Być nauczycielem. Polonijnym nauczycielem

fot.123RF Stock Photo

fot.123RF Stock Photo

W Ameryce o jego statusie nie trzeba przekonywać, społeczeństwo wie, że podobnie jak dobra pielęgniarka, pedagogowi należy się szacunek i godne wynagrodzenie. W Polsce – dzięki upominaniu się od lat o swoje, zmienia się postrzeganie zawodu, który cieszy się coraz większym prestiżem. Tymczasem nauczyciel polonijny ciągle jest gdzieś pomiędzy jedną rzeczywistością a drugą. Z okazji Dnia Nauczyciela zapytaliśmy przedstawicieli zawodu pracujących w polskich szkołach sobotnich o ich percepcję zawodu? Powołania?

Ewa Koch, prezes Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce i nauczycielka szkoły im. kard. Stefana Wyszyńskiego na Jackowie

– Nauczyciel polonijny to taki ktoś, kto potrafi zrozumieć dziecko, które przyjechało z Polski i boryka się z trudnościami w procesie dobrego poznania dwóch języków. To człowiek, który musi i potrafi nauczyć języka polskiego takiego ucznia, którego rodzice w domu nie mówią polsku. To pedagog, który potrafi przygotować zajęcia nie posiadając nawet odpowiednich podręczników, bo tak przecież bywało w przeszłości. Nauczyciel polonijny to człowiek, który potrafi zaszczepić w uczniu miłość do Polski, polskiej kultury i historii oraz wszystkiego, co ze starym krajem jest związane.

Mariola Ptasiński, nauczycielka w szkole im. F. Chopina w Palatine

– Nasze obowiązki różnią się od tych, które pełnią nauczyciele w Polsce. Naszym głównym zadaniem jest zachęcanie, by dzieci chciały przychodzić do szkoły, by chciały uczyć się języka polskiego. Musimy im też przyswajać umiejętność samodzielnego znajdowania informacje o danym temacie, czyli o Polsce i o wszystkim co ze starym krajem jest związane. Nauczyciel polonijny powinien zachęcić ucznia do tego, by każdy temat dotyczący Polski sam drążył dalej i zgłębiał na własną rękę.

Pracę z polonijnymi dziećmi i młodzieżą po prostu uwielbiam. To wielka przyjemność, gdy przychodzą do mnie uczniowie starszych klas lub licealnych, mówiąc, że moje lekcje były ciekawe i zachęciły ich, by nadal uczęszczać do polskiej szkoły. Miło usłyszeć, że chęć do poznawania wszystkiego, co polskie zaszczepili im właśnie polonijni nauczyciele.

Paweł Skrzyniarz, nauczyciel w szkole im. św. Maksymiliana Kolbego w Chicago

– Kiedy polski piosenkarz i satyryk Andrzej Rosiewicz usłyszał, że jestem nauczycielem polonijnym, to powiedział, żebym się nie martwił, bo należę do wymierających dinozaurów. Nie mijał się z prawdą, bo przynajmniej w Chicago ten zawód jest zdominowany przez kobiety. Jako nauczyciel z ponad 20-letnią praktyką mogę tylko wyrazić satysfakcję, że pracuję z polonijną młodzieżą. Z młodzieżą, która się zmienia. Przed laty młodzież ta prezentowała dużo, dużo wyższy poziom znajomości języka polskiego i wiedzy o Polsce. Pracowało się z nią inaczej, a inaczej pracuje się z dzisiejszymi młodymi ludźmi. To już inny sposób patrzenia na język i inny sposób uczenia. Jednak satysfakcja z osiąganych wyników jest taka sama. Cieszy każdy poczyniony postęp, cieszy każde przyswojone po polsku słówko czy zwrot, każdy poznany fakt historyczny czy geograficzny.

Jolanta Zabłocka, dyrektor szkoły im. św. M. Kolbego w Chicago

– Bycie polonijnym nauczycielem nie jest łatwe. Trzeba z jednej strony czuć powołanie i pasję do tego zawodu, a z drugiej umieć się przystosować do zmieniających się realiów. Jeszcze 10, 15 lat większość naszych uczniów stanowiły dzieci urodzone w Polsce. Ale i większość nauczycieli przyjechała z Polski i nadal stosowała metody stamtąd przywiezione. Tymczasem teraz sprawdzone metody nauczania okazują się być bezużyteczne. Nowe pokolenia dzieci urodzonych już w Stanach Zjednoczonych wymuszają dwujęzyczny system nauczania. My jako polonijni nauczyciele musimy się zmieniać, musimy przystosować się do ucznia, by mu wiedzę o Polsce przedstawić jak najlepiej, jak najefektywniej i jak najatrakcyjniej. Że w polonijnej szkole nauczanie często odbywa się po angielsku? Trudno. Tak zmienił się świat.

Wanda Penar, dyrektor i nauczycielka szkoły im. gen. Władysława Andersa

– Jestem niezmiernie dumna, że mogę dbać o wykształcenie polonijnych dzieci, z których w przyszłości wyrosną obywatele Stanów Zjednoczonych świadomi swych korzeni. Obywatele, którzy będą pieczołowicie pielęgnować polską kulturę i miłość do Polski i wszystkiego co polskie, a miłość tę przekażą polskim dzieciom. Mam ogromną satysfakcję, że mogę uczestniczyć w wychowaniu nowych pokoleń Polonii w duchu polskości. Ten proces trwa od wielu dziesięcioleci i mam nadzieję, że polskość i polska kultura, dzięki wysiłkom rzeszy polonijnych pedagogów nigdy w Stanach Zjednoczonych nie zaginie.

Magdalena Zabłocka, nauczycielka w szkole im. F Chopina w Palatine

– Wykonywanie zawodu polonijnego nauczyciela ma dla mnie ogromne znaczenie. Przede wszystkim dlatego, że wykonuję zajęcie, które bardzo lubię. Cieszę się, że pracuję z młodzieżą licealną – młodymi ludźmi, którzy mają 14, 15, a niektórzy 17 lat. Mam przy tym wrażenie, że młodzież w tym wieku wreszcie chodzi do szkoły, bo chce. To już nie jest kwestia rodziców, którzy ich do pójścia do sobotniej szkoły zmusili, a bardziej ich własny wybór. Tacy uczniowie bardziej się starają i widać, że im na tej szkole zależy. Ten fakt stanowi pewne ułatwienie w mojej pracy. Jest rzeczą oczywistą, że i tę młodzież muszę motywować najlepiej jak potrafię do poznawania historii ich przodków, do zgłębiania języka i geografii kraju pochodzenia ich rodziców czy dziadków, ale widać wyraźnie, że oni sami są żądni tej wiedzy. To wielka satysfakcja, gdy byli uczniowie powracają z wiadomością, że na uczelniach uczestniczą w działalności polskich klubów czy organizacji. Gdy byli uczniowie mówią, że czas spędzony w sobotniej szkole nie był zmarnowany, to dla mnie stanowi to powód do dumy.

Wysłuchał: A. Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

W metropolii chicagowskiej działa 51 szkół, do których w obecnym roku szkolnych uczęszcza 16,5 tys. uczniów. Placówki zatrudniają ok. 1 tys. nauczycieli i katechetów. W polskich szkołach sobotnich naukę pobiera ok. 40 proc. polonijnych dzieci.

Categories: Polonia

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 17 października, 2015, 15:16

    Autor napisał: „W metropolii chicagowskiej działa 51 szkół, do których w obecnym roku szkolnych uczęszcza 16,5 tys. uczniów.”
    Czy chodzi wyłącznie o szkoły sobotnie? Gdyż zaraz potem pojawia się stwierdzenie, iż:
    „W polskich szkołach sobotnich naukę pobiera ok. 40 proc. polonijnych dzieci.”
    Czy mowa jest o tych samych szkołach? Czy znaczy to, że całkowita liczba „polonijnych dzieci w metropolii chicagowskiej” wynosi 41.25 tysięcy? Jak została ona oszacowana?

    Reply this comment
  2. Danuta
    Danuta 17 października, 2015, 17:01

    Dziekujemy Pani Ptasinski,moja corka dzieki Pani polubila Polska szkole F.Chopina.Teraz chodzi do Liceum.Dalej mowi ze czasami Pania odwiedza.

    Reply this comment
  3. danuta
    danuta 19 października, 2015, 08:44

    dziekuje za poprawke

    Reply this comment
  4. danuta
    danuta 19 października, 2015, 08:45

    z Moniki na Mariole Ptasinski

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*