Aleksander Doba w Muzeum Polskim w Ameryce – żeby ludzie nie bali się mieć marzeń

Aleksander Doba jako jedyny przepłynął kajakiem przez Atlantyk od kontynentu do kontynentu fot.Dariusz Lachowski

Aleksander Doba jako jedyny dwukrotnie przepłynął kajakiem Atlantyk od kontynentu do kontynentu fot.Dariusz Lachowski

29 maja, o godzinie 13.07 z nowojorskiej Liberty Landing Marina Aleksander Doba wyruszy przez Atlantyk na wschód, w kierunku Lizbony. Będzie to trzecia transatlantycka wyprawa kajakowa Podróżnika Roku 2015 „National Geographic”. O swoim najnowszym przedsięwzięciu oraz dwóch pierwszych polski śmiałek opowiedział w wypełnionym po brzegi Muzeum Polskim w Ameryce.

Mimo że zbliża się do siedemdziesiątki, to jak sam mówi, „zatrzymał” się w rozwoju fizycznym i mentalnym przed pięćdziesiątką. Rodzice zaszczepili w nim chęć poznawania życia i samego siebie. Udowodnił, że wiek nie stoi na przeszkodzie w dokonywaniu rzeczy wielkich, a na pytanie, po co on to właściwie robi, odpowiada: żeby ludzie nie bali się mieć marzeń. To przecież nic nie kosztuje. Żeby starali się przynajmniej część tych marzeń zamienić w plany, a później do nich się przygotowywali i zaczynali je realizować. Najlepiej by one były ambitne, jak te, na które on sam się porwał.

Trzy wspólne cechy

Wszystkie wyprawy przez Atlantyk, dwie już zakończone i trzecia, która przed nim łączą trzy wspólne cechy. Są samotne, bez pomocy z zewnątrz, kajakiem i międzykontynentalne.  Do tej pory Atlantyk przepłynięty został kajakiem pięć razy, ale tylko jemu udało się to zrobić od kontynentu do kontynentu i to dwukrotnie. Pozostali, którym ta sztuka się powiodła, płynęli od wyspy do wyspy.

Pierwszą wyprawę z Afryki do Ameryki Południowej realizował w 2010 roku najwęższym miejscem Atlantyku. Drugą trzy lata później z Lizbony do portu Canaveral na Florydzie, najszerszym atlantyckim pasem. Trzecia wyprawa z Nowego Jorku do Lizbony, którą zaczyna 29 maja,  będzie najtrudniejsza, najbardziej niebezpieczna. Na jej początku będzie płynął, korzystając z morskiego prądu północnego Atlantyku Golfsztrom, po zimnych wodach, noszących prawdopodobieństwo napotkania potężnych sztormów.

Niezatapialny kajak

Nie boi się o swoje życie, bo wie, że strach paraliżuje poczynania. Był do wszystkich swoich wypraw dobrze przygotowany, posiadł zdolność obserwowania żywiołu i starał się z nim współpracować, a poza tym miał świadomość, że kajak jest niezatapialny.

Kajak, według wielu, najdroższy na świecie, ma siedem metrów długości i metr szerokości. Waży 120 kilogramów, ale z wyposażeniem, którego lwią część stanowi żywność, ponad pół tony. Zaopatrzony jest w pałąki uniemożliwiające jego zatopienie i zapobiegające wywróceniu do góry dnem. Nawet jeżeli to nastąpi, to dzięki nim, samoistnie powraca do właściwej pozycji. Posiada również wodoszczelną kabinę, w której śpi, a jej wielkość on sam przyrównuje do…trumny. Na wyposażeniu są odsalarki wody morskiej na napęd elektryczny, ładowane akumulatorem zasilanym promieniami słonecznymi.

Podczas pierwszego rejsu napotkał na 50 burz tropikalnych. W czasie drugiego zmierzył się z ośmioma sztormami, podczas których wysokość fal dochodziła do dziewięciu metrów, a kajak zachowywał się jak korek na wodzie.

Nie obawiał się spotkania z kontenerowcami, bo one są groźne dla żeglarzy, a nie dla wolno płynącego kajakarza samotnika. Musiał uważać na rafy koralowe, z którymi spotykał się, dopływając już do brzegu oraz ludzi, których reakcji i intencji nie sposób przewidzieć. Dwa razy na Amazonce był napadnięty, na Atlantyku natomiast spotykał rybaków i były to dla niego stresujące chwile.

Aleksabder Doba z żoną Gabrielą podczas spotkania z prezesem Związku Narodowego Polskiego Frankiem Spulą fot.Alicja Kuklińska

Aleksander Doba z żoną Gabrielą podczas spotkania z prezesem Związku Narodowego Polskiego Frankiem Spulą fot.Alicja Kuklińska

Spadające gwiazdy i dmuchana prośba

Wiosłował od ośmiu do dwunastu godzin na dobę,  przeważnie nocą, bo w dzień bał się udaru słonecznego. Prowadziły go gwiazdy, również te spadające. W Polsce mówi się, że jak taką się zobaczy, to trzeba sobie o czymś pomyśleć, coś życzyć. On w takich sytuacjach miał tylko jedno życzenie: szczęśliwie dopłynąć do celu. I jak tu nie wierzyć w to, że spadające gwiazdy życzenia spełniają. Przynajmniej jemu.

Przed trzecią wyprawą, której start nastąpi już w tę niedzielę, też ma jedną prośbę, tym razem do Polaków. Ci, którzy mieszkają w Ameryce, by w jego kierunku dmuchali, a ci, którzy są w Polsce, by to powietrze wciągali, a wtedy on do Lizbony dopłynie i szybciej i bezpieczniej.

Dariusz Cisowski

Zdjęcia: Dariusz Lachowski

  • DSC_7014
  • DSC_9462
  • DSC_9498
  • DSC_9531
  • DSC_9536
  • DSC_9587
  • DSC_9607
  • DSC_9637
Categories: Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*