Człowiek, który zabił prezydenta

 

Leon Czolgos. Zdjęcia z kartoteki policyjnej fot.Wikipedia

Leon Czolgos. Zdjęcia z kartoteki policyjnej fot.Wikipedia

114 lat temu syn polskich imigrantów Leon Czolgosz zabił 25. prezydenta USA Williama McKinleya. Podobnie jak wielu ówczesnych anarchistów był „samotnym wilkiem”, a jego zamach – formą walki z systemem. Jego los może być przestrogą dla wszystkich, którzy puszczają mimo uszu radykalne wypowiedzi osób grożących wyrządzeniem krzywdy innym.

Leon Franciszek Czolgosz – bo tak brzmiało jego pełne imię i nazwisko – urodził się w 1873 roku w Detroit. Jego rodzice, Paweł i Maria, przyjechali do USA z zaboru rosyjskiego, prawdopodobnie z dzisiejszej Wileńszczyzny. Oboje byli katolikami. Leon był jednym z ośmiorga dzieci, a trzech jego braci urodziło się jeszcze w Polsce. Gdy był dzieckiem, rodzina Czolgoszów często zmieniała miejsce zamieszkania, szukając pracy na Środkowym Zachodzie. Leon, który w odróżnieniu od rodzeństwa skończył szkołę i lubił czytać, znalazł pracę w Cleveland, gdzie zaczął pracować w fabryce kabli i aktywnie uczestniczyć w akcjach strajkowych. To spowodowało, że w wielu miejscach pracował pod przybranym nazwiskiem – Fred Nieman.

W 1894 po raz pierwszy zainteresował się anarchizmem, który miał decydujący wpływ na jego poglądy. Mimo że rodzina Czolgoszów wróciła na rolę właśnie pod Cleveland, Leon szukał czegoś więcej. Osobą, która go zafascynowała, była Emma Goldman, uważana za najpoważniejszą teoretyczkę amerykańskiego anarchizmu. Był między innymi świadkiem jej słynnego przemówienia z 6 maja 1901 roku. Kontaktował się także z Emilem Schillingiem z organizacji „Klub Wolności”. To doprowadziło go do przekonania, że władze kraju bronią przede wszystkim interesów kapitalistycznych biznesmenów, a nie zwykłych pracowników. Po agitacji i lekturze prac anarchistów podjął decyzję o zabiciu McKinleya. Do samego zamachu zainspirowało go zabójstwo króla Włoch Umberta I przez anarchistę Gaetano Bresci. Nie bez znaczenia była także lektura prasy brukowej wydawanej przez Williama R. Hearsta i zaciekle atakującej McKinleya.

Leon Czolgos ok. 1900 rok fot.Wikipedia

Leon Czolgos ok. 1900 rok fot.Wikipedia

Czolgosz zapisał się do grupy „Siła”, ale zaczęto go tam traktować z dużą nieufnością. W środowisku anarchistów zaczął bowiem mówić o planach zamachu na prezydenta tak otwarcie, że zaczęto uznawać go za prowokatora. Osamotniony Czolgosz zaczął działać na własną rękę. Pojechał do Buffalo, przeczytał lokalną prasę, dowiadując się o szczegółach prezydenckiej wizyty. Kupił też sześciostrzałowy rewolwer Iver-Johnson. Zapłacił za niego 4,5 dolara.

W Buffalo Czolgosz kilkakrotnie próbował zabić McKinleya. Do udanego zamachu doszło 6 września 1901 roku na Wystawie Panamerykańskiej w Temple of Music, gdzie prezydent miał się spotkać z mieszkańcami miasta. Czolgosz oddał w kierunku prezydenta dwa strzały. Początkowo myślano, że McKinley przeżyje zamach. Ranny w brzuch i pierś miał uszkodzone narządy wewnętrzne: żołądek, nerki i trzustkę. Zmarł z powodu gangreny w miejscu odniesionych ran dopiero 8 dni od zamachu – 14 września nad ranem.

Czolgosza przed śmiercią na krześle elektrycznym czekał los nie pozazdroszczenia. Już na miejscu zbrodni próbowano poderżnąć mu gardło, ale zapobiegła temu interwencja śmiertelnie rannego prezydenta McKinleya. Kiedy przetransportowano go z Temple of Music do komendy głównej policji w Buffalo, był już bliski śmierci po ciężkim pobiciu przez wojskową eskortę McKinleya oraz służbę. Nie wiadomo było, czy w ogóle dożyje procesu. Policja w Buffalo z trudem obroniła go przed linczem.

Sprawa Czolgosza obyła się 23–24 września 1901 roku w Buffalo pod przewodnictwem sędziego Trumana T. White’a. Trwała zaledwie 8,5 godziny. Wcześniej aż pięciu lekarzy potwierdziło, że Czolgosz w chwili zamachu był w pełni władz umysłowych. Gdy został wezwany na fotel dla świadków, oświadczył, że swój czyn popełnił samotnie, nie korzystając z pomocy z zewnątrz. (Nie przeszkodziło to władzom w aresztowaniu Emmy Goldman pod zarzutem inspirowania zamachu). Przyznał się też do zabójstwa i zapewniał, że nie współpracował ze swoimi obrońcami, których uważał za narzędzia tego samego aparatu opresji, z którym walczył jako anarchista. Po krótkim procesie został skazany na karę śmierci. Miał przed sobą niewiele ponad miesiąc życia.

Rysunek przedstawia Leona Czolgosa, który strzela do prezydenta Williama McKinley fot.T. Dart Walker (1869-1914)/Wikipedia

Rysunek przedstawia Leona Czolgosa, który strzela do prezydenta Williama McKinley fot.T. Dart Walker (1869-1914)/Wikipedia

Czolgosza przed śmiercią na krześle elektrycznym czekał los nie pozazdroszczenia. Już na miejscu zbrodni próbowano poderżnąć mu gardło, ale zapobiegła temu interwencja śmiertelnie rannego prezydenta McKinleya

Do ponownej próby linczu doszło 27 września, gdy Czolgosza przewieziono do więzienia w Auburn w stanie Nowy Jork. Mimo że pociąg, którym go wieziono, dojechał na miejsce o 3 w nocy, czekało na niego około 300 ludzi. Był ciągnięty po ziemi, bity, szarpany i kopany tak, że ledwo mógł chodzić. Straż więzienna musiała używać pałek i kolb rewolwerów, aby rozpędzić tłum. Gdy dociągnięto go do więziennego biura, był wyjącym z bólu i strachu strzępem człowieka. Nie był w stanie ustać na nogach. Po przebraniu go w więzienny strój wtrącono go do celi, której nie opuścił do czasu egzekucji.

29 października 1901 roku Czolgosza doprowadzono do celi śmierci i posadzono na krześle elektrycznym. Przez około minutę przez jego ciało przepuszczono prąd o napięciu 1700 volt. Potem jeszcze raz powtórzono tę czynność.

Kartoteka więzienna Czolgosa fot.Wikipedia

Kartoteka więzienna Czolgosa fot.Wikipedia

Egzekucji nie obejrzeli przedstawiciele prasy, wcześniej nie pozwolono skazanemu na udzielenie żadnego wywiadu. Świadkami ostatnich chwil skazańca byli natomiast jego brat Waldek oraz szwagier Frank Bandowski. Według relacji świadków podczas przywiązywania do krzesła elektrycznego Czolgosz miał powiedzieć: „Zabiłem prezydenta, ponieważ jest wrogiem dobrych ludzi. Zrobiłem to, aby pomóc dobrym ludziom, ludziom pracy całego świata. Nie żałuję tego, co zrobiłem”.

W internecie można obejrzeć krótki niemy film pokazujący ostatnie chwile Czolgosza. Najpierw widzimy na nim ponury gmach więzienia, potem człowieka wyprowadzanego z celi, wreszcie samą egzekucję i moment orzekania zgonu. W rzeczywistości jednak film jest jedynie rekonstrukcją dokonaną przez wytwórnię słynnego wynalazcy Thomasa Edisona w kilkanaście dni później. (Na marginesie: krzesło elektryczne w Auburn, na którym stracono Czolgosza, to także „dziecko” Edisona).

Po Czolgoszu pozostało niewiele. Ciała nie wydano rodzinie, a jego trumnę utopiono… w kwasie siarkowym. Szczegółowym badaniom poddano jedynie jego mózg. Listy i ubrania spalono.

Zamach na prezydenta McKinleya miał jednak poważne konsekwencje. Władzę w kraju objął Theodore Roosevelt – najmłodszy wówczas prezydent w historii USA. Represjom poddano osoby o poglądach anarchistycznych. Przez całe Stany Zjednoczone przetoczyła się też fala nastrojów antyimigranckich. Ale jednocześnie administracja Roosevelta zaczęła głośno zwracać uwagę na prawa i warunki życia pracowników.

Miejsce zbrodni – Temple of Music – zostało zburzone jeszcze w listopadzie 1901 roku. Dziś w tym miejscu stoją domy mieszkalne. Ocalało jedynie narzędzie zbrodni – rewolwer, który można oglądać w Buffalo History Museum.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Czolgos w więzieniu fot.Library of Congress/Wikipedia

Czolgos w więzieniu fot.Library of Congress/Wikipedia

Categories: Historia, Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*