Ciężki kawałek trasy

Ciężki kawałek trasy

 

Po atakach terrorystycznych w Berlinie i Nicei, dokonanych przy użyciu ciężarówek, świat na moment pochylił się nad niebezpieczeństwami czyhającymi na kierowców ciężarówek. Prowadzenie osiemnastokołowca rzeczywiście jest jednym z najbardziej niebezpiecznych zawodów, ale bynajmniej nie z powodu zagrożenia terroryzmem.

Ryzyko śmierci lub urazu w wypadku, zmęczenie, stres, nałogi, rozłąka z rodziną, otyłość i depresja – to tylko niektóre z czynników ryzyka towarzyszących jednemu z najbardziej popularnych wśród Polaków w Chicago zawodów – kierowcy ciężarówki. Aż 3,5 mln „truckerów” jeździ po amerykańskich drogach, ale zawód jest coraz mniej popularny. Jak informuje American Trucking Association, na koniec 2015 r. w USA brakowało 50 tys. kierowców. Coraz mniej osób decyduje się na zawód znajdujący się w czołówce najbardziej niebezpiecznych.

Brak wyobraźni

– Najniebezpieczniej jest zimą – mówi Konrad Jop, który jeździ od 4,5 roku tylko na dalekie trasy, głównie z Chicago do Kalifornii. – Podstawowe zasady bezpieczeństwa to zachowanie odległości i dostosowanie prędkości do panujących warunków. Niestety, nie chronią przed zachowaniami innych użytkowników dróg, którzy jeżdżą na łysych oponach, pod wpływem alkoholu i wpadają na trucki. Miałem taki przypadek w Ohio, kiedy kobieta zjeżdżała z oblodzonej rampy i siła odśrodkowa wrzuciła ją prosto pod moją przyczepę. Nic jej się nie stało tylko dlatego, że jechała dużym SUV-em i zamiast wjechać pod przyczepę, odbiła się od niej. Gdyby jechała małym sedanem, byłaby tragedia.

Konrad miał już kilka niebezpiecznych sytuacji, kiedyś zahaczył o wiadukt, innym razem w Knoxville w Tennessee na rampie ciężarówka złożyła się i zaliczył tzw. jack-knifa. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
– Kierowcom osobówek brakuje wyobraźni, często są przekonani, że jadąc 36-tonową ciężarówką jestem w stanie zahamować czy zmienić pas równie szybko jak oni. Nagminnie wpychają się przed trucka, zajeżdżają drogę. To recepta na nieszczęśliwy wypadek – mówi Marcin Fryc, kierowca jeżdżący po amerykańskich drogach od dziewięciu lat, obecnie „na lokalu” w Chicago.

Z raportu Federal Motor Carrier Safety Administration wynika, że w wypadkach z udziałem ciężarówek w 2015 r. zginęło w Stanach Zjednoczonych 4067 osób, a 116 tys. osób odniosło obrażenia. Większość ofiar stanowili kierowcy i pasażerowie samochodów osobowych, które uczestniczyły w wypadku z ciężarówkami. W cytowanym roku w wypadkach zginęło 667 kierowców i pasażerów ciężarówek. Ogółem ciężarówki uczestniczyły w 87 tys. wypadków, w których przynajmniej jedna osoba odniosła rany i 342 tys. wypadków i kolizji, które spowodowały uszkodzenia mienia. Do 60 proc. wypadków z udziałem ciężarówek doszło na drogach biegnących przez tereny niezabudowane i rolnicze, a 25 proc. miało miejsce na autostradach. Ponad 80 proc. kraks z udziałem ciężarówek wydarzyło się w dni powszednie, najwięcej w czwartki. 35 proc. wypadków z udziałem ciężarówek miało miejsce wieczorem i w nocy.

Mosty, których nie ma

Kierowcy, szczególnie jeżący na długich międzystanowych trasach, pracują najczęściej w systemie – 14 godzin pracy, w tym 11 godzin jazdy, 10 godzin odpoczynku i z powrotem za kółko. Regulacje dotyczące czasu spędzonego za kierownicą oczywiście istnieją, ale ich przestrzeganie pozostawia wiele do życzenia. Tzw. książki tras są często wypełniane kreatywnie, niezgodnie z rzeczywistymi godzinami jazdy, a przepisy są nagminnie łamane i naginane. Kierowców rzadko odstraszają wysokie mandaty i kary za zbyt długie godziny za kierownicą. Wiadomo – jedziesz to zarabiasz, stoisz – nie zarabiasz.

Przemęczenie i znużenie to nieodłączni towarzysze kierowców ciężarówek, co zwiększa ryzyko wypadków. W przypadku kierowców ciężarówek szansa, że umrą w pracy jest niezwykle wysoka w porównaniu do większości innych zawodów; według danych Bureau of Labor Statistics 12 proc. wszystkich przypadków śmierci w pracy dotyczy właśnie kierowców ciężarówek.

Jednym z głównych czynników ryzyka jest presja psychiczna wywierana przez dyspozytorów i firmę. – To dodaje niepotrzebnego stresu i powoduje nieracjonalny pośpiech. Kierowcy, którzy często na początku nie mają wyrobionej asertywności, za ten pośpiech płacą wysoką, a zdarza się, że najwyższą cenę – mówi Jop.

Stanisław (nazwisko do wiadomości redakcji) jeździ od dwunastu lat. Jak mówi, największy problem kierowców to rozregulowany zegar biologiczny. – Od kilku lat jeżdżę na Wschodnie Wybrzeże. Z reguły wyjeżdżam z Chicago wczesnym popołudniem. Do Nowego Jorku mam czternaście godzin jazdy. Jadę ciągiem, bo chcę dojechać na miejsce, nim właduję się w poranne korki. Przyjeżdżam i jestem tak zmęczony, że z tego zmęczenia nie mogę zasnąć. A jak już zasnę, to zaraz muszę wstać, bo jest rozładunek.

Na początku swojej truckerskiej kariery Staszek jeździł „coast to coast” – z Chicago do Kalifornii, stamtąd do Nowego Jorku i z powrotem do Chicago. Dziennie przejeżdżał tysiąc mil, spał po 5-6 godzin na dobę. – Czasem byłem tak zmęczony, że miałem zwidy, na przykład widziałem przed sobą wiadukt, a okazywało się, że go wcale nie było. Mój kolega widział kiedyś na trzypasmowej autostradzie zawracającą furmankę. Oczywiście halucynacja. Od razu zjechał.

Jesz, jak staniesz

Kierowcy rzadko odżywiają się w sposób racjonalny, regularny i zdrowy. Pokonując setki mil dziennie często są zdani na posiłki kupowane na postojach, czyli na fast-food, wysokokaloryczne, przetworzone jedzenie. Dieta kierowców bardzo często sprowadza się do obfitujących w cukry i tłuszcze przekąsek w czasie jazdy i jednego obfitego posiłku zjadanego po całym dniu jazdy, tuż przed snem. Taki sposób odżywiania to prosta droga do otyłości i wynikających z niej schorzeń.

– Staram się uważać na to, co jem, unikam śmieciowego jedzenia, czipsów i słodyczy za kierownicą. Dzięki temu udało mi się zrzucić dwadzieścia funtów. Ale i tak specyfika zawodu robi swoje. Mam problemy z plecami, często puchną mi kolana i kostki. Do jako takiej formy regularnie przywraca mnie mój masażysta – mówi Marcin Fryc.

Statystyki dotyczące stanu zdrowia truckerów zebrane przez Narodowy Instytut Zdrowia są zatrważające. Średnia długość życia kierowcy ciężarówki wynosi zaledwie 61 lat. Prawie 70 proc. kierowców cierpi na otyłość. To bardzo dużo, szczególnie w porównaniu do wskaźnika otyłości wśród Amerykanów, wynoszącego ok 27 procent. 54 proc. kierowców pali papierosy, a tylko 8 proc. regularnie ćwiczy. Niezdrowy, siedzący tryb życia sprawia, że aż 87 proc. kierowców ciężarówek cierpi na nadciśnienie, a ryzyko cukrzycy jest o połowę wyższe.

Stereotyp schorowanego, otyłego kierowcy stara się złamać Konrad Jop. – Palenie papierosów i siedząca praca za kółkiem to dla zdrowia fatalne połączenie. To niesamowite, że większość kierowców skazuje się na nieodwracalne zmiany zdrowotne tylko dlatego, że nie chce im się wykonać choćby minimum wysiłku. W trasie siedzą, po powrocie do domu też, tylko że przed telewizorem. Ja postanowiłem wyłamać się ze stereotypu grubego i schorowanego truckera. Codziennie staram się przebiec 3-4 mile. Jeśli tylko pogoda pozwala, zatrzymuję się na poboczu, albo na rest area i idę biegać. W kabinie wożę też 25-funtowy ciężarek, którym ćwiczę w czasie jazdy, jedna ręka, druga ręka. Oczywiście tylko jadąc w niewielkim ruchu, na dość pustych drogach. Ale to świetny sposób na poprawienie koncentracji i pobudzenie organizmu – wystarczy trochę wysiłku i podnosi się ciśnienie krwi. Wożę też ze sobą narty, już kilka razy w tym roku podczas trasy wyrwałem się i poszalałem na stoku.

Samotność truckera

Samotność, rozłąka z rodziną, zaburzona dynamika życia rodzinnego, dokuczliwa nuda i pogarszający się stopniowo stan zdrowia fizycznego odbija się na stanie psychicznym kierowców. Wielu cierpi na depresję, która nieleczona rozwija się. Czas spędzany w trasach praktycznie wyklucza poddanie się psychoterapii. Kierowcy stosują różne sposoby na walkę z nudą i przygnębieniem. Można słuchać radia, pod warunkiem, że jest się fanem country, bo właśnie ten gatunek przeważa w amerykańskim eterze. Można słuchać muzyki z płyt i internetowych portali, albo bez końca wisieć na telefonie.

Z nudą za kółkiem Konrad radzi sobie na różne sposoby. – Jeżdżenie ciężarówką to złoty okres mojego czytelnictwa. Praktycznie non-stop słucham audiobooków, jestem na bieżąco ze wszystkimi nowościami i nadrobiłem wszystkie chyba czytelnicze zaległości. Oprócz tego w internecie jest mnóstwo podcastów, materiałów do słuchania. Oprócz tego rozmawiam ze znajomymi przez telefon i z dziećmi przez Skype i komunikatory.

Ceną długich tras jest samotność, ale jeżdżenie w pojedynkę ma też swoje zalety. – Daje święty spokój, możesz wiele rzeczy przemyśleć, uporządkować w swojej głowie. Nie masz nad sobą szefa, który stoi bez przerwy nad tobą, żony, która wciąż ma coś do powiedzenia – mówi Jop, który rozwiódł się trzy lata temu. Głównie przez swój zawód. – Mówi się, że marynarz w każdym porcie ma dziewczynę, a żony marynarzy do najcnotliwszych nie należą. Z kierowcami jest podobnie.

W trasie nie piję

Od kilku lat życie Stanisława to powtarzający się wzór – tydzień picia, tydzień jazdy, na zmianę. Staszek jest alkoholikiem, ale nigdy nie napił się w trasie. – Kiedy wyjeżdżam, alkohol przestaje dla mnie istnieć, w ogóle mnie nie rusza, nawet zdarzyło mi się parkować kilka razy w pobliżu sklepów z alkoholem – i nic. Kiedy jadę, nie muszę pić. Ten mechanizm jest niesamowity. Kiedy wracam z „eastu”, zawsze mówię sobie, że w ten weekend nie będę pił, zrobię sobie jeden weekend wolny od alkoholu. Dojeżdżam do Gary i zaczynam fizycznie źle się czuć. A potem wszystko dzieje się automatycznie. Parkuję trucka, wszystko szybko, dokumenty szybko, szybko odpinam trailer, szybko dojeżdżam do domu. Często nawet nie zdążę zjeść, choć w trasie marzy mi się domowy porządny obiad. Nawet nie wiem kiedy, a już jestem pijany.

Weekendowe picie przedłuża się z reguły do tygodnia, w następny piątek Staszek wyhamowuje, męczy się w sobotę i niedzielę, a w poniedziałek jedzie w kolejną trasę. – Fizycznie jestem rozwalony totalnie, ale najgorsze jest to, co dzieje się w mojej głowie, nie jestem w stanie myśleć. Dlatego potrzebuję dwa dni przed jazdą całkowicie odstawić alkohol. Jakoś z reguły udaje mi się do siebie dojść. Nie wyobrażam sobie, żebym miał pić w trasie. Jadę „czołgiem” który waży czterdzieści ton. I tak jeżdżę, piję, jeżdżę, piję – taki cykl, jestem już tym strasznie zmęczony. Nie mam pomysłu, jak to zmienić, już się poddałem. W firmie wiedzą, że piję, ale nie zwolnili mnie jeszcze, bo radzę sobie na każdej trasie, zawsze jestem na czas. Nigdy nie miałem wypadku, nigdy nie miałem nawet mandatu za przekroczenie szybkości.

Uzależnienie

Jak nikt inny, kierowcy ciężarówek wiedzą, co dzieje się na drogach i kto po nich jeździ. Czasem strach nawet o tym myśleć; ale prowadzenie trucka, bycie w trasie, to zdaniem wielu kierowców, nie tylko zawód. To styl życia, zmieszanie stresu z odpowiedzialnością, znużenia z adrenalinowym kopem.

Stanisław często ma ochotę, żeby zmienić pracę, rzucić tę trokerkę w diabły, ale nie potrafi. – Jestem uzależniony od drogi, coś mnie rwie, zmusza, żeby jechać w trasę – mówi.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

W 2015 r. w wypadkach zginęło 667 kierowców i pasażerów ciężarówek

 

Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*