Babcia Anioł, dziadek Stróż. Na odległość

Babcia Anioł, dziadek Stróż. Na odległość

Są w stanie pogodzić się z faktem, że dorosłe dzieci wyfrunęły z gniazda i mieszkają daleko, może nawet za oceanem. Takie są przecież koleje życia. Ale gdy pojawiają się wnuki, sprawa się komplikuje. Kto przeczyta bajkę, ugotuje rosół w niedzielę, ukradkiem wręczy parę groszy, czy opowie historie z dawnych lat? Babcie z komputera i dziadkowie z telefonu na spotkanie z wnukami mogą liczyć nieraz tylko raz w roku, a niejednokrotnie latami wyczekują poznania „na żywo” ukochanych potomków.

Kanapeczka zamiast tosta

Żeby uczestniczyć w życiu 8-letniej Maji i 6-letniego Kuby, wstają nieraz w nocy, bo przecież jest różnica czasu. – Czasem widzimy, jak wnuki w Ameryce wstają, a czasem jak kładą się spać. Przez laptop odrabiamy z nimi polskie lekcje, bawimy się, da się nawet pograć w kółko i krzyżyk – śmieje się Marek Predko, emerytowany kierowca z Wasilkowa koło Białegostoku. – Staramy się nie stracić żadnej szansy kontaktu z nimi, jeżeli tylko one mają na to czas, ochotę i możliwość – dodaje Maria Predko.

Tę możliwość daje Messenger i Skype, przez które komunikacja z wnukami odbywa się niemal codziennie. Córka zadbała, by rodzice zapoznali się z technologią, wszystko włączyła i zainstalowała, zaopatrzyła dziadków w tablet. – Choć ja i tak do tej pory trochę się gubię – przyznaje 68-letni dziadek Marek.

– Majusia im starsza, tym ciekawsza. Wypytuje, co się dzieje w Polsce, co robimy, co gotujemy na obiad, jak zdrówko. Jak najwięcej wtedy opowiadamy, tłumaczymy, oczywiście tylko po polsku. To właśnie pielęgnacja języka polskiego jest ich zdaniem jedną z najważniejszych powierzonych im ról. Posyłają więc polskie książeczki, a podczas wizyt w Chicago ćwiczą z nimi pisanie polskich liter. Babcia dba, by wnuki pamiętały też o Bogu i potrafiły pomodlić się po polsku.

Najgorsze były początki, gdy jedyna córka w 2003 roku wyjechała do Ameryki. Kontakt był wówczas tylko telefoniczny. Maria pierwszy raz przyleciała do Stanów, gdy miała rodzić się Maja. W maju przyjeżdża już po raz ósmy. – To było wspaniałe przeżycie dla mnie, jako babci, być tutaj, gdy rodziło się nasze pierwsze upragnione wnusiątko. Ale dla córki chyba też. Babcia Maria po przejściu na emeryturę zostaje u wnuków nawet do pół roku. Wszelkie oszczędności przeznacza razem z mężem na bilety do Stanów. Dziadek był do tej pory dwa razy. Bierze wnuki na spacery, na lody, gra z nimi w piłkę. Dokłada starań, by wyrosły na „porządnych Polaków”. – Mnie to się wydaje, że dziadkowie bardziej kochają wnuki niż własne dzieci – zastanawia się Marek. Zawsze najbardziej radosne są powitania. Bo choć możliwość kontaktu przez internet jest cudowna, to ten kontakt osobisty, przytulenie do siebie wnucząt, jest nieocenione.

Czasem trudno powstrzymać się od wtrącania się, nawet na odległość – przyznaje dziadek Marek. – Może mniej słodkiego? Może zamiast tych tostów z opiekacza zrobić kanapeczkę z pomidorkiem i wędlinką? A może więcej warzywek? A może tak niech dzieci na coś zapracują, zasłużą, wtedy bardziej będą doceniać. Nasze wnusiulki mają wszystko, o czym tylko zamarzą, na mrugnięcie oka. W naszych czasach było inaczej, trudniej wychowywało się dzieci…

Swoje wnusiątka, wnusiulki – jak o nich mówią, kochają nad życie. Ich marzeniem jest pokazanie im Polski. Taki jest plan – może nawet w tym roku. Nie kryją, że rozważają nawet przeprowadzkę do USA, żeby być bliżej córki i wnuków. – Takie zjednoczenie byłoby dobre dla obu stron. Starzy nie jesteśmy, zdrowie jeszcze jako takie, jeszcze śluby będą i prawnuków może doczekamy… – śmieje się Marek Predko.

„Tak, nie, jest OK”

Kontakt Czesława Brudka z wnukami w Ameryce jest niemal tak długi jak życie chłopców. Z 14-letnim dziś Arturem i 11-letnim Tomaszem spotykali się niemal co roku od chwili ich narodzin. Każdy pobyt dziadka Czesia i babci Eli w Chicago, a także wizyta wnuków w Polsce to sporo wspólnie spędzonego czasu wypełnionego zabawami, czytaniem książek, rysowaniem, majsterkowaniem. To wspólne wyjazdy do różnych miejsc, ale również zwyczajne rodzinne życie. Przeżywanie tych zdarzeń zaowocowało wieloma zdjęciami, filmikami, rysunkami, a nawet rzeźbami. – Córka Małgosia bardzo dba o to, aby ślady pobytu dziadków były eksponowane w ich domu i zaświadczały o naszych relacjach – mówi 72-letni emerytowany nauczyciel ekonomii z Bogorii w woj. świętokrzyskim.

– Jest taki pogląd, że „Babcia to Anioł, a dziadek to Stróż”. Razem mogą zrobić sporo dla zachowania rodzinnej tradycji, wpojenia zasad, które sami wyznają, bo przykład jest najlepszym nauczycielem. Brak fizycznego kontaktu z wnukami z Ameryki utrudnia spełnienie tej roli i wypełniania swoistej misji wobec wnuków. Staramy się rozmawiać z nimi za każdym razem, gdy kontaktujemy się z dziećmi, ale nie jest to łatwe. W pewnym momencie taka rozmowa ogranicza się jedynie do potwierdzania lub zaprzeczania, bez rozwijania swoich myśli. Słyszymy więc „tak”, „nie”, „fajnie”, „jest OK”, chociaż chcielibyśmy usłyszeć coś więcej.

Babcia ma być ciepła, mięciutka, taka do przytulania…., nie z ekranu. Jest to szczególnie ważne, zwłaszcza że w amerykańskich przedszkolach i szkołach nie przytula się dzieci.

Staram się podsyłać pocztą e-mailową jakieś ciekawostki mogące zainteresować chłopców, ale nie znam skuteczności tych zabiegów. Uważam, że niezależnie od sytuacji, trzeba starać się podtrzymywać relacje na możliwie ciepłym poziomie, a pogłębiać je w czasie wspólnego przebywania na wakacjach – kontynuuje Brudek.

– Wielkim wyzwaniem dziadków na odległość jest odczuwalna potrzeba utrzymania więzi międzypokoleniowej. Tu jednak same dobre chęci nie wystarczą. Trzeba by wyzbyć się wszelkiego rygoryzmu, nakazów i zakazów, bo to nie prowadzi do ocieplenia relacji, a raczej do odrzucenia. Nie jest to ani łatwe, ani w pełni możliwe. Obaw jest jeszcze więcej, gdyż świat, w którym żyją wnuki jest diametralnie inny niż świat naszych dzieci, a co dopiero mówić o dziadkach. Nie znamy ich towarzystwa, tematów które ich zajmują, emocji, czy aspiracji. To wymyka się z naszego pola obserwacji, ale mamy nadzieję na pozytywne skutki wspólnie z dziećmi prowadzonego procesu wychowawczego – dodaje dziadek Czesław.

Marzeniem dziadków jest sytuacja, w której rodzice ich wnuków spełnią się w swej roli lepiej niż oni. Marzy się im doczekanie ich usamodzielnienia oraz, że w wyborach i postawach wnuków będą odnajdywać cząstki samych siebie.

Buraczek, ziemniaki i fasolka

64-letnia Teresa Nowak ze Śląska Cieszyńskiego ma ośmioro wnucząt rozsianych między USA a Polską. Wszystkie wnuki poznawała na raty, a niektórych z nich nie miała jeszcze okazji uścisnąć. Gdy była w Ameryce, rodziły się wnuczki w Polsce, zaś po powrocie do kraju w Ameryce urodziło się jeszcze dwoje wnucząt. – W Polsce bardzo wyczekuje się tych wnuków z Ameryki. A kiedy już przylecą, czuję ogromną odpowiedzialność, wdzięczność, wyróżnienie, a zarazem poczucie misji wobec tych dzieci. Pokazać im inny świat, opowiadać, wyjaśniać, zapoznawać, odpowiadać na ich pytania. Przecież ich mama nie ma na to czasu. A poza tym babcia zrobi to najlepiej, bo więcej wie – śmieje się pani Teresa.

– Proszę mi powiedzieć, gdzie one w Ameryce nauczą się odróżnić listek czerwonego buraczka od chwastu, czy zerwać ogórki z grządki i zrobić z nich mizerię, obrać ziemniaki czy zrywać fasolkę na grządce? A spędzić cały dzień w lesie? Albo posłuchać, jak dawniej samemu robiło się zabawki i wymyślało gry? Przecież tylko dziadkowie znają takie historie. I tylko oni mają czas i ochotę je opowiadać – dodaje.

Wizyta wnuków z Ameryki to złote krople na wszystkie dolegliwości, odmłodzenie o co najmniej dziesięć lat i pozbycie się na chwilę wszystkich trosk. Wyczekuje się ich z wielką radością, a kiedy już na lotnisku zjawiają się przed babcią, wybucha wulkan emocji, ale i ulga, bo przecież „zawsze jest też lęk o te dzieci w podróży. To przecież tak daleko, a tyle się teraz dzieje na świecie”.

– Wobec wszystkich moich wnuków, i w Polsce, i w Ameryce, czuję też pewien obowiązek wychowawczy. Lubię mieć rzeczy po mojemu. Kolorowe paznokcie, pasemka we włosach, czy pępek na wierzchu – to nie u mnie. Przykładam wagę do pracowitości, uczciwości, nie lubię kombinatorstwa. Może jestem trudną babcią… – zastanawia się emerytowana księgowa.

Pani Teresa przyznaje, że bycie babcią z perspektywy życia w Polsce i w Ameryce różni się nieco. W Ameryce przez osiem lat pracowała „na domkach”. Teraz w Polsce jest na emeryturze. – Praca, zwłaszcza w Ameryce, inaczej kształtuje człowieka. W Ameryce żyje się szybko i pracuje ciężko. Ale przecież gdy tylko wyszłam z „domku”, pędziłam do Polameru, żeby wnuczki w Polsce miały najładniejsze sukienki w okolicy. A gdy zbliżały się święta, czy specjalne okazje, nie myślało się już o dzieciach, tylko zawsze o wnukach.

– Prawda jest taka, że w Ameryce dziadkowie próbują nadrobić swoją nieobecność przy wnukach materialnie. Nie jest to może najlepszym rozwiązaniem. Wnuki rosną, a po powrocie do Polski babcie i dziadkowie doznają rozczarowań, bo nie zawsze mogą liczyć na gorące uściski – zauważa Nowak.

Babcia z ekranu

Z tą opinią zgadza się Maryla Jaworska, psycholog ze Zrzeszenia Polsko-Amerykańskiego w Chicago. Jej zdaniem jednym z częstych błędów chicagowskich babć i dziadków jest to, że zamiast myśleć o sobie w jesieni życia, każdy grosz wysyłają najpierw dzieciom, potem wnukom. Stają się przez to bankiem – instytucją, która nie jest przecież do lubienia czy kochania, lecz od której się oczekuje. Ponadto, zdaniem psycholog, sami oszukujemy się myśląc, że mamy więź z wnukami – przez internet, komputer czy telefon.

– To tak naprawdę wielki dramat tych babć i dziadków. Żadna zabawka, komputer, pieniądze nie zastąpią dzieciom bliskości dziadków – bajek, ciasteczek, zapachu, przytulania. Babcia ma być ciepła, mięciutka, taka do przytulania…., nie z ekranu. Jest to szczególnie ważne, zwłaszcza że w amerykańskich przedszkolach i szkołach nie przytula się dzieci. Więzi dotykowe kształtują osobowość dzieci do około 9 roku życia. Jeżeli do tego czasu nie ma kontaktu fizycznego, potem może już być za późno. Dziadkowie idą na łatwiznę, rozmawiają przez Skype, a potem oczekują wdzięczności i miłości.

Nie chodzi o to, żeby „wsadzić babcię w pieluszki”, bo w dzisiejszych czasach wiele emerytek jest aktywnych, ma swoje zainteresowania, w trudach wychowało własne dzieci i może nie ma już siły ani ochoty na butelki i pieluszki – uściśla Jaworska. – Wystarczy spotykać się z wnukami, pójść na spacer, opowiedzieć bajkę, przytulić. A jeżeli sytuacja finansowa czy imigracyjna uniemożliwia bezpośrednie spotkanie, wtedy cóż… trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i realnie ocenić swoją sytuację. Czy warto na starość harować jak wół, oszukując się poniekąd, że „to wszystko dla dzieci”? Gdzieś być może wnuki czekają na ich bajkę, uścisk i opowieści, które znają tylko dziadkowie.

Wszystkim polskim babciom i dziadkom, będącym z dala od swoich wnuków, w dniu ich święta życzymy, aby mogli być dla nich czymś więcej niż postacią z ekranu, telefonu, Skype’a, czy przysłowiową „babcią z Ameryki”.

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

fot.123RF Stock Photos

Categories: Polonia, Społeczeństwo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*