„Economist”: wybór Trumpa to koniec ery, jaka nastała po 1989 roku

fot.The Economist

fot.The Economist

Upadek muru berlińskiego w 1989 roku wyznaczył początek nowej ery, którą nazwano końcem historii. Dzień, w którym na nowego prezydenta USA wybrano Donalda Trumpa, wyznacza kres tego złudzenia – pisze w dwóch wtorkowych artykułach „Economist”.

Końcem historii miał być kres konfrontacji między kapitalizmem a komunizmem. Ale historia wraca, by się zemścić – pisze brytyjski tygodnik.

Zwycięstwo Trumpa to cios dla norm, które stanowią fundament polityki USA i jej roli, jako dominującej światowej potęgi. W kwestiach polityki zagranicznej podważa on to, w co wierzył każdy powojenny prezydent USA: że Ameryka zyskuje dzięki temu, że jest globalnym hegemonem. Jeśli teraz Trump postanowi, że ma ona zrezygnować z tej roli, któż wie, jaka burza wybuchnie w tej pustce, jaka pozostanie po Ameryce? – pisze „Economist”.

Przeczucie, że znikają pewniki polityki międzynarodowej, zaniepokoiło sojuszników Ameryki, a obawa o załamanie globalizacji wstrząsnęło rynkami – ocenia tygodnik.

„Biorąc pod uwagę jego program polityczny, jego temperament i wymogi urzędu, jesteśmy bardzo sceptyczni, co do tego, że będzie on (Trump) dobrym prezydentem” – ostrzega redakcja w artykule „Era Trumpa”.

Protekcjonizm Trumpa zuboży najgorzej zarabiających Amerykanów, którzy jako konsumenci korzystają na importowaniu tanich dóbr. Jeśli doprowadzi on do wojen handlowych, krucha globalna gospodarka może wpaść w recesję. A ponieważ stopy procentowe już teraz są bliskie zera, politycy nie będę mogli łatwo zaradzić – prognozuje tygodnik.

„Zwycięstwo Trumpa jest odrzuceniem wszystkich liberałów, włącznie z tą gazetą” – przyznaje „Economist”, przypominając, że jego redakcja broni od zawsze takich wartości, jak „klasyczna, liberalna demokracja, która – jak się zdawało – została umocniona w 1989 roku, została najpierw odrzucona w Wielkiej Brytanii, a teraz w Ameryce. Francja, Włochy i inne kraje europejskie mogą pójść za tym przykładem”.

W kolejnym artykule „Economist” przypomina główne założenia polityki Trumpa, podkreślając, że tak naprawdę nie wiadomo, czego się spodziewać po jego administracji.

Niektóre pomysły prezydenta elekta są sprzeczne z tradycyjnym programem jego partii. Inne obietnice wyborcze wydawały się mało realistyczne, a jeszcze inne będą zapewne odrzucone. Wiele będzie zależeć od tego, czy ci prominentni Republikanie, którzy otwarcie krytykowali Trumpa podczas kampanii wyborczej, zdecydują się jednak z nim pracować.

Być może – spekuluje „Economist” – jego rządy będą „czymś między reaganizmem a francuskim Frontem Narodowym” – pisze tygodnik, odnosząc się do populistycznej i skrajnie prawicowej partii, na czele której stoi Marine Le Pen. (PAP)

Categories: Ameryka, Opinie, Wybory 2016

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*