Co nam zostało po Edie Sedgwick?

Patrzysz na dziewczynę o niewinnym, dziecięcym wręcz chłopięcym wyglądzie, a zza rzęs „jak skrzydła nietoperza” wyłania się uzależniająca osobowość. Zaraz potem słyszysz jej elegancki głos i zupełnie tracisz orientację… Edie Sedgwick – wzorzec kultury lat 60. – powraca wciąż jak bumerang.

Edith Minturn Sedgwick wychowuje się na ranczu w Santa Barbara w Kalifornii, podporządkowana woli ekscentrycznej i targanej chorobami psychicznymi arystokratycznej rodzinie Sedgwicków, której pozycja społeczna ugruntowała się jeszcze za czasów kolonialnych. Szkoła pozbawionego emocji i często agresywnego (również seksualnie) ojca doprowadza dziewczynę do depresji i anoreksji, które rodzina postanawia wyleczyć wysyłając dziecko do szpitali psychiatrycznych.

Wyniszczona już w dzieciństwie, Edie przejdzie niebawem aborcję i w ciągu półtora roku straci dwóch braci. Francis „Minty”, alkoholik od 15 roku życia, popełni samobójstwo w szpitalu psychiatrycznym, a Bobby, również nękany zaburzeniami psychicznymi, zginie w wypadku motocyklowym.

fot. Edie w roli "pani Warhol"

Ale paradoksalnie, współczucie Edie wydaje się nie na miejscu. Spadkobierczyni fortuny podejmuje studia artystyczne na Harvardzie, ale rzuca je i wyrusza do Nowego Jorku, gdzie udowadnia, że wie, co znaczy „żyć”. Próbuje sił w modelingu i zupełnie nieoczekiwanie trafia na okładki magazynów LIFE i „Vogue”. W 1965 r. poznaje awangardowego twórcę Andy’ego Warhola i staje się stałą bywalczynią nowojorskiej bohemy i ulubioną supergwiazdą artysty – gra na przykład w filmach „Poor Little Rich Gril”, „Beauty #2” czy „Chelsea Grils”. Jednak w Fabryce Warhola oprócz sztuki rodzi się też uzależnienie Edie od narkotyków…

Tragedią Edie jest to, że jej wizerunek w upojeniu alkoholowym i narkotykowym, zamiast przerażać – fascynuje (podobne emocje wywołują zdjęcia Annie Leibovitz z tras koncertowych The Rolling Stones…). Zachwyca się nią Bob Dylan, który poświęca jej część albumu „Blonde on Blonde” i pod wpływem Edie pisze „Like a Rolling Stone”. Muza Warhola inspiruje też The Velvet UnderGround  i, znacznie już później, niezliczonych wykonawców, w tym zespół The Cult. Chyba stąd jej przydomek – „It Girl”, dziewczyna która ma to „coś”.

Ale czy królowa undergroundowego filmu, zdetronizowana zaledwie po roku przez kaprysy króla pop-artu, faktycznie osiągnęła coś konkretnego? Czy można w ogóle powiedzieć, że „grała” filmach Andy’ego, skoro grała siebie? (Jakoś Warhol nie jest dziś rozchwytywany, biorąc pod uwagę szaleństwo na punkcie reality tv…) Wiadomo na pewno, że wykorzystano jej pieniądze, „pustą sławę” i zepchnięto do roli jednej z pierwszych „celebrities”.

fot. "Jakbym schodziła w dół marmurowymi schodami (...) I nigdy nie pomyślałam, żeby iść w górę. Myślicie, że to coś znaczy?

Gdyby jednak dzisiejsze „sławy” mówiły jak Edie… Była wrażliwa i naiwna, ale miała też odpowiedź dla tych, którzy uważają ją za ikonę mody i półboginię (przypomnijmy chociażby czarne legginsy z szeroką tuniką): „Moda to farsa. Style kreują perwerci i dziwacy. Wiem, bo z nimi pracowałam”. A podkreślaną przez stylistów jest oryginalność i autentyczność Edie wyjaśnia anegdotą: „Kiedy byłam z Andym dwa razy dziennie ćwiczyłam jazz ballet, a że nikomu to nie przeszkadzało biegałam w trykocie. Wychodziłam na ulicę narzucając jedynie futro. A „Vogue” zrobił mi zdjęcie w tych trykotach i t-shircie i miał nowy strój.”

Edie nie była przyzwyczajona do sławy. I choć według redaktor naczelnej „Vogue” Diany Vreeland Edie Sedgwick była „doskonałym wzorcem nowej kultury”, ona miała na ten temat zupełnie odmienne zdanie: „Kiedy nazywano mnie dziewczyną roku, supergwiazdą i podobnym badziewiem, moje działanie było wtedy wynikiem psychicznych zaburzeń. Robiłam sobie z twarzy maskę, a przecież byłam dość ładna. Nosiłam te ciężkie rzęsy jak skrzydła nietoperza i ciemne kreski pod oczami. Ścięłam moje długie, ciemne włosy, ogołociłam je i malowałam nas srebrny i blond. Ale to wszystko wynikało z przykrych doświadczeń, które mnie spotkały. Moja panika wychodziła ze mnie w bardzo fizyczny sposób… a oni zrobili z tego trend w modzie”.

Kolejne próby pomocy Edie znów sprowadziły się do leczenia jej uzależnienia od narkotyków w szpitalu psychiatrycznym. Edie wyszła za mąż i pod wpływem męża podobno na krótko rzuciła używki. Jednak psychodelia lat 60. i autodestrukcyjne zapędy zrobiły swoje – Edie coraz bardziej nieobliczalna zażywa śmiertelną dawkę barbituranów i umiera w wieku 28 lat w listopadzie 1971 roku.

I choć dla niektórych została  „narkomanką, która popełniła samobójstwo”, „malowaną laleczką” czy tą nieszczęsną „ikoną mody”, dla innych była „aniołem ze złamanym skrzydłem”…

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=TzKMGpYkbeU[/youtube]

(wykonanie The Cult, album Sonic Temple, 89′)

O Edie Sedgwick powstał w 2006 roku film „Factory Girl” w w reżyserii George’a Hickenloopera. Zagrała ją Sienna Miller. Zaś w 2007 roku David Weisman, który filmował Edie w ostatnich latach jej życia – m. in. w filmie „Ciao! Manhattan” – stworzył o niej z dotychczas nieznanych archiwalnych nagrań film dokumentalny i wydał książkę pod tym samym tytułem „Edie: Girl on Fire” (http://www.edienation.com/).

Anna Samoń

Categories: Kultura, Polecamy, Raporty

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*