Czujemy puls Polonii

Łukasz Dudka, dyrektor generalny „Dziennika Związkowego”
fot.Magda Marczewska

O przewadze papieru nad ekranem, wyzwaniach, jakie przed gazetą stawia współczesność i sposobach na przyciągnięcie nowego pokolenia czytelników z Łukaszem Dudką, dyrektorem generalnym „Dziennika Związkowego” rozmawia Grzegorz Dziedzic.

Grzegorz Dziedzic: – Większość Polaków swoją imigracyjną przygodę w Chicago rozpoczęło od kupna „Dziennika Związkowego”, w którym znaleźli pierwszą pracę, mieszkanie lub samochód. Czy w Pańskim przypadku było podobnie?

Łukasz Dudka: – Pierwszy raz do Stanów Zjednoczonych przyleciałem w 2001 roku. Rzeczywiście, „Dziennik Związkowy” był pierwszą gazetą, która mnie „przywitała”. Nie „Chicago Tribune”, nie „Chicago Sun-Times”, a właśnie „Dziennik Związkowy” leżał na stole w kuchni u państwa, u których się wówczas zatrzymałem. Była to pierwsza amerykańska gazeta, którą wziąłem do ręki. Przyjechałem do USA na wakacje, na kilka tygodni i nie szukałem pracy ani mieszkania. Ale pamiętam, że z dużym zainteresowaniem czytałem artykuły o życiu chicagowskiej Polonii.

Zapewne nie przypuszczał Pan, że 17 lat później obejmie stanowisko dyrektora generalnego „Dziennika Związkowego”.

– Oczywiście, że nie. Wtedy byłem jeszcze na studiach i całe zawodowe życie było jeszcze przede mną. Ale pamiętam, że gazeta od początku zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. „Dziennik Związkowy” był i wciąż jest wizytówką Polonii. Ta gazeta od zawsze była bardzo bliska życia Polonii, równocześnie kształtująca i wyrażająca opinie. Nasze – Polaków mieszkających w Chicago.

Jakie to uczucie – obejmować kierownictwo nad gazetą o tak bogatej i długiej tradycji?

– To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność. Jestem świadomy tego, że gazeta ma 110-letnią historię. Tak jak my sięgamy dzisiaj do archiwalnych wydań „Dziennika Związkowego”, żeby poznać problemy i opinie Polonii sprzed kilkudziesięciu albo i stu lat, tak teksty i treści publikowane obecnie posłużą kiedyś przyszłym pokoleniom badaczy i historyków. To wielki zaszczyt, że moje nazwisko zostanie dopisane do listy osób, które odpowiadały za biznesowe funkcjonowanie gazety. To także ogromne wyzwanie, ponieważ żyjemy w czasach bardzo trudnych dla papierowych gazet. Współczesność stawia przed nami całkowicie nowy zestaw wyzwań. Jestem podekscytowany i cieszę się, że będę mógł się z nimi zmierzyć i przyczynić się do rozwoju gazety. Jestem przekonany, że pomimo niełatwych dla prasy czasów, „Dziennik Związkowy” będzie radził sobie jeszcze lepiej niż do tej pory.

Papierowe gazety rzeczywiście przeżywają kryzys. Powiedzieć, że nastały dla nich trudne czasy, to nie powiedzieć nic. „Dziennik Związkowy” obchodzi w tym roku 110. urodziny. Co musimy zrobić, żeby przetrwać do kolejnej okrągłej rocznicy?

– Największym wrogiem papieru jest internet. Treści, które jeszcze kilkanaście lat temu mogliśmy przeczytać tylko w gazecie lub książce, dzisiaj dostępne są po jednym kliknięciu na ekranie telefonu lub komputera. Myślę jednak, że papierowe nośniki nie odejdą w zapomnienie. Żadna technologia nie zastąpi uczucia, które przeżywamy otwierając książkę lub gazetę. Kontakt z papierem, zapach farby drukarskiej, szelest kartek to doświadczenia, których nie zapewni żaden ekran. Tę opinię podzielają wszyscy wielcy cyfrowego świata, choćby szef Amazona Jeff Bezos. Są świadomi, że technologia może dostarczyć informację szybciej i sprawniej, ale nie wyeliminuje papieru. Z drugiej strony, młode pokolenie wydaje się być pozbawione tego rodzaju sentymentów. Do tych ludzi musimy dotrzeć w inny sposób, zachęcić ich do czytania gazety w wersji internetowej.

Na horyzoncie nie widać nowej fali imigrantów z Polski, którzy stanowili zawsze dużą część czytelników gazety. Musimy stworzyć ofertę dla młodych Polaków urodzonych już w Stanach Zjednoczonych. Jaki jest Pański pomysł na przyciągnięcie młodego czytelnika?

– Musimy pisać o tematach, które są dla tego pokolenia istotne. Musimy nauczyć się mówić do nich ich językiem i wsłuchać się w potrzeby młodego pokolenia Polaków mieszkających w Chicago. Dotrzeć do nich możemy jedynie będąc na bieżąco z technologią. Dlatego bardzo ważne jest stworzenie nowej strony internetowej. Planuję także utworzyć aplikację mobilną „Dziennika Związkowego”, aby na stałe zagościć w telefonach komórkowych, czyli urządzeniach, z którymi właściwie się już nie rozstajemy. Powinniśmy też postawić na nowy sposób przekazywania informacji – młode pokolenie czytelników nie chce czytać długich tekstów i zawiłych analiz. Oni potrzebują dowiedzieć się o najważniejszych sprawach, poświęcając na to zaledwie kilka minut. I tę możliwość musimy im zapewnić.

Pytanie – w jakim języku? Każdy polonijny rodzic wie, że polskie dzieci w Chicago chętniej niż językiem polskim posługują się angielskim.

– Posłużę się przykładem naszego partnerskiego radia, WPNA 103.1 FM, które powstało z myślą o młodym pokoleniu Polaków, i które dociera do słuchaczy posługując się językiem polskim i angielskim. Koledzy z radia bezbłędnie rozpoznali potrzeby odbiorców i stworzyli produkt niepowtarzalny na polonijnym rynku medialnym. Mam nadzieję, że w „Dzienniku Związkowym” uda nam się zrobić coś podobnego. Czy będzie to osobna anglojęzyczna sekcja, czy dwujęzyczna strona internetowa – przyszłość pokaże. Na pewno chcemy otworzyć się na młodych autorów, którzy będą pisać dla młodych o sprawach dla nich ważnych. Jestem pewien, że wśród młodych Polaków w Chicago jest wiele osób o świetnym piórze. Jeśli wolą pisać po angielsku, będziemy publikować ich teksty po angielsku. Młodzi ludzie postrzegają świat w zupełnie inny sposób, inaczej rozkładają punkty ciężkości. Sprawy, które nam wydają się błahe, dla nich mogą mieć fundamentalne znaczenie. Chcemy współpracować z autorami, którzy potrafią pisać, interesuję się sprawami polonijnymi i potrafią przedstawić je w sposób przejrzysty i atrakcyjny dla czytelnika. Jeśli ten wywiad czytają osoby, które chciałyby publikować swoje teksty w „Dzienniku Związkowym”, serdecznie zapraszamy do współpracy.

Nowa strona internetowa, aplikacja mobilna, nowi autorzy. Czy po takich zmianach „Dziennik Związkowy” będzie wciąż tą samą gazetą, którą znają i lubią tysiące Polaków w Chicago?

– Myślę, że tak. Wciąż będą ukazywały się teksty autorów, których Państwo lubicie i cenicie. Język polski pozostanie głównym językiem w gazecie. Przynajmniej przez najbliższe kilkanaście lat czytelników prasy polskojęzycznej będzie w Chicago na tyle wielu, aby zapewnić gazecie odpowiedni poziom dystrybucji. Ale trudno jest myśleć o długofalowym rozwoju gazety bez poszukiwania nowych grup docelowych. Znalezienie złotego środka, zachowanie równowagi pomiędzy treściami i językami w gazecie będzie sporym wyzwaniem. „Dziennik Związkowy” w dalszym ciągu będzie gazetą polskojęzyczną, ale na pewno będą pojawiały się artykuły, sekcje i części gazety kierowane do anglojęzycznego czytelnika. Chciałbym również poprawić szatę graficzną gazety, tak aby czytelnik przewracając kolejne strony, robił to z przyjemnością. Z jednej strony jesteśmy zakorzenieni w tradycji i jesteśmy z niej bardzo dumni, z drugiej strony musimy się rozwijać, ewoluować pod każdym względem – szaty graficznej, przekroju tematów, publicystyki i rozwoju sekcji poradnikowej. Zapewniam, że każdy znajdzie w „Dzienniku Związkowym” coś dla siebie. Naszym zadaniem jest być na bieżąco i prezentować w przystępny sposób jak najbogatszą i zróżnicowaną treść. Nie będzie jednak rewolucji, raczej ewolucja.

„Dziennik Związkowy” to nie tylko gazeta, w której publikowane są artykuły, felietony, reportaże i porady. To także platforma informacyjna, ułatwiająca Polakom codzienne funkcjonowanie.

– I to się nie zmieni. Nasza gazeta to skuteczne narzędzie w dotarciu do Polonii. Wiedzą o tym zarówno politycy, którzy zamieszczają w gazecie ogłoszenia wyborcze, firmy, które się w gazecie reklamują, jak i osoby zamieszczające i korzystające z ogłoszeń drobnych. Każdy wie, że jeżeli chcemy w Chicago znaleźć pracę lub pracownika, wynająć mieszkanie albo coś kupić czy sprzedać, ogłoszenie w „Dzienniku Związkowym” jest najskuteczniejsze. Wiedzą o tym również osoby i przedsiębiorcy niepolskojęzyczni, zamieszczające ogłoszenia i reklamy w naszej gazecie. Jeśli chodzi o polonijny rynek reklamowy, to jest on oczywiście zdominowany przez stacje radiowe. Proszę jednak pamiętać, że w radio nie da się pokazać produktu, nigdy nie mamy pewności, że odbiorca zdąży zanotować nazwę i numer telefonu reklamowanej firmy. Na tym polega przewaga reklamy prasowej, która, tak jak reklamy telewizyjne, buduje renomę firmy. Jeśli firmę stać na umieszczenie w „Dzienniku Związkowym” widocznej reklamy, to znak, że prosperuje ona bardzo dobrze.

Wspomniał Pan, że największym wrogiem gazety papierowej jest internet. To prawda, internet wymusza szybkie reagowanie i natychmiastową publikację. Niestety dzieje się to często kosztem wydania papierowego. Czy istnieje jakieś rozwiązanie tego problemu?

– W internecie trzeba być pierwszym i informować na bieżąco, bo inaczej konkurencja zrobi to za nas. Jeśli popatrzymy, jak podawane są informacje w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych, okaże się, że forma informacji jest bardzo skondensowana. Dostajemy informacje w pigułce. Natomiast jeśli chcemy dowiedzieć się więcej na temat przyczyn, tła i możliwych reperkusji danego wydarzenia, należy sięgnąć po dłuższy tekst. Wystarczy zatem, że „Dziennik Związkowy” podąży ścieżką wytartą już przez inne gazety i zaoferuje swoim stałym czytelnikom opcję cyfrowej subskrypcji gazety. Płacąc mniej niż wynosi cena gazety papierowej, bo odpada koszt druku, papieru i dystrybucji, czytelnik otrzyma od razu dostęp do dowolnego tekstu i będzie mógł przeczytać go na ekranie swojego telefonu, tabletu czy komputera. To bardzo dobry model. Subskrybenci będą mieli dostęp do pełnych wersji artykułów, a pozostali, którym wystarczą informacje skrótowe, przedstawione w sposób migawkowy, będą mieli do nich darmowy dostęp.

„Jesteśmy bliżej Polonii” – ten slogan gazety zna w Chicago każdy Polak. Polonia jednak bardzo się zmienia. Do kogo adresowany jest „Dziennik Związkowy” A.D. 2018?

– Jesteśmy najdłużej ukazującym się bez przerwy polskojęzycznym dziennikiem na świecie. Polonia jest rdzeniem, trzonem, z myślą o którym wydawana jest gazeta, więc kierujemy ją przede wszystkim do Polaków, którzy mieszkają w Chicago. Zarówno do tych, którzy mieszkają tu od dziesięcioleci, jak i takich, którzy niedawno do Chicago przylecieli. Wrócę do początku naszej rozmowy. Ktoś, kto dopiero wylądował na lotnisku O’Hare będzie potrzebował innych treści niż osoba, która w tutejszej rzeczywistości jest zakorzeniona od wielu lat. Ale niezależnie od imigracyjnego stażu, wieku, wykształcenia i zasobności portfela łączy nas zainteresowanie sprawami naszego polonijnego środowiska. Wciąż jesteśmy ciekawi tego, co dzieje się w Polsce i na świecie, a obserwując te wydarzenia z perspektywy Stanów Zjednoczonych, często wyglądają one inaczej. „Dziennik Związkowy” tworzy w tej chwili zespół profesjonalistów, którzy z natłoku zdarzeń potrafią wydobyć i opisać to, co dla Polonii najistotniejsze. Żadna inna redakcja w Chicago nie trzyma palca na polonijnym pulsie tak dobrze, jak zespół „Dziennika Związkowego”. Robimy to od 110 lat i jesteśmy naprawdę najbliżej Polonii. Choć oczywiście niezmiernie cieszymy się, że czytają nas Polacy spoza Chicago i Stanów Zjednoczonych, w tym duża grupa czytelników z Polski. To dla nas ogromne wyróżnienie. Jeśli doceniają nas w Europie i w Polsce, to z pewnością powód do dumy, ale też do wytężonej pracy, by wciąż się rozwijać i dostarczać czytelnikom produkt o najwyższej jakości.

Czego należy życzyć nowemu dyrektorowi generalnemu „Dziennika Związkowego”?

– Lojalnego czytelnika, bo tak naprawdę to on jest szefem gazety. To czytelnicy, sięgając po gazetę, decydują o jej istnieniu i kształcie. Jeśli czytelnictwo „Dziennika Związkowego” będzie rosło, będzie to mój największy sukces. Jeśli o gazecie będzie mówiło się dobrze, będzie to oznaczać, że dobrze wykonujemy swoją pracę.

Życzę zatem wielu sukcesów i dziękuję za rozmowę.

gdziedzic@zwiazkowy.com

Łukasz Dudka
Urodził się w 1979 roku w Dębicy, dorastał w Gnojnicy, niewielkiej miejscowości koło Ropczyc w województwie podkarpackim.
Absolwent Wydziału Handlu Zagranicznego Akademii Ekonomicznej w Krakowie ze specjalnością Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze.
Od 2004 roku pracował w firmie World Discount Telecommunications, gdzie w 2009 roku objął stanowisko managera marketingu. Od stycznia 2018 r. roku kierował marketingiem w Związku Narodowym Polskim.
Zapalony kibic. Jego korespondencje sportowe można było usłyszeć na antenie polonijnych stacji radiowych w Chicago. Od lutego 2018 na stałe współpracuje z radiem WPNA 103.1 FM.
W Stanach Zjednoczonych mieszka od 2003 roku. Żona – Bożena to najważniejsza osoba w jego życiu. Mają dwóch synów – 10-letniego Philipa i 8-letniego Davida.

 

Zdjęcia: Magda Marczewska

Categories: Polonia, Wywiad, Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*