Co TY byś zrobił?

… gdyby po eksperymencie z ukrytą kamerą aresztowano cię i zabrano ci dziecko

Do naszej redakcji zadzwonił rodak. – Chciałbym oczyścić swoje imię. Nie jestem przestępcą, jestem normalnym człowiekiem, a to wszystko było na niby. Mowa o filmowanym ukrytą kamerą eksperymencie z zamykaniem dziecka „za karę” w bagażniku, które miało trafić na internet. Zdaniem autora, miało być ono ostrzeżeniem dla innych, by nie stać bezczynnie w obliczu dziejącej się krzywdy. Zamiast tego, mężczyzna trafił do aresztu, a stanowe służby tymczasowo odebrały mu dziecko.

Doświadczenie miało być wzorowane na popularnym amerykańskim programie „What would you do” (Co ty byś zrobił), w którym za pomocą ukrytych kamer filmowane są różne reakcje ludzi na zainscenizowane sytuacje. Do przeprowadzenia eksperymentu 28-letni mieszkaniec Chicago, Bogusław Matlak zaangażował żonę i własnego, trzyletniego syna. – Jakiś czas temu widziałem w samochodzie małżeństwo z około ośmioletnim dzieckiem. Oboje rodzice palili papierosy. Byłem oburzony. Pomyślałem, że warto zmierzyć reakcje społeczne, pokazać ludzką obojętność. Wymyśliłem scenariusz, w którym nikomu z biorących udział nie stanie się krzywda.

Za karę do bagażnika

W ramach eksperymentu Bogusław miał udawać złego ojca, który karci dziecko w drodze do samochodu i mówi mu, że za karę będzie zamknięte w bagażniku. Zapewnia jednak, że po włożeniu dziecka do bagażnika swojego audi i zamknięciu drzwi, siedząca w samochodzie żona za każdym razem pomagała synkowi przedostać się na tylne siedzenie, gdzie znajdował się fotelik chłopca. Scena filmowana była kilkoma kamerami ukrytymi w bagażniku, w okularach ojca, przez dwóch kamerzystów na parkingu, a także przez żonę wewnątrz samochodu.

Taką właśnie scenkę odgrywała rodzina w niedzielę drugiego września na kilku parkingach przed sklepami w w rejonie Irving Park i Harlem. – Synek wiedział, że to „taka zabawa”, chętnie brał w niej udział, był zadowolony. Gdy ludzie reagowali, Bogusław wyjaśniał im na miejscu, że są „w ukrytej kamerze” jako część doświadczenia. U wielu ludzi, jak relacjonuje Bogusław, zdarzenie nie wywołało żadnego odruchu.

Po wizycie w Kmart i Petco ostatnią scenkę tego dnia rodzina postanowiła odegrać na parkingu przed restauracją Panera Bread przy 4244 N. Harlem w Norridge. Wszystko odbyło się zgodnie z planem, tylko syn już zgłodniał i chciał wracać. Bogusław postanowił szybko odwieźć rodzinę do domu, znajdującego się niedaleko restauracji, po czym wrócił na miejsce, by wyjaśnić świadkom scenki, że była ona „na niby”. W restauracji, po wyjściu z toalety czekała na niego policja.

Zakłócony eksperyment

Funkcjonariusze nakazali otworzyć samochód, a widząc, że nie ma w nim dziecka, zażądali, by wezwał żonę z synem. Przyjechało kilka radiowozów. Wyjaśnienia na parkingu zajęły dwie godziny – relacjonuje Matlak. Mężczyzna pokazywał władzom nagrania, żona potwierdziła wersję męża. Trzylatek był trochę zdezorientowany. Choć rozmowa odbywała się spokojnie, Bogusław został aresztowany i oskarżony o narażanie dziecka na niebezpieczeństwo. Zgodnie z procedurami, natychmiast zawiadomiony został stanowy departament ds. dzieci i rodzin (Department of Children and Family Services, DCFS).

Matlak wyszedł z aresztu po wpłaceniu 1500 dol. kaucji i dostał termin przesłuchania w sądzie. Ale to jeszcze nie koniec jego problemów. Zaraz we wtorek, po wolnym z powodu Święta Pracy poniedziałku, do domu Matlaków zapukał pracownik DCFS. Dzień później dziecko odebrano rodzicom na czas śledztwa i umieszczono u wskazanych przez nich krewnych w ramach tzw. Safety Plan. – Próbowaliśmy wytłumaczyć, że nie ma żadnego zagrożenia dla dziecka, lecz z drugiej strony nie chcieliśmy im wchodzić w drogę, bo oni tylko wykonują swoją pracę. Dzieckiem tymczasowo opiekuje się rodzina żony, a rodzice mogą mieć z nim kontakt telefoniczny.

– Jeśli mam do kogokolwiek pretensje, to tylko do siebie – wyznaje Matlak. – Policja wykonała swoją pracę, DCFS swoją. To dobrze, bo świadczy o tym, że gdyby wydarzenie rozegrało się naprawdę, ktoś by je zauważył. Jesteśmy z żoną trochę zniecierpliwieni, lecz wierzę, że sytuacja się wyjaśni. Po przekazaniu sądowi wyników śledztwa DCFS, Matlak z pomocą adwokata będzie musiał udowodnić w sądzie, że scena zamykania dziecka w bagażniku nie była prawdziwa, lecz zaaranżowana.

Niechlubna sława

– Chcę, żeby ludzie znali prawdę. Nie jestem złą osobą. Jestem normalnym człowiekiem. Mam własną firmę, z ludźmi przebywam na co dzień, zawsze staram się pomagać innym. Miałem dobre intencje. Chciałem pokazać, że nasze działanie może czasami uratować komuś życie… – tłumaczy 28-latek.

Nagrania, które obecnie są w posiadaniu DCFS, miały trafić na YouTube. Matlak przyznaje, że wbrew pozorom nie jest zapalonym użytkownikiem mediów społecznościowych. Czasami zagląda na Facebooka, ale nie ma innych kont. – To nie miało być dla pieniędzy. Mam własny warsztat samochodowy, dobrze nam się powodzi… – wyjaśnia dalej Matlak. Teraz napisały o nim amerykańskie media, dziennik „Chicago Tribune” – jak twierdzi nasz bohater – poprzekręcał fakty, a do internetu zamiast eksperymentu trafiło jego zdjęcie policyjne.

Pytam Bogusława Matlaka, który do Stanów Zjednoczonych przyjechał jako nastolatek, czy z perspektywy czasu uważa, że warto było przeprowadzać eksperyment i co zrobiłby inaczej. – To trudne pytania. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem.

Nasz rodak nie wie również, czy po odzyskaniu nagrań umieści je w internecie zgodnie z pierwotnym zamiarem. Pozostaje pytanie: Co TY byś zrobił?

Joanna Marszałek
j.marszalek@zwiazkowy.com

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*