Chuck Hagel: nie czas na izolacjonizm

Chuck Hagel: nie czas na izolacjonizm

Amerykański sekretarz obrony Chuck Hagel ostrzegł na forum Chicago Council on Global Affairs, że Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić sobie na odwracanie uwagi od największych światowych kryzysów. Apel polityka to reakcja na widoczne znużenie społeczeństwa angażowaniem się Ameryki na arenie międzynarodowej po 13 latach wojny w Iraku i Afganistanie.

Sekretarz Obrony USA Chuck Hagel podczas swojego wystąpienia na forum Chicago Council on Global Affairs fot.The Chicago Council

Sekretarz Obrony USA Chuck Hagel podczas swojego wystąpienia na forum Chicago Council on Global Affairs
fot.The Chicago Council

Niedawny sondaż przeprowadzony przez „Wall Street Journal” i NBC News wykazał, że Amerykanie mają mieszane uczucia co do roli swojego kraju na arenie międzynarodowej. Z marcowych badań wynika, że 47 proc. obywateli Stanów Zjednoczonych opowiada się za mniej aktywną rolą USA w rozwiązywaniu światowych konfliktów, podczas gdy około połowa z nich domaga się od prezydenta podjęcia zdecydowanej walki z wrogami kraju poza granicami Ameryki.

W swoim wystąpieniu szef Pentagonu przyznał, że zdaje sobie sprawę ze społecznej ostrożności przed wikłaniem kraju w kolejne konflikty zbrojne, jednak – jego zdaniem – odwracanie wzroku może być jeszcze bardziej niebezpieczne. − Historia uczy nas, że skierowanie się na politykę wewnętrzną nie odizoluje nas od światowych problemów, a stworzy jedynie większe zagrożenia – powiedział Hagel w przemówieniu wygłoszonym na forum Chicago Council on Global Affairs. – Wbrew swojej woli zostaniemy zmuszeni do zaangażowania się w przyszłości, zapewne na warunkach przeciwnika – zginie jeszcze więcej osób i jeszcze bardziej ucierpi skarb państwa. Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w świecie nie jest działalnością dobroczynną, a obroną naszych narodowych interesów. Amerykanie są coraz bardziej sceptyczni wobec naszej odpowiedzialności za rozwiązywanie globalnych problemów, jednak takie myślenie jest błędne. Nie czas na izolacjonizm.

Sekretarz obrony podkreślał, że największym beneficjentem przywództwa i zaangażowania Ameryki w świecie są sami Amerykanie. – Bezprecedensowy w historii okres pokoju i dobrobytu w świecie nie został nam dany raz na zawsze i trwa w ogromnym stopniu dzięki dyplomacji i militarnej sile Ameryki – zapewnił Hagel, co spotkało się z owacją zgromadzonych w Chicago Council.

Niektórzy krytycy, szczególnie na skrajnej prawicy, zarzucają prezydentowi Barackowi Obamie osłabianie amerykańskiego przywództwa w świecie, szczególnie przez nazbyt ostrożne podejście do kwestii interwencji w Libii, rezygnację z ataków militarnych na syryjskie instalacje wojskowe i ograniczone wspomaganie syryjskich rebeliantów walczących z reżimem w Damaszku.

Tymczasem Hagel zwrócił uwagę, że nawet po wycofaniu wojsk USA z Iraku i Afganistanu, oddziały amerykańskie w liczbie ponad 400 tys. żołnierzy wciąż stacjonują w prawie 100 krajach świata. Przypomniał znaczenie sojuszów z większością krajów świata, pozwalających na utrzymanie pokoju. Przywołał trwającą od ponad 20 lat ścisłą współpracę sił zbrojnych Polski z Gwardią Narodową Illinois. Podał też przykład zobowiązań USA i NATO na rzecz obrony krajów członkowskich NATO, w tym sąsiadujących z Polską.

− W Polsce stacjonują już wojska i samoloty amerykańskie, kanadyjskie, brytyjskie i duńskie. Będą bronić Polski i krajów bałtyckich przed ewentualnymi agresywnymi zakusami Rosji. W razie potrzeby nie zostawimy naszych sojuszników samych sobie – oświadczył szef Pentagonu.

Priorytety armii USA

Szef Pentagonu przypomniał, iż liczebność sił zbrojnych USA ulega ciągłej redukcji „z powodu cięć budżetowych Kongresu i politycznego impasu w Waszyngtonie”. – To nie jest środowisko polityczne, którego prezydent czy ja byśmy sobie życzyli, ale musimy się z tym pogodzić – powiedział.

Powołując się na ograniczenia budżetowe, ujawnił trzy priorytety planowania obronnego i wydatków wojskowych Ameryki. Jako pierwszy wymienił konieczność utrzymania wysokiego poziomu wyszkolenia mężczyzn i kobiet w mundurach, by „mogli sprostać stojącym przed nimi wyzwaniom XXI wieku”, a także potrzebę „spełnienia ludzkich potrzeb ich samych oraz ich rodzin”. – Inaczej nasze siły zbrojne ulegną demoralizacji – ostrzegał.

Po drugie, zaapelował o inwestowanie w rozwój takich możliwości militarnych, które stawią czoła nowym zagrożeniom – terrorystom lub rebeliantom, czy zapewnią wygranie cyberwojny. Wszystko to wymaga inwestycji w naukę, badania i technologię − argumentował Hagel.

Po trzecie, sekretarz obrony jeszcze raz podkreślił konieczność zacieśnienia sojuszy i umów partnerskich na całym świecie, bo „współpraca z innymi krajami jest dzisiaj równie ważna jak w przeszłości”.

− O Chicago mówi się jako o „mieście wielkich ramion”. Również Ameryka musi pozostać krajem „wielkich ramion”, by móc sprostać wyzwaniom na całym świecie. Wyzwania te stoją przed naszą armią, ale zrobimy wszystko, by się z nimi uporać jak na światowego lidera przystało – tak zakończył sekretarz Hagel wystąpienie w Chicago Council on Global Affairs.

Współorganizatorem spotkania z sekretarzem obrony był Instytut Nauk Politycznych przy Uniwersytecie w Chicago, którym kieruje były doradca polityczny prezydenta Obamy David Axelrod.

Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak.@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Polityka, Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*