Ciotka w tarapatach. Śladem nszych interwencji

fot.beejees/pixabay.com

Maria Zagórska usłyszała pukanie do drzwi. Kiedy odmówiła przekroczenia progu kobiecie, z którą nie mogła się dogadać po angielsku, za chwilę wizytę złożyła jej policja. O pozwolenie wejścia do środka nikt już jej nie pytał. Niezapowiedziane odwiedziny miały na celu sprawdzenie stanu ciotki, którą od lat opiekuje się Maria.

Gdy emocje opadły, Maria Zagórska zdecydowała się do nas zadzwonić i opowiedzieć o zdarzeniu, które traktuje jako najście. Zagórska od 17 lat mieszka w domu przy ulicy Carpenter w chicagowskiej dzielnicy Bridgeport, gdzie opiekuje się 94-letnią chorą ciotką. Dom należy do ciotki i jest w nim kilka wynajmowanych mieszkań. Sama Maria nie mówi po angielsku, lecz z pomocą syna i bliskiej koleżanki, i z upoważnieniem ciotki, opiekuje się domem, zarządza mieszkaniami i płaci rachunki.

23 czerwca Zagórska usłyszała poruszenie w głównych drzwiach posesji. Słyszała głos lokatorki z góry. Po chwili usłyszała pukanie do swoich drzwi, w których zobaczyła nieznaną kobietę z jakimś zeszytem. Okazując identyfikator, kobieta oznajmiła, że przyszła w sprawie Stelli Szuler, czyli ciotki Marii Zagórskiej. Zagórska tyle zrozumiała. Nasza rozmówczyni z reguły nie wpuszcza obcych do domu, sama jest osobą starszą, na dodatek nie zna języka angielskiego. Próbowała dopytać, o co chodzi, lecz nie rozumiejąc przybyszki, oświadczyła po prostu: „No English”. Kobieta wycofała się, rzucając na odchodne słowa „come back”.

Nieproszeni goście

Maria natychmiast zadzwoniła do koleżanki, żeby dowiedzieć się, co to znaczy „come back”. Ledwo odłożyła słuchawkę, a w drzwiach stanęła ta sama kobieta, tym razem w towarzystwie policjanta. Funkcjonariusz dał znak, że chcą wejść do środka. Maria wpuściła nieproszonych gości; po kolejnych paru minutach w mieszkaniu pojawiła się jeszcze jedna policjantka – tym razem polskojęzyczna.

To od policjantki Zagórska dowiedziała się, że przyczyną najścia jest anonimowy donos, że starsza osoba pozostaje bez opieki. – Poprosili o listę przyjmowanych przez ciotkę leków, jej dane, ubezpieczenie, kontakt do prowadzącego lekarza. Uprzejmie udzieliłam im wszystkich tych informacji. Następnie padło pytanie, czyj to dom. Odpowiedziałam, że ciotki. „A co potem?”– zapytali mnie. „Potem będzie mój” – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Zagórska potwierdza, że 17 lat temu ciotka wraz z mężem ściągnęli Marię także z mężem do Ameryki. Ciotka nie ma dzieci. Zagórscy zamieszkali ze starszym wujostwem i od początku była umowa, że para z Polski zaopiekuje się Szulerami na starość. Wuj zmarł 13 lat temu. Maria pochowała również swojego męża. W domu zostały tylko Maria i ciotka. – Opiekuję się nią jak własną matką. Ustaliliśmy dawno temu, w obecności świadków, że ja ciotki „dochowam”. Maria zaznacza, że istnieje również testament, zgodnie z którym po śmierci ciotki dom będzie należał do niej.

Rozmowa za zamkniętymi drzwiami

Wizytująca kobieta zażyczyła sobie zobaczyć ciotkę. Maria zaprowadziła gości do pokoju. Policjant stanął w przejściu. Marii kazano wyjść. – Dlaczego ja mam wyjść? – oburzyła się Maria. Otrzymała odpowiedź, że kobieta chce porozmawiać z ciotką i drzwi zamknęły się przed nosem opiekunki.

– Ciotka jest chora psychicznie – relacjonuje Maria. Nie chodzi, na dodatek nie dosłyszy. Maria nie zna dokładnej diagnozy, lecz jest w stałym kontakcie z jej lekarzem od 40 lat, doktorem Bylewskim. Zagórska wspomina też, że gdy przyjechała do Ameryki, ciotka była sprawna, lecz z upływem lat jej stan się pogarszał, zaczęła zachowywać się dziwnie, pisać listy, wychodzić z domu w środku nocy. – O czym oni z nią w ogóle rozmawiali? O co pytali? Jak w ogóle można rozmawiać z chorym psychiczne człowiekiem? – zastanawia się nasza rozmówczyni.

Po wyjściu z pokoju ciotki kobieta zapytała przez policjantkę-tłumaczkę, czy Maria nie potrzebuje pomocy. Zagórska podziękowała. Kobieta zapowiedziała ponowną wizytę i obiecała, że postara się przyprowadzić tłumacza.

Maria chce wiedzieć, jakim prawem została wyproszona z pokoju swojej podopiecznej. Dlaczego wizytująca kobieta przyszła nieprzygotowana do rozmowy z polskojęzycznym opiekunem? Czy dwa radiowozy pod jej domem na spokojnej ulicy były naprawdę konieczne? „I niby po co ona ma przyjść jeszcze raz? Przecież ktoś mógłby dostać zawału przy takim najściu. Czy oni mieli prawo tak wkroczyć?”

W najlepszym interesie ciotki

Mieli – tłumaczy Graciela Roman, pracownica opieki społecznej z Sinai Community Institute, która złożyła Marii wizytę pamiętnego dnia. Agencja świadczy usługi dla stanowego departamentu ds. osób starszych (Illinois Department on Aging) w ramach programu ochrony dorosłych (Adult Protective Services). Kobieta wyjaśnia, że wizyta odbyła się według obowiązujących w stanie Illinois procedur. Po otrzymaniu zgłoszenia możliwego przypadku nadużyć wobec osoby starszej, zadaniem wydelegowanego pracownika socjalnego jest zbadanie sytuacji na miejscu. – Jeżeli z jakichkolwiek powodów nie możemy wejść do mieszkania, musimy wezwać policję. W tym przypadku pani Maria nie chciała nas wpuścić z powodu nieznajomości języka angielskiego. Dołożyłam starań, aby szybko sprowadzić na miejsce osobę mówiącą po polsku, aby móc komunikować się z opiekunką. W sprawie donosu nic nie mogę powiedzieć, jedynie tyle, że był anonimowy. Te informacje są ściśle poufne – odpowiada zapytana, czego dotyczyło zgłoszenie.

  • 14 858 przypadków nadużyć wobec osób starszych i niepełnosprawnych zgłoszono w Illinois w roku fiskalnym 2015 w ramach programu Adult Protective Services
  • Większość dotyczyła seniorów mieszkających w domu lub z członkiem rodziny
  • Większość przypadków nadużyć zgłaszana jest przez personel medyczny lub pracowników socjalnych
  • Tylko 6 proc. zgłoszeń była dokonana przez anonimowe osoby

Każdy, kto podejrzewa nadużycia wobec osoby starszej lub niepełnosprawnej, może zadzwonić pod numer gorącej linii: 1-800-252-8966 lub 1-888-206-1327 (TTY)

Pierwsza wizyta jest zawsze niezapowiadana – wyjaśnia dalej Roman. – Naszym zadaniem jest sprawdzenie, czy zgłoszone nadużycia wobec osoby starszej są prawdziwe czy nie. To wszystko. Zapowiedziałam Marii, że ponownie ją odwiedzę, tym razem w towarzystwie tłumacza. Na ustalenie, czy w mojej opinii dochodzi do wykorzystywania osoby starszej czy nie, mam 30 dni. Ja po prostu wykonuję moją pracę. Nie przychodzimy, by kogoś przestraszyć, osądzać, czy wytykać palcami. Nie mamy zamiaru odebrać jej ciotki, czy wsadzić do więzienia. Doskonale rozumiem rozterkę Marii związaną z nieznajomością języka. Dodatkowo, osoby od lat zajmujące się starszymi, chorymi krewnymi mogą być zmęczone, przytłoczone i same potrzebować pomocy. Jesteśmy również po to, aby okazać im wsparcie w razie potrzeby.

Jak dowiadujemy się z materiałów Illinois Department on Aging, osoba starsza, której dotyczy zgłoszenie, ma prawo akceptacji lub odmowy pomocy. Żadne decyzje w sprawie seniora nie są podejmowane bez jego zgody. W przypadku, gdy osoba starsza nie jest w pełni władz umysłowych, pracownik społeczny musi działać w najlepszym interesie seniora. Którym w tym wypadku była rozmowa z cztery oczy z ciotką Marii. Warto dodać, że program ochrony osób dorosłych (Adult Protective Services) dotyczy również nadużyć wobec osób niepełnosprawnych w wieku od 18 do 59 lat.

Przemoc niejedno ma imię

Według Illinois Department on Aging wykorzystywanie osób starszych przybiera różne formy i jest jedną z najmniej rozpoznawanych rodzajów przemocy rodzinnej. Zaskakujący może być fakt, że najczęściej zgłaszaną formą nadużyć w Illinois jest eksploatacja finansowa, która stanowi 54 proc. zgłoszeń. 43 proc. przypadków dotyczy emocjonalnego znęcania się, 23 proc. przemocy fizycznej, a 52 proc. aktywnych lub pasywnych zaniedbań. Warto wspomnieć, że ofiara cierpi z reguły z powodu kilku form nadużyć. Do innych rodzajów przemocy wobec osób starszych należą: wykorzystywanie seksualne, ograniczenie wolności poprzez przetrzymanie w zamknięciu oraz pozbawienie lub ograniczenie woli.

Nic do ukrycia

Maria Zagórska przyznaje, że o anonimowe zgłoszenie podejrzewa lokatorkę z góry. Kilka miesięcy temu sąsiadka zalała jej mieszkanie, były z nią też inne problemy – hałas, nadużywanie alkoholu, dobijanie się do drzwi, co doprowadziło do wypowiedzenia umowy o wynajem. Nie chce jednak podać numeru telefonu do sąsiadki, abyśmy mogli z nią porozmawiać. – Bo to tylko podejrzenia – mówi.

Nasza rozmówczyni ma poinformować nas o terminie kolejnej wizyty pracownicy opieki społecznej, która tym razem będzie zapowiedziana. – Nie mam nic do ukrycia – zapewnia. – Ciotki nie oddam i nie zostawię, bo jestem osobą słowną. Znam ją i jej nastroje. Jestem z nią od samego początku i będę z nią do końca. Chyba że kolejna taka niezapowiadana wizyta sprawi, że z nerwów coś mi się stanie. Chciałabym też, aby wszystkie panie, które pracują „na domkach” znały swoje prawa i wiedziały, jak się zachować w takiej sytuacji. Oby żadna z nich nie musiała doznać takiego szoku jak ja.

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

Categories: Polonia, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*