Komu szkodzi Katar

Doha, stolica Kataru fot.Wikipedia

Od kilku dni znów gorąco w regionie Zatoki Perskiej. Z dnia na dzień Katar – mały, ale nieprzyzwoicie bogaty arabski emirat – stał się dyplomatycznym pariasem. Stosunki dyplomatyczne z tym krajem zerwały Arabia Saudyjska i trzech innych sojuszników USA w regionie – Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn. Dołączyły do nich także inne kraje muzułmańskie.

Z dnia na dzień emirat został praktycznie odcięty od swoich sąsiadów. Loty i rejsy morskie do Kataru zostały zakazane, a obywatelom tego kraju dano dwa tygodnie na wyjazd z innych krajów arabskich. Zamknięto równocześnie lokalne przejścia graniczne, a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zabroniono nawet publikowania w mediach społecznościowych komentarzy przychylnych emiratowi. Qatar Airlines, jeden z największych przewoźników na świecie, musi omijać przestrzeń powietrzną takich krajów jak Arabia Saudyjska, Bahrajn, Egipt czy ZEA. Oznacza to konieczność latania dookoła tych państw, a tym samym wzrost czasu podróży oraz kosztów eksploatacji samolotów. Ponieważ Katar praktycznie nie produkuje własnej żywności, jego mieszkańcy zaczęli masowo wykupować niezbędne do przeżycia produkty. Do paniki przyczynia się także sytuacja demograficzna – większość spośród 2,3 miliona osób żyjących dziś w Katarze stanowią zagraniczni pracownicy, głównie z Indii, Nepalu, Bangladeszu i Filipin.

Arabskie intrygi

Z perspektywy Europy czy Ameryki arabskie państwa tamtego regionu postrzegane były jako polityczna całość. Dominującą rolę Arabii Saudyjskiej przyjmowano jako oczywistość, a mniejsze państwa takie jak Kuwejt, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar były traktowane jako bogate dodatki do wielkiego sąsiada. Wszystkie łączyło jedno – ogromne złoża ropy i gazu, a we wspólnym interesie leżało utrzymanie spokoju w Zatoce Perskiej, „zamykanej” od północy przez szyicki i niearabski Iran. Teraz ten poukładany świat stanął na głowie. Arabia Saudyjska – kraj, z którego wywodził się Osama bin Laden i z którego pochodziło aż 15 z 19 terrorystów samobójców, którzy dokonali zamachów 11 września 2001 roku – zrywa stosunki dyplomatyczne z Katarem pod pretekstem… wspierania terroryzmu. Zachodni dyplomaci znów zdali sobie sprawę, jak bardzo skomplikowane są relacje w tym regionie świata.

Sojusznicze swary

Spór to nie lada kłopot dla Stanów Zjednoczonych. Po obu stronach barykady znalazły się kraje będące formalnie sojusznikami USA. W Katarze znajduje się jedna z największych amerykańskich baz wojskowych w regionie, a Arabia Saudyjska jest jednym z najwierniejszych sprzymierzeńców Stanów Zjednoczonych, podobnie jak kilka innych państw arabskich. Z kolei Turcja – też amerykański sojusznik – ostro krytykuje próby izolowania Kataru i w trybie pilnym przegłosowała ustawę zezwalającą na wysłanie wojsk w obronie emiratu. Postawie prezydenta Tayyipa Erdogana trudno się dziwić. Oba kraje od lat utrzymują bliskie stosunki, często grając wspólnie na arenie dyplomatycznej przeciwko Arabii Saudyjskiej. Poza tym Katar należy do największych inwestorów w Turcji.

Na razie Donald Trump opowiedział się po stronie Saudyjczyków, popierając blokadę i tweetując na temat konieczności zaprzestania finansowania terroryzmu i pierwszych konkretnych rezultatów swojej niedawnej podróży na Bliski Wschód. Ale trudno wyobrazić sobie, że amerykańska dyplomacja odda inicjatywę komuś innemu przy próbie znalezienia kompromisu.

Nie taki Katar niewinny…

Mały i bogaty emirat ma rzeczywiście sporo za uszami i jeszcze przed zerwaniem stosunków dyplomatycznych Arabia Saudyjska i inne kraje zablokowały działalność katarskich mediów w swoich krajach. Katar nie bez wsparcia Turcji wspomagał na przykład Bractwo Muzułmańskie w Egipcie oraz bojowników Hamasu w strefie Gazy. Aby uniezależnić się od saudyjskiej hegemonii, flirtował także z Teheranem. Wspierał też ugrupowania paramilitarne w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Libii i Syrii. Z pochodzących z eksportu gazu pieniędzy utrzymuje globalną sieć telewizyjną Al Jazeera, często krytykującą saudyjskich władców. Ale trudno uznać to wszystko za uzasadnienie dla nagłego zerwania relacji dyplomatycznych i wprowadzenia wielonarodowej blokady emiratu. Analitycy twierdzą, że Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie chcą wykorzystać obecny kryzys, aby doprowadzić do zmiany władzy u mniejszego sąsiada. Wyraźnie grają tu pod tych członków rodziny rządzącego emira, którzy chętnie przejęliby rządy nad państewkiem.

Po obu stronach barykady znalazły się kraje będące formalnie sojusznikami USA. W Katarze znajduje się jedna z największych amerykańskich baz wojskowych w regionie, a Arabia Saudyjska jest jednym z najwierniejszych sprzymierzeńców Stanów Zjednoczonych, podobnie jak kilka innych państw arabskich

Zachód krytykował do tej pory Katar za wsparcie różnych grup i organizacji, ale jednocześnie nie oszczędzał i innych sojuszników. W ubiegłym roku w Arabii Saudyjskiej ówczesny amerykański prezydent Barack Obama zwrócił uwagę, że saudyjskie pieniądze wspierające budowę meczetów w Europie i w Afryce w rzeczywistości są eksportem ultrakonserwatywnego islamu. Czyli – czytając między wierszami – muzułmańskiego fundamentalizmu. Teraz nowy prezydent może zostać zmuszony do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Gdzie dwóch się bije…

Jeśli tak naprawdę nie wiadomo do końca, o co chodzi, to zapewne chodzi o wpływy i pieniądze. Zgodnie z rzymskim powiedzeniem cui prodest scelus, is fecit (ten popełnił zbrodnię, komu przyniosła korzyść) warto poszukać podmiotu, któremu naprawdę mogłoby zależeć na destabilizacji regionu Zatoki Perskiej. Na winnego wskazały amerykańskie służby. Według FBI to rosyjscy hakerzy są odpowiedzialni za umieszczenie 23 maja na stronach oficjalnej katarskiej agencji prasowej rzekomych wypowiedzi przywódcy małego emiratu szejka Tamima bin Hamada Al Thani. To właśnie ten materiał stanął u podstaw kryzysu. Nie tylko znalazły się w nim akcenty mogące świadczyć o tym, że Katar wspiera terroryzm. Materiał był także krytyczny wobec Donalda Trumpa oraz wyraźnie proirański i… proizraelski. FBI wysłało nawet własną ekipę śledczą do Dohy, aby pomóc w dokładnym zidentyfikowaniu sprawców ataku.

Kreml oczywiście kategorycznie zaprzecza, jakoby miał cokolwiek wspólnego z tym konfliktem. Rosji jednak – jak mało komu – może zależeć na zdestabilizowaniu sytuacji w Zatoce Perskiej. Gospodarka tego kraju mocno odczuwa utrzymujące się od dłuższego czasu niskie ceny ropy naftowej i gazu ziemnego. W interesie Rosji leżałoby więc zakłócenie eksportu surowców z Bliskiego Wschodu, tym bardziej że gaz sprowadzany z Kataru skutecznie może konkurować z rosyjskim. Kilka krajów, w tym Polska, specjalnie buduje gazoporty, aby uniezależnić się od Gazpromu. Bo przecież Katar, z którego sprowadza się surowiec, dzieli wraz z Iranem największe złoże gazu ziemnego na świecie.

Wyleczyć Zatokę z Kataru

Mimo rosnącego napięcia trudno się spodziewać, aby doszło do otwartego konfliktu. Zatoka Perska jest zbyt newralgicznym miejscem na Ziemi, aby którykolwiek z graczy zdecydował się na takie ryzyko. Prędzej czy później będziemy mieli do czynienia z jakimś kompromisem. Choćby tylko z tego powodu, że w 2022 roku właśnie w Katarze ma się odbyć turniej finałowy mistrzostw świata w piłce nożnej.

Jeśli czegokolwiek się bać – to właśnie Rosji. Wspierani przez Kreml hakerzy stali się już nieodłącznym elementem strategii wpływania na wydarzenia w innych krajach. Tak było w 2016 roku, kiedy Stany Zjednoczone zalała fala tzw. fake news, a promoskiewscy cyberprzestępcy włamali się do serwerów Partii Demokratycznej. Podobnie działo się podczas niedawnych kampanii wyborczych w Niemczech i Francji. Publikowanie fałszywych informacji w wiarygodnych witrynach w internecie stało się skuteczną i tanią bronią i to – jak widać – o dużej sile rażenia. Trudno oczekiwać, że Kreml zrezygnuje z możliwości realizowania swoich celów za pośrednictwem cybersabotażystów.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Polityka, Polityka
Tags: Katar, polityka

Comments

  1. Nikodem
    Nikodem 12 June, 2017, 06:29

    Czyli wina Putina, jak z góry było wiadomo.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*