Za impas fiskalny McCain wini republikanów

Za impas fiskalny McCain wini republikanów

W czasie ostatnich wyborów republikanie zabiegali o głosy wyjątkowo aktywnej ultraprawicy, która decyzje prezydenta Baracka Obamy uważała za posunięcia zmierzające do zniszczenia Ameryki. Nawet najbardziej ekstremalne zarzuty nie odstraszały ustawodawców od szukania poparcia u Tea Party. Dziś za te zaloty płacą. Zresztą nie tylko oni, lecz całe społeczeństwo.

Republikański senator z Arizony John McCain fot. Jim Lo Scalzo/PAP/EPA

Republikański senator z Arizony John McCain fot. Jim Lo Scalzo/PAP/EPA

Na fali gniewu ruchu „herbacianego” do Kongresu weszło trzydziestu kilku ustawodawców. Nie rozumieją zasad parlamentarnej gry, ustępstw i kompromisu. Za to twardo stawiają żądania. Stali się postrachem umiarkowanych republikanów, którzy – bojąc się o utratę miejsca w Kongresie – nie mają odwagi powiedzieć ekstremie „nie”. Wśród objętych strachem kongresmenów i senatorów pozytywnie wyróżnił się republikanin z Arizony, senator John McCain.

McCain otwarcie oskarżył republikanów z Tea Party o doprowadzenie do wstrzymania pracy rządu, czyniąc reformę medyczną zakładniczką w sporze o podniesienie pułapu państwowego zadłużenia. Senator powiedział, że ci, którzy obiecywali obalenie Obamacare, okłamywali społeczeństwo. W rzeczywistości jako republikańska mniejszość w Senacie nigdy nie mieli na taki manewr najmniejszej szansy.

Za fiskalny impas McCain potępił przedstawicieli swej partii, szczególnie zaś ruch „herbaciany” i jego lidera Teda Cruza z Teksasu. Po bardzo krytycznym wystąpieniu Teksańczyka przeciw prezydentowi McCain zwrócił uwagę, że zwycięstwo wyborcze Obamy świadczy, iż większość Amerykanów popiera jego decyzje. Senator kontynuował: „Zatem atakując prezydenta, Cruz atakuje społeczeństwo”. Przerywanie normalnego toku pracy w imię idei senator McCain uważa za rzecz niedopuszczalną.

W czwartek republikańscy liderzy Izby Reprezentantów przedstawili prezydentowi i Senatowi ofertę podniesienia pułapu zadłużenia na okres 6 tygodni pod warunkiem, że Obama zacznie z nimi rozmawiać przed powrotem personelu państwowych instytucji i agencji do pracy. W zamian niższa izba Kongresu powstrzyma się przed wymuszaniem ustępstw, powołując się na dług państwa.

Pierwsza reakcja Białego Domu nie była specjalnie pozytywna. − Prezydent jasno powiedział, że nie będzie płacił kongresmenom okupu za wykonanie ich pracy i za spłacanie długu. Oczywiście dla gospodarki jest lepiej, jeśli Kongres przesunie termin ogłoszenia niewypłacalności USA. Dlatego popieramy plan senackich demokratów, którzy proponują podniesienie pułapu zadłużenia na rok − powiedział rzecznik Białego Domu.

− Z chwilą, kiedy republikanie usuną zagrożenie niewypłacalności państwa i zakończą szkodliwe dla gospodarki częściowe zamknięcie rządu, prezydent wyrazi zgodę na negocjacje w sprawie porozumienia budżetowego w szerszej perspektywie, jak na przykład tworzenia miejsc pracy, rozwoju ekonomicznego i uporządkowania spraw fiskalnych. Przyjrzymy się każdej propozycji Kongresu zmierzającej do zakończenia tego sztucznego kryzysu i nie pozwolimy na to, by frakcja republikanów trzymała gospodarkę jak zakładnika, którego ma zamiar uwolnić dopiero po spełnieniu jej ekstremalnych żądań politycznych – dodał rzecznik.

Są to tylko pierwsze podrygi w sporze, który trwa już drugi tydzień. Być może bardzo niskie notowania Kongresu ostatecznie zmuszą ustawodawców do rozsądniejszych rozwiązań.

Elżbieta Glinka

e.glinka@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Polityka, Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*