy krok i przynajmniej wesprzeć tych, którzy zamierzają swoje emerytury  wykorzystać w Polsce. To będzie korzyść dla Polski. Postaram się też o szybkie wydawanie paszportów, przybliżenie telewizji polskiej Polakom w Ameryce Północnej i otworzę działające regularnie w tygodniu w regularnych godzinach biuro poselskie tutaj w Chicago. Będzie ono dla Państwa  otwarte zawsze.

Dziękuje za rozmowę.

a.otap@zwiazkowy.com

Na zdjęciu:

Kandydat na posła na Sejm RP, Filip Frąckowiak, złożył wizytę w siedzibie Związku Narodowego Polskiego (Polish National Alliance, PNA), gdzie spotkał się z Frankiem Spulą, prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej i ZNP-PNA. Frąckowiak przedstawił swój program wyborczy.

fot.Grzegorz Dziedzic

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*