Ekspert: sygnały dialogu z Koreą Płn. pozytywne, ale nie rozwiążą problemu

Ekspert: sygnały dialogu z Koreą Płn. pozytywne, ale nie rozwiążą problemu

Sygnały dialogu Korei Południowej i USA z Koreą Północną są pozytywne. Nie oczekujmy jednak, że jeden szczyt, choćby nie wiadomo jak przełomowy, rozwiąże problem nuklearny na Półwyspie Koreańskim – powiedział PAP w piątek analityk PISM Oskar Pietrewicz.

Jeden cel dialogu to denuklearyzacja, a drugi to postulowana przez wielu analityków amerykańskich potrzeba normalizacji, uspokojenia sytuacji, po poprzednim bardzo napiętym roku pełnym nieprzewidywalności i doniesień o możliwym uderzeniu militarnym USA w reakcji na próby rakietowe i nuklearne Korei Północnej – wskazuje w rozmowie z PAP Pietrewicz, analityk programu Azja i Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Ekspert, zajmujący się głównie problematyką bezpieczeństwa w Azji Północno-Wschodniej, w tym zwłaszcza na Półwyspie Koreańskim, studzi emocje związane z doniesieniami o planowanym na maj spotkaniu prezydenta USA Donalda Trumpa i przywódcy Korei Płn. Kim Dzong Una oraz poprzedzającym go kwietniowym szczycie międzykoreańskim.

„Sygnały dialogu i spotkań na szczycie są pozytywnym zjawiskiem. Nie oczekujmy jednak, że jeden szczyt, choćby nie wiadomo jak był przełomowy, rozwiąże problem nuklearny, który rozwija się na Półwyspie Koreańskim od kilkudziesięciu lat”. Natomiast może to być według Pietrewicza przyczynek do dyskusji na temat tego, czego Koreańczycy z Północy żądają, na jakie ustępstwa mogą pójść.

W jego ocenie grunt pod rozmowy został przygotowany, bo od końca listopada 2017 r. Korea Płn. nie przeprowadziła żadnej próby rakietowej ani nuklearnej.

Ekspert zwrócił uwagę, że każda ze stron będzie starała się teraz przedstawić doprowadzenie do rozmów jako swój sukces. „Trump, zresztą bardzo sprytnie doceniany przez Koreę Płd. jako współtwórca tego sukcesu, może powiedzieć: +Opłacało się wywierać presję na Koreę Płn., bo ona w końcu zrozumiała, że należy odejść od polityki nuklearnej+. (Z kolei Północ) jest zadowolona, że jest głównym rozdającym, reżyserem wydarzeń, że to w znacznej mierze jest jej inicjatywa. (…) Wydaje się, że Korea Płd. skutecznie uplasowała się jako pośrednik, państwo, które jednak podjęło trudny dialog z Koreą Płn. przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu i wykorzystała to wydarzenie jako sprzyjającą okoliczność do podjęcia prób pośredniczenia w relacjach amerykańsko-północnokoreańskich”.

Pietrewicz nie uważa jednak, że „nieprzejednana postawa Donalda Trumpa była decydującym czynnikiem”. „Tak samo nie można powiedzieć, że sankcje USA i ONZ przymusiły do czegoś Koreę Płn. Być może w jakimś w stopniu, ale nie było determinujące, gdyż nie mamy żadnych rzetelnych potwierdzeń mówiących, że sytuacja gospodarcza w Korei Płn. pod wpływem sankcji gwałtownie pogorszyła się; to są tylko spekulacje” – podkreślił.

Według analityka czynnikiem presji, który mógł wpłynąć na zachowanie Korei Płn., było „niewątpliwie bezprecedensowe włączenie się Chin we wdrażanie sankcji”. „Ograniczenia wymiany handlowej zgodnie ze statystykami chińskimi były i są gigantyczne. Mając na uwadze uzależnienie gospodarcze Korei Płn. od Chin, to w krótkiej perspektywie może to mieć znaczenie” – tłumaczył.

Zwrócił uwagę na dyplomatyczne zaangażowanie Rosji. „Na szczeblu roboczym Rosja, jako jedno z niewielu państw, utrzymuje regularne kontakty zarówno z dyplomacją południowokoreańską, jak i północnokoreańską” – powiedział. Przypomniał o wizycie w tym tygodniu urzędników i analityków rosyjskich, którzy spotkali się z nową wiceszefową MSZ Korei Płn., która „być może będzie jednym z rozmówców Amerykanów”.

Zdaniem analityka PISM „nie szczyt i spotkanie przywódców będzie najistotniejsze, lecz przygotowanie merytoryczne na poziomie roboczym i co zostanie położone na stole negocjacyjnym”.

Pietrewicz zwrócił uwagę, że z amerykańskiej administracji płyną jednak bardzo sprzeczne sygnały. „Jeszcze wczoraj przebywający z wizytą w Afryce sekretarz stanu USA Rex Tillerson zapytany o perspektywy rozmów z Koreą Płn. powiedział, że jest to bardzo odległa perspektywa. Następnego dnia Donald Trump zgadza się na spotkanie na szczycie. Teraz Departament Stanu będzie miał gigantyczną pracę do wykonania, żeby się rzetelnie przygotować, a to wcale nie musi być najłatwiejsze” – ocenił analityk. „To, że Korea Płn. mówi o denuklearyzacji traktowałbym jako wabik, jako zachętę do rozmów, a nie faktyczną deklarację” – zaznaczył.

Wskazał przy tym, że „Korea Płn. +mówi ustami+ Korei Płd.”. „Korea Płd. jest pośrednikiem, nie mamy jednoznacznych deklaracji Pjongjangu – zauważył. – W tym sensie jest to bardzo wygodne i cyniczne zagranie ze strony Pjongjangu, bo jeśli coś pójdzie nie po jego myśli, to będzie mógł się z tego wycofać, mówiąc że +nie to mieliśmy na myśli, co przekazał Seul+”.

Pietrewicz podkreślił, że „broń nuklearna jest najpewniejszą polisą ubezpieczeniową dla przetrwania reżimu w Pjongjangu w tym kształcie”. „Manewry amerykańsko-południowokoreańskie u wybrzeży półwyspu i ta bardzo wroga, agresywna retoryka prezydenta USA mogła tylko utwierdzić Koreańczyków z Północy w tym przekonaniu, że należy mieć potencjał odstraszania nuklearnego” – powiedział ekspert, dodając że ich podejście w tej fundamentalnej kwestii nie zmieniło się. „Natomiast to, że wysyłają sygnały pojednawcze może oznaczać, że już chcą przejść od poziomu technicznego – tzn. utwierdzania społeczności międzynarodowej w tym, że posiadają broń nuklearną – do negocjacji na zasadzie równy z równym, a nie na zasadzie, że Korea Płn. jest problemem do omówienia w gronie innych państw” – wyjaśnił.

Pietrewicz zwrócił uwagę, że z jednej strony Korea Płn. była zdeterminowana w swoich działaniach, a z drugiej doszło do wielu zaniechań ze strony wspólnoty międzynarodowej, w tym USA. „Można ocenić, że np. polityka prezydenta Baracka Obamy tzw. strategiczna cierpliwość była błędem” – zauważył. „Koreańczycy z Północy wykorzystali te ostatnie lata, kiedy mogli rozwinąć potencjał nuklearny w większym stopniu niż w latach poprzednich” – dodał.

Oprócz elementu zaniechań ekspert wskazał na problemy bezpieczeństwa w regionie, gdzie – jak zauważył – „nie ma jednomyślności”. Nawiązał w tym kontekście do rozmów sześciostronnych ws. Korei Płn. w latach 2003-2008, które utknęły w martwym punkcie. „To jest arena wielu sprzeczności. Korea Płn. zdaje sobie z tego sprawę, grała na tych sprzecznościach bardzo umiejętnie i w znacznym stopniu dopięła swego: ma potencjał odstraszania, gwarancja przetrwania reżimu jest zapewniona” – zaznaczył.

Na pytanie, czy zapowiadany szczyt przywódców USA i Korei Płn. to zwycięstwo Kima, który szukał potwierdzenia swojego statusu i potęgi Korei Płn., ekspert odparł: „Zdecydowanie tak. Koreańczycy z Północy od lat 80. deklarowali, że chcą spotkać się z urzędującym prezydentem USA. Udało im się spotkać z byłym prezydentem Jimmy’m Carterem w 1994 r., udało się zaprosić byłego prezydenta Billa Clintona w 2009 r. Ale ta chęć doprowadzenia do spotkania na szczycie, swoistego rodzaju wyróżnienie dla Korei Płn. to jest cel od lat deklarowany i realizowany przez Pjongjang”. „Z tego punktu widzenia – jak podkreślił ekspert – administracja USA ma poważny orzech do zgryzienia. Zgadzając się na dialog na szczycie, żeby to nie było wyróżnienie ani nagroda dla Korei Płn., jeszcze przed szczytem należałoby ustalić, czego on miałby dotyczyć, co inne państwa mają z niego mieć”.

Według Pietrewicza Korea Płn. ma bardzo konsekwentnie realizowany cel: „Postawić cały świat przed faktem dokonanym, żeby móc powiedzieć +wasze próby doprowadzenia do tego, że wyrzekniemy się broni nuklearnej i ugniemy się pod presją międzynarodową okazały się fiaskiem, przegraliście i musicie się z tym pogodzić+”. „Widzimy, że ten cel chcą osiągnąć za pomocą zachęty dyplomatycznej” – ocenił.

Karolina Cygonek (PAP)

fot.Rolex Dela Pena/EPA

Categories: Opinie
Tags: Korea, rozmowy, USA

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*