Gabinet osobliwości. Rekonesans po historii „zamykania” rządu

Gabinet osobliwości. Rekonesans po historii „zamykania” rządu

Według badań Gallupa Amerykanie postrzegają obecnie dysfunkcję rządu jako większy problem USA niż słaba gospodarka, bezrobocie, deficyt czy kontrowersyjna reforma zdrowia. Ale czy przestój w pracy rządu, z którym mamy do czynienia już 18. raz w historii, jest czymś więcej niż amerykańskim kuriozum?

fot. arch

fot. arch

Nie jest łatwo rozeznać się w funkcjonowaniu agencji podczas częściowego wstrzymania pracy rządu. Świadczy o tym chociażby fakt, że amerykańskie Biuro Zarządzania Kadrami (Office of Personnel Management) wydaje ciągle uaktualniane 30-stronicowe wytyczne dotyczące zwolnień tymczasowych w postaci chyba najdłuższej listy najczęściej zadawanych pytań, których jest ponad sto. Nie działają państwowe muzea czy instytucje naukowe, ale dobrze, że zdrowy rozsądek pozwala chociaż uaktualniać dane w Krajowym Centrum Huraganów czy innych ośrodkach mających wpływ na „ochronę życia i mienia”.

Powyższe wyrażenie jest kluczowe w zrozumieniu rzeczywistego oddziaływania „zamknięcia” rządu na funkcjonowanie państwa. Jak zwraca uwagę Robert Kahn z organizacji Council on Foreign Relations owa sytuacja dotyczy zatrzymania finansowania jedynie asygnowanych co roku wydatków uznaniowych stanowiących około jednej trzeciej wszystkich nakładów z budżetu. A jeżeli odejmiemy od tego agencje i służby wyłączone właśnie przez wzgląd na ich „niezbędność”, to okaże się, że obecny paraliż dotyka około 15 proc. wydatków. W praktyce niektóre programy obrony narodowej, program ubezpieczeń społecznych, Medicare i Medicaid, zasiłki dla weteranów i bezrobotnych oraz części reformy zdrowia pozostają nienaruszone. Nie taki diabeł straszny, jak go malują, zwłaszcza, że rząd po zakończeniu przerwy w pracy zwykle płaci pracownikom zaległe wynagrodzenie.

Większym problemem dla rządowych agencji jest sam akt legislacyjny znany pod nazwą Antideficiency Act (ADA), który zabrania im zaciągania zobowiązań w przypadku braku odnośnego rozporządzenia. Na decydujący wydźwięk ustawy ADA miała wpływ, pod koniec prezydentury Jimmy’ego Cartera, jej interpretacja przez ówczesnego prokuratora generalnego Benjamina Civilettiego. Prawnik oświadczył, że brak zatwierdzenia finansowania przez Kongres obliguje do całkowitego zaprzestania pracy rządu. Dodajmy, że ustawa przewiduje za złamanie prawa kary dyscyplinarne, a w najgorszym wypadku karę pozbawienia wolności (pierwsze stosowano, drugich nie). Wywołany opinią chaos zmobilizował jednak Civilettiego rok później (w 1981) do wprowadzenia wyjątku, jakim jest do dziś zezwolenie na funkcjonowanie „niezbędnego” personelu.

Rok później, za prezydentury Reagana, procedura wstrzymania pracy rządu miała zastosowanie aż osiem razy, ale paraliż trwał na tyle krótko (do trzech dni) lub w trakcie weekendu, że właściwie nie miał kiedy zacząć obowiązywać. Bardziej znaczące, i zarazem najdłuższe w historii, było ograniczenie pracy gabinetu za urzędowania Billa Clintona – najpierw pięciodniowe w listopadzie 1995 roku i za chwilę – trzytygodniowe na przełomie grudnia i stycznia 1996.

Łącznie można by przywołać 17 podobnych przykładów z historii USA (od roku fiskalnego 1977) i jednocześnie tylko jeden spoza Stanów. Jedynym krajem, który „zamknął” rząd była Australia. I choć ten stan wyjątkowy trwał zaledwie kilka godzin, doszło do całkowitej wymiany rządu. Najpierw królowa Elżbieta II zdymisjonowała premiera, po czym wybrano kolejnego, który przyjął budżet. Potem rozwiązano rząd i rozpisano nowe wybory. Przerwy w pracy rządu mogłyby występować w innych krajach, ale nikt nie może sobie na nie pozwolić tak jak USA, nie narażając się na poważne konsekwencje. Poza tym, sprawę rozwiązałoby przyjęcie ustawy przewidującej na przykład automatyczne przedłużenie finansowania programów rządowych. Kongres rozważał już taką możliwość, ale projekt się nie przyjął.

Może dlatego, że każdy wie, iż rząd prędzej czy później powróci do pełnego funkcjonowania, nawet gdyby miała w tym pomóc tylko kolejna legislacyjna zapchajdziura. I dlaczego w przypadku podniesienia pułapu długu, którego termin upływa już 17 października, nie miałoby być inaczej? W każdym razie prowizorka jest bardziej prawdopodobna niż wypracowanie demokratyczno-republikańskiego modus vivendi.

Anna Samoń

Źródło faktograficzne: Congressional Research Service

Categories: Ameryka, Polityka, Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*