Ambasador Schnepf o zniesieniu wiz: wszystkie ręce na pokład

visa1

Starania o zniesienie wiz dla Polaków prowadzi Ambasada RP w Waszyngtonie. O jej wysiłkach mówi nam ambasador RP w USA Ryszard Schnepf, który dokonuje też realistycznej analizy szans podejmowanych działań, a także pozytywnie ocenia akcję naszej gazety.

Alicja Otap: czy ambasada RP prowadzi lobbing w Kongresie Stanów Zjednoczonych na rzecz dopuszczenia Polski do ruchu bezwizowego?

Ambasador Ryszard Schnepf: Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym powiedzieć, że bardzo mnie cieszy akcja „Dziennika Związkowego” polegająca na zachęcaniu czytelników do wysyłania listów w tej sprawie do ustawodawców w Kongresie Stanów Zjednoczonych. Świetnie, że jest taka akcja, że gazeta podjęła taką inicjatywę. Wszystkie ręce na pokład, bo wtedy jest łatwiej zrobić coś dobrego w kwestii, na której bardzo nam zależy. Ambasada RP podjęła wiele działań na rzecz włączenia Polski do programu bezwizowego. Jest to właściwie stały temat w prowadzonych przez nas rozmowach nie tylko z Kongresem USA, ale też z administracją amerykańską, która wprawdzie nie jest głównym czynnikiem sprawczym w kwestii zniesienia wiz, ale stanowisko administracji może rzutować na postawę senatorów i kongresmenów. Niedawno, bo w poniedziałek (14 września – przyp. red.), miałem okazję odbyć dłuższą rozmowę z nowym ambasadorem amerykańskim w Polsce Paulem Jonesem, ponieważ ważne jest, by ambasady dobrze współpracowały ze sobą i żeby ich wysiłki były skoordynowane. Jednym z poruszanych tematów był oczywiście Visa Waiver Program. Myślę, że ambasador Jones mógłby wiele zrobić w tej sprawie. Optymizmem napawa to, że jest tendencja spadkowa w liczbie odrzuconych wniosków wizowych w Polsce. W ubiegłym roku ilość podań odrzuconych spadła zasadniczo, prawie do 6,4 proc. z około 12 proc. i to jest świetny znak, aczkolwiek jeszcze nie jest spełnione kryterium 3 procent. Dlatego przestrzegam przed zbytnim optymizmem…

Zwłaszcza że sytuacja międzynarodowa też niestety nam nie sprzyja…

– Są to okoliczności, które są od nas niezależne. I nie jest wykluczone, że ten element będzie w myśleniu kongresmenów i senatorów decydujący. Mamy z jednej strony do czynienia z działalnością IS, czyli tzw. Państwa Islamskiego i zjawiska w postaci foreign fighters (zagranicznych bojowników). W związku z czym władze amerykańskie ze zrozumiałych powodów, w dbałości o bezpieczeństwo własnych obywateli, już podjęły szereg kroków w stosunku do państw, które są w programie bezwizowym, by ograniczyć swobodny przepływ osób przez granicę. Wśród owych kroków jest m.in. system rejestracji przed wylotem. Już w tej chwili rejestracja dotyczy obywateli państw, które są w programie bezwizowym. Rozważa się wręcz cofnięcie całego programu, czy powstrzymanie albo czasowe zamknięcie. To oczywiście jest wciąż dyskusja. Legislatorzy amerykańscy bardzo uważnie przyglądają się sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Europie. Zwracają uwagę na to, jak silne jest zjawisko przenikania niedobrych czynników do innych państw i jakie są tego konsekwencje dla bezpieczeństwa. Ma to niestety związek z ruchem emigracyjnym w Europie, z falą, która zaskoczyła Unię Europejską. Pojawił się problem kontroli osób, które w tej chwili napływają w ogromnej masie na Węgry, do Austrii i do Niemiec, a w mniejszym stopniu do Polski. Zjawisko to budzi zaniepokojenie społeczeństwa amerykańskiego, a zwłaszcza członków Kongresu, bo trudno przewidzieć jego konsekwencje. Zwraca się uwagę na to, że osoby nieudokumentowane, które porzuciły lub zagubiły swoje dokumenty w drodze do Europy, są właściwie nieidentyfikowalne. Nie wiadomo, czy są osobami wiarygodnymi. Wszyscy chcielibyśmy, aby to była imigracja pokojowa i aby ci ludzie osiedlając się, odzyskali przede wszystkim bezpieczeństwo, mieli pracę i aby po prostu zaczęli normalnie żyć. Ale mamy też prawo się obawiać, czy wraz z tą falą migracyjną nie dotrą do nas jakieś zjawiska negatywne w postaci np. indywidualnego terroryzmu.

Społeczeństwo amerykańskie z oczywistych i zrozumiałych powodów jest bardzo wrażliwe na tym punkcie. USA jest dla wielu terrorystów głównym celem. Dlatego podejmowane są różne środki bezpieczeństwa, czasem nawet bolesne. W ich konsekwencji musimy stać w kolejkach i poddawani jesteśmy różnego rodzaju procedurom. Ja osobiście podchodzę do tego z pełnym szacunkiem, ponieważ są ważniejsze rzeczy niż dyskomfort w momencie, kiedy przekraczamy granicę. Ze względu na te wszystkie okoliczności nasze działania na rzecz zniesienia wiz mogą mieć ograniczony skutek, ale z całą pewnością nie powinniśmy rezygnować ze starań.

Czy wobec tego nie lepiej po prostu zrezygnować z tych starań?

– Mając świadomość wyjątkowo trudnych, akurat w tym momencie, okoliczności politycznych i związanych z bezpieczeństwem, mam jednak głębokie przeświadczenie, że zasługujemy, aby być w tym programie bezwizowym. Jest wiele argumentów, które powtarzamy uparcie. Mówimy amerykańskim legislatorom, że historia Polaków w Stanach Zjednoczonych to nie tylko Kościuszko i Pułaski, ale całe pokolenia, setki tysięcy ludzi, którzy przyjechali tutaj i budowali ten kraj od podstaw, wtedy gdy Ameryka nie wyglądała jeszcze tak, jak wygląda dzisiaj. To są żołnierze, którzy służyli w armii amerykańskiej i Polacy, którzy służyli w Afganistanie w polskich oddziałach wspierających działania NATO czy Stanów Zjednoczonych. Ku mojemu zaskoczeniu przekonałem się, że wielu ustawodawców nawet nie ma w ogóle świadomości istnienia problemu. Reagują niedowierzaniem, mówią: „to niemożliwe”, kiedy dowiadują się, że Polacy muszą mieć wizę, by przyjechać do Stanów Zjednoczonych. Bardzo często spotykam się z taką reakcją. Wówczas podaję przykład, że jeżeli zrobimy tu w USA spotkanie weteranów z Afganistanu, to prawdopodobnie część polskich weteranów nie dojedzie, bo wciąż jeszcze są ludźmi młodymi, nie mają pokaźnych kont bankowych, nie mają wielkich majątków, a niektórzy są jeszcze w stanie kawalerskim i to są warunki, które zmniejszają szanse na otrzymanie wizy.

Ambasador RP w USA Ryszard Schnepf fot.Dariusz Lachowski

Ambasador RP w USA Ryszard Schnepf fot.Dariusz Lachowski

Ambasador RP w Stanach Zjednoczonych Ryszard Schnepf sprawuje urząd od 22 września 2012 roku. Wcześniej był ambasadorem RP w Królestwie Hiszpanii i Księstwie Andory, w Kostaryce, Urugwaju i Paragwaju. Posiada tytuł naukowy doktora iberystyki. Zanim rozpoczął karierę dyplomatyczną pracował naukowo, m.in jako zastępca kierownika Katedry Iberystyki na Uniwersytecie Warszawskim i wykładowca historii Polski na Indiana University w USA.

Na co trzeba zwrócić uwagę, prowadząc akcję na rzecz zniesienia wiz?

– O zniesienie wiz powinniśmy zabiegać wspólnymi siłami i z różnych miejsc. Dlatego dobrze się stało, że starania podjęła państwa gazeta. Jej akcja współgra z tym, co robi ambasada, która jest oczywiście na każdą taką inicjatywę otwarta. Przypomnę, że w kwietniu tego roku pod auspicjami ambasady oraz z udziałem takich osobowości i osobistości jak generał Edward Rowny i prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Frank Spula mieliśmy w ambasadzie naradę. Przybyli przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji polskich z terenu Stanów Zjednoczonych z propozycją uruchomienia akcji wysyłania listów do amerykańskich legislatorów. Odzew był bardzo imponujący. Myślę, że ze względu na autorytet generała Rownego udział wzięły nawet te środowiska, które normalnie niechętnie ze sobą współpracują. Akcja wysyłania listów została uruchomiona pod koniec kwietnia. Jaki jest jej zasięg, trudno stwierdzić. Pilotował ją pan Dariusz Barcikowski, który współpracuje blisko z generałem Rownym. Mieliśmy zapewnienia z wielu stron, że rzeczywiście te listy zostały wysłane. Ja sam zamieszczałem na naszej stronie na Facebooku apel, że tylko chwilę zajmuje, żeby list podpisać, a w ten sposób można bardzo dużo dobrego zrobić. Przekonywałem, że każdy podpis się liczy i jeśli zaniechamy, to możemy sobie powiedzieć, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co było możliwe. Prowadząc naszą akcję, chcieliśmy dotrzeć do różnych środowisk lokalnych.

Może się to uda państwa gazecie, bo jej czytelnicy są w wielu ośrodkach polonijnych. Mam świadomość, że w Stanach w każdym miasteczku, nawet najmniejszym, jest środowisko polskie. Przekonałem się o tym podczas odwiedzin w różnych miejscach. Byłem m.in. w Memphis w Tennessee, w Birmingham w Alabamie, w Pensylwanii w kilku małych miasteczkach oraz w Gainsville na Florydzie. Wszędzie, gdzie jeździłem, byli Polacy, znakomici ludzie, wpływowi, z wysoką pozycją zawodową, lekarze, profesorowie na uniwersytetach, przedsiębiorcy, specjaliści z różnych dziedzin. Szanowani i cenieni. Potrzebni i wiele wnoszący do amerykańskiego życia. Słuchają ich miejscowi liderzy polityczni.

Akcja naszej gazety jest m.in. ok wymierzona w marszałka Izby Reprezentantów USA Johna Boehnera. Chcemy go zmotywować, by poddał pod głosowanie ustawę JOLT dopuszczającą Polskę do programu bezwizowego. Podczas rozmowy z kongresmanem Mike’em Quigleyem dowiedzieliśmy się, że są głosy w obu izbach Kongresu i w obu partiach, żeby zatwierdzić ustawę JOLT, ale marszałek wciąż się ociąga. Wydaje nam się, że skierowanie do niego listu będzie dobrą strategią.

– Państwa ocena jest całkowicie słuszna. Oczywiście marszałek Boehner jest również naszym celem. I z tego powodu zrobiliśmy wszystko, żeby pokazać Polskę w jak najbardziej korzystnym świetle, gdy przebywał w niej z wizytą latem tego roku (marszałek Boehner spotkał się 1 lipca m.in. z prezydentem Komorowskim i min. Schetyną – przyp. red.). Staraliśmy się, by była to wizyta atrakcyjna. Nie wiem, jakie wyniósł wrażenia z tej podróży. Problem polega rzeczywiście na tym, by ustawa została wniesiona pod obrady i kongresman Quigley mówi bardzo istotne rzeczy. Postawa marszałka Boehnera nie jest dla nas zbyt korzystna. Myślę, że już po wizycie naszego prezydenta w Nowym Jorku zajmiemy się tą sprawą od strony ambasady. Wydaje mi się, że zaniechanie w postaci niepoddania pod dyskusję i głosowanie w Izbie Reprezentantów tego wniosku nie jest zasadne i będziemy o tym przekonywać. Państwa działanie ukierunkowane właśnie na Boehnera jest kluczowe. Może zmieni on zdanie, jeżeli do jego świadomości dotrze, że zniesienie wiz nie jest sprawą tylko i wyłącznie polskiej administracji, ale też tych środowisk, które w USA głosują. Polacy w Stanach Zjednoczonych, Amerykanie polskiego pochodzenia, Polish Americans, muszą z pełnym przeświadczeniem deklarować, że będą głosować tylko na tych polityków, którzy próbują rozwiązać problem zniesienia wiz.

Rozmawiała Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Categories: polonia znosi wizy

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*