Czary-mary na osiedlu dla seniorów w Hickory Hills. Kto chce wyrzucić z mieszkania 96-letnią Polkę?

Czary-mary na osiedlu dla seniorów w Hickory Hills. Kto chce wyrzucić z mieszkania 96-letnią Polkę?

Do naszej redakcji zadzwonił czytelnik z prośbą o interwencję w sprawie polskiej emerytki na osiedlu dla seniorów w podmiejskim Hickory Hills. Schorowana 96-latka otrzymała od zarządu kompleksu list grożący nieprzedłużeniem umowy o wynajem oraz zakazem odwiedzania jej przez krewnych. Gdy zaczęliśmy głębiej badać sprawę, okazało się, że na osiedlu dla seniorów dzieją się dziwne rzeczy…

 

W liście, w którego posiadanie weszła nasza redakcja, dyrektor wspomina o trwającym od lat konflikcie krewnych seniorki z sąsiadką, licznych ostrzeżeniach oraz niepożądanym zachowaniu w kompleksie dla seniorów. Jednocześnie ostrzega, że jeżeli konflikt będzie się nasilał, zarząd albo nie przedłuży Polce umowy o wynajem mieszkania, albo zakaże jej krewnym wstępu do budynku.

Panie z laseczkami

Osiedle Parkview Apartments w Hickory Hills to miejski kompleks dla seniorów powyżej 55 roku życia. Za pokój z kuchnią i łazienką oraz sypialnię 96-letnia Regina Lamonica płaci miastu 625 dolarów miesięcznie. Jest bardzo zadowolona. Na miejscu jest klub dla seniorów, dużo spacerujących z laseczkami starszych pań, odwiedzają je dzieci.

Pani Regina porusza się o chodziku. W czerwcu złamała sobie biodro. We wrześniu miała transfuzję krwi z powodu źle dobranych leków. Jest pod stałą opieką lekarza. – A on mnie chce wyrzucić! Gdzie ja pójdę? Tutaj wszystkie mieszkania są po tysiąc dolarów i więcej! – szlocha seniorka.

Na co dzień panią Reginą opiekuje się 69-letnia córka Danuta. Dostaje za to wynagrodzenie z ubezpieczenia. – Gdy złamałam biodro, to ona mnie kąpała, robiła zakupy, woziła do lekarza. Danusia bierze mnie na spacerki pod pachę, dba o mnie bardzo, nigdy by mnie nie oddała czy zostawiła bez opieki. Jest u mnie codziennie – relacjonuje pani Regina.

Do niedawna Danuta mieszkała na tym samym osiedlu, tylko w innym budynku. Do mamy dochodziła przez parking. Jednak na początku roku wypowiedziano jej mieszkanie. – Wyrzucił ją jak psa, a jeszcze zimno było! – mówi emerytka o dyrektorze budynku. – Teraz mnie chce wyrzucić! I to bez przyczyny!

Czarownica, co wywija rękami

Zapytana o konflikt z sąsiadką, pani Regina nie kryje emocji. – Ona żyć nam tu nie daje. Nazwała mnie „polską świnią”, kazała mi „zamknąć drzwi i umrzeć”, wracać do Polski, bo „tu nie mam nic do szukania”. Moja Danka to usłyszała i zaczęła się z nią kłócić, żeby nie ubliżała mamie. Potem poszła do dyrektora, siedziała tam godzinę i nagadała mu, że Danusia się z nią kłóciła.

Do ostatniego konfliktu, który zakończył się wysłaniem listu, doszło w październiku. – Danusia pojechała po zakupy i zostawiła mnie na balkonie z prawnuczką, 26-letnią Nicole. Tamta szła do samochodu, zobaczyła nas na balkonie i zaczepiła Nicole. Wtedy Nicole krzyknęła, żeby „zostawić babcię i prababcię w spokoju”. I tamta poleciała na skargę, że „wnuczka Reginy się z nią kłóciła”. A ona mnie tylko pilnowała – skarży się pani Regina.

– Wszystko zaczęło się od sprejowania korytarza – kontynuuje nasza rozmówczyni. – Sąsiadka pali, a na osiedlu nie wolno palić. – Ja mam alergię na te spreje, od razu kaszlę i mam suche oczy, więc poprosiłam ją „please don’t spray”. To ona zaczęła sprejować jeszcze więcej.

– To jakaś czarownica. Ona wywija rękami. Raz widziałam, jak głaszcze samochód Nicole. Zapytałam prawnuczkę, co to znaczy. Ona na to, że to czarownica wudu. Ale co to znaczy, to ja już nie wiem – mówi Regina.

Jadowita żmija

69-letnia Danuta Vecera przyznaje, że aby bronić matki, „pójdzie na noże”. – Nie pozwolę, żeby ktoś tak oczerniał matkę. Nie będę stać bezczynnie. Nie mogę sobie na to pozwolić. Mam jedną matkę tylko.

Zdaniem Danuty, matka i sąsiadka kiedyś się przyjaźniły. – Odwiedzała mamę, zagadywała ją, mama ją częstowała. Moją mamę wszyscy kochają. To kochany człowiek. Problemy zaczęły się po tym, jak mama poprosiła, by sąsiadka nie sprejowała korytarza. Wówczas tamta zamieniła się w jadowitą żmiję. A gdy nazwała mamę „stupid Polack” i tym podobne, odpowiedziałam jej tym samym.

Danuta przyznaje, że kilka razy wezwała policję, gdy kobieta napadła na mamę. Sąsiadka za każdym razem udobruchała policjantów, którzy poradzili tylko, żeby „z nią nie zaczynać”. – A więc na policji również dyskryminacja. Sąsiadka oczywiście pobiegła potem naskarżyć na nas, ale dyrektor nie wysłuchał mojej strony, tylko przysłał list, że wypowiada mi mieszkanie. „Bo to jest kompleks dla seniorów i potrzebny jest spokój”. Wyprowadziłam się i przez chwilę był spokój – relacjonuje Danuta. – Potem mama złamała biodro i byłam u niej codziennie. Jak tamta mnie zobaczyła, to pokazała mi z samochodu środkowy palec. Potem napadła na moją wnuczkę na balkonie. Nicole się wkurzyła i odwzajemniła się tym samym. Tamta od razu pobiegła do dyrektora na skargę.

Gdy Danuta zobaczyła pismo do mamy, zadzwoniła do dyrektora i „puściła mu parę wiązanek”. Zażądała również spotkania wszystkich stron. – Wiem, że mama nie da sobie rady, nie mówi dobrze po angielsku i nie może się obronić. Ale ja ją mogę obronić.

Jest jeszcze sprawa karteczek na drzwiach. W liście dyrektor napisał, że sąsiadka poskarżyła się, że Polki zostawiają notatki na drzwiach sąsiadki. Danuta i Regina twierdzą natomiast, że to sąsiadka przykleja na drzwiach notatki z wyzwiskami pod adresem Reginy i Danuty. Według Danuty, problem został zgłoszony administracji. Nic nie zostało zrobione. Otrzymaliśmy kopie dwóch karteczek. Na jednej z nich sąsiadka nazywa matkę i córkę wiedźmami i życzy udanego Halloween.

– To czarownica jakaś. Ona uprawia wudu. Na drzwiach kiedyś napisała, że wszyscy jesteśmy przeklęci. Dyrektora też zaczarowała – dodaje Danuta.

Zaczarowany dyrektor

Nie pozostało nic innego, jak skontaktować się z dyrektorem osiedla. William Spatz najpierw stwierdził, że nie ma o czym rozmawiać. Później potwierdził, że kobiety są skłócone od lat. Winą za wszystkie problemy obarcza córkę pani Reginy, którą „musiał usunąć z osiedla i ma na nią całą teczkę”.

Zapytany o antypolskie i dyskryminujące komentarze pod adresem staruszki dyrektor zmienił ton. Jednak jego zdaniem, „to tylko jedna strona medalu”, bo nie wiemy, „co krewne Reginy robią sąsiadce”. Wspomina… krzyki, czary wudu, karteczki na drzwiach, pety na balkonie i inne.

– Regina to miła starsza pani. To jej córka jest problemem. Dlatego musiałem wypowiedzieć jej mieszkanie. Teraz krewne podburzają Reginę przeciwko sąsiadce. – Od trzech lat proszę je, żeby trzymały się od siebie z daleka. Ale one nie odpuszczają! – mówi wyraźnie sfrustrowany dyrektor.

Gdy poruszam sprawę listu, dyrektor tłumaczy: – Najwyraźniej źle mnie zrozumiała. Przecież nie wyrzucę tej kobiety. Co ty myślisz, że kim ja jestem! – obrusza się. Na co dzień obcuję ze starszymi osobami. Sam jestem starszą osobą. Napisaliśmy tak, żeby one przestały się kłócić!

Pytam również dyrektora, dlaczego nie spotkał się ze wszystkimi kobietami, aby wyjaśnić sprawę. – To nic nie rozwiąże. One się nienawidzą. Nic dobrego z takiego spotkania nie wyniknie. Nie jestem Poncjuszem Piłatem. Jestem tylko menadżerem, który próbuje zarządzać osiedlem dla seniorów.

Kto mówi prawdę, a kto kłamie? Kto na osiedlu uprawia wudu? Kto pierwszy zaczepia i kogo? Czy na menadżerze ciąży urok? Wypadałoby powtórzyć za dyrektorem: nie jesteśmy Poncjuszem Piłatem. Jednak nasz cel został osiągnięty. Menadżer obiecał nam, że 96-letnia Polka zostanie na osiedlu. I że jest w trakcie szukania innego rozwiązania problemu.

Joanna Marszałek
j.marszalek@zwiazkowy.com

fot.123RF

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*