Poczuć się naprawdę w domu

fot.succo/pixabay.com/Milad Mosapoor/Wikipedia

fot.succo/pixabay.com/Milad Mosapoor/Wikipedia

Marzena Kurowski-Łabędź jest odnoszącą sukcesy prawniczką i założycielką firmy Law Offices of Kurowski-Labedz LLC. Pamięta, że wyjechała z Polski dokładnie trzeciego września 1984 roku, gdy miała 7 lat. Jej rodzice stwierdzili, że w USA będzie miała więcej możliwości, a świat będzie stał przed nią otworem. Zdecydowali się na ten krok ze względów politycznych i z powodu sytuacji, jaka zaistniała w Polsce po zakończeniu stanu wojennego.

Z tamtego okresu w Polsce pamięta przede wszystkim dużo szarości i puste ulice, a także takie znaki czasu jak kartki na cukier czy na benzynę oraz to, że nie można był wyjść wieczorem z domu. Ma na myśli godzinę milicyjną, która obowiązywała przez pierwszych siedem miesięcy stanu wojennego, mimo że później została zniesiona, utkwiła silnie w jej pamięci. Po namyśle wspomina też małe lokalne sklepiki, takie jak warzywniak czy sklep obuwniczy, w których brak było towarów, a także kioski ruchu. Oprócz tego – przepychanie się w kolejkach, mało samochodów na ulicach i dobranocki w telewizji oraz bajki z serii „Poczytaj Mi Mamo”. Pamięta też dobrze występ generała Wojciecha Jaruzelskiego w telewizji w dniu 13 grudnia 1981 roku. Ostatni raz była w kraju 6 lat temu i uważa, że dzisiaj sklepy, towary, auta czy nawet parkingi wyglądają inaczej. Teraz w Polsce jej zdaniem jest pięknie, kolorowo i stylowo.

Gdy jej rodzina przyjechała do Stanów, mieszkali najpierw w New Jersey, dopiero po miesiącu przeprowadzili się do Chicago i zamieszkali na Helenowie. Ojciec Józef Kurowski prowadził biznes Joe’s Butcher Store, z którego wywodzi się obecny Kurowski Sausage Shop na Jackowie. Rodzice zapisali ją do pierwszej klasy szkoły podstawowej imienia Świętej Heleny i chociaż nie umiała po angielsku ani słowa, bardzo szybko nauczyła się języka. Jako dziecko nie odczuła więc za bardzo bariery językowej, ale nie mogła sobie poradzić z brakiem domu, rodziny i swojego miasteczka rodzinnego – Jasła.

Ostatnio zapisywała do szkoły swoją córkę Joasię, wówczas przypomniało się jej pierwsze zetknięcie z rejestracją. Mama ze słownikiem w ręku, ona bez znajomości słowa po angielsku…

Po ukończeniu szkoły najpierw zaczęła studiować biznes na University of Illinois w Chicago, później rozpoczęła edukację w John Marshall Law School w Chicago. Zdecydowała się studiować prawo, ponieważ już od dziecka potrafiła sobie poradzić z dokumentami, argumentami i lubiła pomagać ludziom. W szkole mówili jej, że jest urodzonym liderem i że się nadaje do tej roli. Jak sama twierdzi, te „talenty” ma po swoim tacie, który chociaż nie miał szans na edukację wyższą w Polsce, potrafił stworzyć biznesy i w Polsce, i w USA. Przyjechał do Ameryki już jako dorosła osoba, ale nauczył się płynnie języka angielskiego i oprócz tego, że ciężko pracował, żeby utrzymać ich i swoją rodzinę w Polsce, to bardzo pomagał ludziom. Zawsze miał serce otwarte dla innych i był chętny, żeby im pomóc, szczególnie na obczyźnie. Natomiast po mamie, która zawsze miała wszystko poskładane i podpisane, ma talent organizacyjny i dobre przygotowanie do życia. Mama uczyła ją zawsze przy odrabianiu pracy domowej, że ołówek musi być naostrzony, a zeszyt musi być prowadzony czysto.

Po ukończeniu studiów prawniczych Kurowski-Łabędź pracowała jako prokurator miasta Chicago, w wydziale prawnym. Później zdecydowała się otworzyć swoją własną praktykę. Pracuje także jako wolontariuszka dla Amicus Poloniae, czyli w Polskim Ośrodku Informacyjnym, udzielającym Polonii bezpłatnych porad prawnych. W 2014 roku otrzymała od organizacji nagrodę za pomoc tym, których nie stać finansowo na zatrudnienie adwokata. Jest też członkiem Stowarzyszenia Emigracji Polskiej prowadzonego na Trójcowie przez Andrzeja Zgieta. Dla przyjemności gra już ponad 20 lat na trąbce w Orkiestrze Dętej Trójcowo. Obecnie jest też w zarządzie rodziców w szkole na Trójcowie, do której uczęszcza jej córka Joanna.

Przy ostatnich zapisach Joasi do szkoły, przypomniało się jej, kiedy przyjechała do USA jako dziecko i jej zapisy do szkoły. Mama ze słownikiem w ręku tłumaczyła różne zadania, formularze i podania. Pomyślała sobie, ile rodzice musieli pozałatwiać, powypełniać, poszukać czy wybrać – chociażby mundurek czy przybory szkolne. A że jej rodzice nie mówili tak dobrze po angielsku jak ona teraz, więc na pewno było to dla nich dużo trudniejsze.

Marzena tęskni za Polską, a jej domem zawsze będzie Jasło, bo nigdzie indziej nie czuła się tak jak tam, czyli naprawdę w domu.

Wysłuchała Anna Draniewicz

 

Categories: Początek w Ameryce

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*