O wodzireju dobrej pielgrzymki

Cecylia Jabłońska od 30 lat pielgrzymuje do Merrillville. Jest członkiem Komitetu Pieszej Polonijnej Pielgrzymki Maryjnej z Chicago, w którym pełni funkcję koordynatora diakonii muzycznej. Z wykształcenia jest teologiem, śpiewa i gra na gitarze. Jak sama siebie określa jest pielgrzymkowym wodzirejem. Doskonale wyczuwa intencje i emocje towarzyszące modlącym się. Przy opracowywaniu programu muzycznego pielgrzymki ostatnie słowo należy do niej i księdza Mikołaja Markiewicza.

Cecylia Jabłońska, Kamil Dymura, Sławomir Budzik i Urszula Michałowska podczas mszy św. kończącej pielgrzymkę w 2017 r.
fot.Archiwum Urszuli Michałowskiej

Jola Plesiewicz: Jak rozpoczęło się Pani pielgrzymowanie do Merrillville?

Cecylia Jabłońska: – Przyjechałam 30 lat temu, wtedy w pielgrzymce szła setka ludzi, może 150. Wszystko nieśliśmy na plecach. Ponieważ skończyłam teologię, śpiewam i gram na gitarze, wtedy byłam ,,trąbka, pompka i organki”. Podczas pielgrzymki pan Andrzej Warzocha, który w tym roku zdobył nagrodę Emmy (w kategorii miksowania dźwięku, przyp. red.), był w tym czasie jednym z kilkorga dzieci. Pamiętam, jak mówił do mnie: ,,Trzymasz mikrofon, więc śpiewasz ze mną”. Nie było dużo chętnych, którzy w drodze grali. Przewijało się bardzo wielu ludzi, ale tylko ja zostałam. Teraz przygotowuję innych, żeby to objęli. Przez 30 lat każdego roku było dla mnie zaszczytem, żeby do Matki Bożej prowadzić ze śpiewem. Jestem dumna, że młodzież daje serce Panu Bogu, a Pan Bóg potrafi to wynagrodzić.

Na czym polega i jak długo trwa przygotowywanie oprawy muzycznej pielgrzymki?

– Diakonia muzyczna ma liderów muzycznych. Są to muzycy, jak np.: Jacek Krępulec z parafii z Lombard, pianistka Justyna Koc z parafii św. Władysława czy od jezuitów Mariusz Zych, którzy poświęcają swój czas i talent, żeby wszystko było na jak najwyższym poziomie. Maria Gliwa mnie zastępuje. Oni przynoszą do nas muzykę, potem wybieramy to razem i koordynujemy z księdzem. Mamy profesjonalnego dyrygenta – Szymona Koszarka, który tym wszystkim dyryguje. Ja jestem wodzirejem wszystkiego, czasami napędzam – dajcie więcej muzyki, podkładu – tworzę atmosferę. Ostatnie słowo należy do mnie i do księdza Mikołaja Markiewicza.  Od czerwca do sierpnia, przez 2 miesiące, w każdy czwartek liderzy spotykają się w polskiej szkole im. Tadeusza Kościuszki. To jest jedyna szkoła, która jest otwarta na takie wyzwanie, udostępnia nam klimatyzowaną salę. Jestem im bardzo wdzięczna. Potem cała szkoła idzie w pielgrzymce.

Kto tworzy diakonię muzyczną?

– Jest dużo muzyków w Chicago, którzy mogliby to zrobić fantastycznie. Zasadą bycia w diakonii muzycznej jest to, że się idzie na pielgrzymkę. Idziesz na pielgrzymkę – jesteś częścią diakonii. Oczywiście, nie każdy ma zdrowie i nie każdy może iść. Tacy ludzie też są potrzebni i mamy dla nich miejsce w Merrillville. Cała siła, jaką mamy w diakonii, to jest siła w ludziach, którzy włączają się w mniejszy czy większy sposób w to, co jest związane z Bogiem. Dlatego, że ci ludzie czują Boga i Bóg im pomaga zrealizować się w życiu.

A Pani współpraca Urszulą Michałowską, która odpowiedzialna jest za nagłośnienie pielgrzymki?

– To dziecko, które wychowało się na moich rękach. Gra na gitarze, violi, ma bardzo dobry słuch muzyczny i w tym wszystkim poświęciła się nagłośnieniu. Robi to przy kościele. Poświęca swoją intencję i za to tę dziewczynę bardzo szanuję. Ona wyrosła na pielgrzymce, tak samo jak ja. Ona zna atmosferę, czuje, w jaki sposób można to nagłośnić.  Dzięki nagłośnieniu Urszuli Michałowskiej cała droga może być słyszalna na trasie oraz jest to transmitowane w radiu, lub też oglądana na żywo przez Internet. To jest jej praca i pomysł, żeby pielgrzymka była dostępna dla świata. Akustykiem podczas mszy świętej jest Eugeniusz Bożek. To jest niesamowite, że ludzie, którzy tworzą pielgrzymkę, wyrośli z tej pielgrzymki. Chodzili na pielgrzymki, wiedzieli, jakie były problemy z nagłośnieniem tu i tam, i teraz wszystko robią jak najlepiej, żeby tych problemów nie było, żeby wstawić nowy program, nowy sprzęt, nowe możliwości.

Co dzieje się muzycznie w Munster po zakończeniu pierwszego dnia pielgrzymki, a co w Merrillville?

– Munster ma atmosferę jedyną w swoim rodzaju, nocnego czuwania. Tam są tańce, modlitwa, adoracja, msza święta, w której ludzie uczestniczą na ścisk, aby śpiewać, modlić się – to jest coś niesamowitego. Co roku jest inaczej. Część naszej grupy, od godziny 10 rano, śpiewa, wprowadza atmosferę różańca, uwielbienia w Merrillville. To jest dla tych wszystkich, którzy nie mogą iść ze względu na stan zdrowia, a chcą uczestniczyć, oraz dla tych, którzy czekają na idących. Dlatego wszystkich zapraszam i zachęcam, aby przeżyć pielgrzymkę na żywo. Merrillville to Ravinia Boża, gdzie można usiąść na placu, a jednocześnie przeżyć muzyczną i duchową ucztę.

W związku z hasłem tegorocznej pielgrzymki ,,Trzymaj się ręki Matki”, co chciałaby Pani, oprócz muzyki przekazać innym?

– Nie wolno nam zrezygnować z bycia dzieckiem Matki Bożej, zapomnieć drogi do domu, gdzie Ona i jej Syn mieszkają, gdziekolwiek by to nie było Częstochowa, czy Merrillville. Nie przestawajmy odwiedzać Matki Bożej. Ci, którzy nie mogą już iść, niech przyjadą na mszę świętą. Ci, co mogą pójść, niech pójdą, niech ofiarują swój wysiłek. Jestem Bogu wdzięczna za łaskę, że mogę służyć tej pielgrzymce, iść z ludźmi, współpracować z księżmi salwatorianami. Chylę czoła przed wszystkimi, którzy śpiewają, tworzą diakonię muzyczną. Należy im się wielkie podziękowanie za ich świadectwo wiary i ciężką pracę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Jola Plesiewicz

Categories: Pielgrzymka 2019, Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*