Narodziny gwiazdy

Od ponad 80 lat jest obiektem pożądania najpiękniejszych kobiet i najprzystojniejszych na świecie mężczyzn. Budzi radość, wzruszenie i łzy uniesienia. Tak też będzie już za kilka tygodni, kiedy w słynnym Kodak Theater w Los Angeles znów błyszczał będzie najjaśniej ze wszystkich gwiazd Hollywood.

Jednak zanim zabrzmią fanfary i padnie słynne „The winner is…”, ma on do pokonania długą drogę. Zaczyna się ona w bardzo niepozornym miejscu w Chicago. To właśnie tutaj na świat przychodzi Oskar. R.S. Owens & Co. to niewielka firma w północno-zachodniej dzielnicy Chicago, specjalizująca się w produkcji najróżniejszych statuetek. Od 1983 roku produkuje najbardziej rozpoznawalne nagrody świata filmu – Oskary. Rycerz, wsparty na dwuręcznym mieczu, stojący na rolce filmu, nabiera kształtów dzięki pracy kilku rzemieślników.

Proces rozpoczyna Martin Vega, który sztabkę metalu zwanego „britannia”, składającego się z cyny, antymonu i miedzi rozgrzewa do ponad 415 stopni Celsjusza. Płynny stop wlewa następnie do jednej z dwóch istniejących matryc słynnej statuetki. Czynność ta zajmuje zaledwie 13 sekund. Po niespełna minucie Vega wyjmuje z formy gotową figurkę.

W ten sam sposób powstanie 50 Oskarów, które trafią do Hollywood. Jednak zanim się to stanie mierząca 34 cm i ważąca 3.8 kg statuetka poddana zostanie jeszcze długiej obróbce. Po godzinie schładzania, Vega wygładza krawędzie figurki, odcinając niedoskonałości powstałe w procesie odlewania stopu. Resztki przechowywane są przez kolejny rok, do czasu kiedy znów ruszy produkcja.

Następnie Oskar trafia w ręce Eladio Gonzaleza, który przystępuje do polerowania statuetki. Po 45 minutach pracy i kilkukrotnej zmianie tarcz Gonzalez prezentuje imponująco błyszczącego Oskara.

Teraz otrzyma on identyfikacyjny numer, dzięki któremu Amerykańska Akademia Filmowa dokładnie śledzić będzie jego dalsze losy. Od chwili umieszczenia seryjnego numeru na spodzie statuetki Oskar staje się jedynym niepowtarzalnym egzemplarzem. Grawerowaniem numerów zajmuje się Louise White.

Delikatnie umieszcza głowę rycerza w gumowym uchwycie, aby jak mówi „ nie przyprawić go o migrenę” i przystępuje do grawerowania czterech cyfr na spodzie statuetki. Używa do tego cienkiego wiertła, przypominającego nieco prymitywne wiertło dentystyczne umieszczone w diamentowym uchwycie. Wystarczy kilka sprawnych ruchów i na podstawie Oskara pojawia sie numer seryjny.

Przez następne kilka dni Oskary leżakują w zacisznym miejscu, a pracownicy odlewni sprawdzają czy nie pojawiają się na nich bąbelki powietrza albo pęknięcia. Następnie trofea przechodzą potrójną kąpieli – najpierw w płynnej miedzi, potem w niklu a następnie płynnym srebrze. To, co najlepsze jednak zostaje na koniec. Oskar zanurzony zostaje w 24-karatowym złocie, któremu zawdzięcza swój niepowtarzalny blask.

W pierwszych dniach lutego Oskary wyruszają w podróż z Chicago do Hollywood. W Kodak Theater trafiają w ręce zachwyconych gwiazd, które w chwili uniesienia dziękować będą swoim rodzinom, producentom, reżyserom, a nawet i Bogu, za to że pozwolił im zdobyć upragnioną statuetkę.

Ojcowie Oskara – Vega, Gonzales i White – podziękowania jeszcze się nie doczekali…

Magda Pantelis, Chicago

Categories: Oscary 2011