„WSJ”: IS rozszerza zasięg działania na obszary poza kalifatem

Flaga ISIS na ulicy Ramadi fot.AAMAQ Media/Handout/EPA

Flaga ISIS na ulicy Ramadi fot.AAMAQ Media/Handout/EPA

Dżihadyści z Państwa Islamskiego, którzy doznają niepowodzeń finansowych i na polu walki, próbują inspirować swych zwolenników do przeprowadzania ataków poza obszarem kalifatu, czego dowodem są ostatnie zamachy – pisze we wtorek dziennik „Wall Street Journal”.

Według gazety podczas niedawnego zamachu w Jordanii przedstawiciele zachodnich władz w stolicy tego kraju Ammanie przechwycili wiadomości od przywódców IS, którzy wzywali zwolenników do szerzenia terroru w swoich państwach, a nie do przyłączania się do bojowników w Syrii.

Po tym apelu, który rozesłano do wszystkich filii organizacji, i po podobnym wezwaniu zawartym w przemówieniu rzecznika IS doszło do zamachów poza granicami kalifatu, który obejmuje części Syrii i Iraku. W ub. tygodniu osoby, co których potwierdzono, że mają związki z IS lub które są o to podejrzewane, przeprowadziły krwawe ataki w Turcji, Iraku i Bangladeszu.

Według przedstawicieli zachodnich władz „IS coraz częściej powraca do mniej kosztownych, lecz spektakularnych manewrów partyzanckich, wzywając zwolenników do przeprowadzania ataków, w czasie gdy jej kosztowna prowizoryczna armia ma problemy z utrzymaniem terenów” i traci w walkach swych członków. IS „rozszerza swój światowy zasięg, inspirując grupy i pojedyncze osoby rozsiane po kilku kontynentach, nawet jeśli mają one inne motywy i metody działania” – dodaje.

Częstotliwość zamachów poza Syrią i Irakiem zwiększyła się wraz z komplikacjami na polu walki i utratą terytoriów, co skutkowało pozbawianiem bojowników głównych źródeł dochodu, takich jak ropa – czytamy w „WSJ”.

Według dziennika przedstawiciele władz zachodnich i arabskich państw spodziewają się kolejnych zamachów „o różnym stopniu wyrafinowania” i różnymi powiązaniami z IS. Chodzi także o ataki przypominające masakrę w klubie gejowskim w Orlando, gdzie napastnik nie był bezpośrednio kierowany przez IS ani nie był w kontakcie z dżihadystami, a mimo to przysiągł im wierność.

Gazeta przypomina, że w weekend w wielkiej eksplozji samochodu pułapki w jednej z najbardziej ruchliwych dzielnic Bagdadu zginęło co najmniej 150 osób – pisze „WSJ”, podkreślając, że był to pierwszy atak bombowy w Iraku po utracie przez IS Faludży w ubiegłym miesiącu. Zaznacza, że zajęcie dotychczasowego bastionu było dotkliwą porażką dżihadystów.

28 czerwca w Stambule trzech zamachowców samobójców zabiło 45 osób i raniło ponad 230 na międzynarodowym lotnisku im. Ataturka w Stambule. Władze Turcji o atak oskarżają IS, choć sama organizacja się do niego nie przyznała. Twierdzą, że zamach zorganizował dawny czeczeński bojownik, który dowodził batalionem IS w Syrii. Dżihadyści wzięli na siebie odpowiedzialność za piątkowy atak na restaurację w stolicy Bangladeszu Dhace, w którym śmierć poniosły 22 osoby. Nikt się nie przyznał do poniedziałkowych wybuchów w trzech miastach w Arabii Saudyjskiej, w których zginęły cztery osoby.

Jak pisze „WJS”, wśród ekspertów panuje niewielka zgoda co do powodów odwrotu IS od głównego terytorium. Niektórzy twierdzą, że najpewniej zagraniczne zamachy są powiązane z prowadzoną przez USA kampanią przeciwko tej organizacji. Inni są zdania, że działania te wpisują się w wysiłki na rzecz propagandy i rekrutowania nowych bojowników i że i tak by do nich dochodziło. Nowością jest jednak zwiększenie zdolności do działania poza Bliskim Wschodem.

Po wypędzeniu IS z przygranicznego miasta Kobane w połowie 2015 roku dżihadyści zaczęli być o wiele bardziej wrogo nastawieni do Turcji – uważa ekspert ds. Syrii z Atlantic Council Aaron Stein. Turcja zaczęła ograniczać ruchy bojowników i dostaw przez swe terytorium i umożliwiła USA wykorzystywanie bazy sił powietrznych Incirlik, by uderzać w bastiony IS.

Gazeta powodów nowych apeli kierowanych do odmiennych bojowników upatruje się w malejącym dostępie do tureckiej granicy, którą wcześniej dżihadyści wykorzystywali, by dostać się z Turcji do Syrii. Poza tym IS nie jest w stanie finansowo wspierać kalifatu, który według przedstawicieli administracji USA skurczył się z 25 tys. do 20 tys. osób.

O tym, że IS potrzebuje gotówki, może świadczyć wprowadzona ostatnio nowa opłata za opuszczenie kalifatu, o której informują Syryjczycy, którzy uciekli z terenów opanowanych przez IS. Wcześniej uniemożliwiano ludności przeprowadzkę na inne obszary.(PAP)

Categories: Opinie

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*