Sytuacja (nad)zwyczajna

Sytuacja (nad)zwyczajna

Wyobraźcie sobie Państwo banalną sytuację: jest piąta rano, odwozicie kogoś na lotnisko, pomagacie wyjąć walizki, odwzajemniacie ostatnie uściski i już macie wskoczyć z powrotem do pracującego samochodu, ale oto okazuje się, że właśnie zatrzasnęliście sobie w środku kluczyki. Wewnątrz, poza tkwiącymi w stacyjce kluczykami, jest wasz portfel i telefon komórkowy. Szok szybko mija, jesteście w końcu na najruchliwszym lotnisku świata, wokół jest tłum ludzi, pomoc jest w zasięgu ręki. Nic bardziej mylnego.

Rozglądacie się za policją, w końcu w całym kraju jest podwyższony stopień zagrożenia, na pewno za chwilę uda się zatrzymać radiowóz, dostrzec oficera, pojawi się jakiś pracownik ochrony, kwestia paru minut. Ale mija ich niepokojąca ilość. Na horyzoncie nie pojawia się żaden oficer, nie przejeżdża żaden radiowóz. Pracownicy amerykańskich linii obsługujących tę cześć lotniska bezradnie rozkładają ręce, doradzają telefon pod numer 311. Świetnie. To powinno być rozwiązanie.

Pięć kolejnych osób odmawia jednak pożyczenia swojego telefonu komórkowego. Lituje się młody Afroamerykanin. Operatorka z centrali 311 łączy z parkingami na O’Hare, ale tam nic nie mogą w takiej banalnej sytuacji zrobić, przełączają do pomocy drogowej. Ewidentnie tego poranka nie macie szczęścia, bowiem włącza się tylko automatyczna sekretarka. To moment, w którym przychodzi poczucie kompletnej bezradności.

Po raz kolejny upewniacie się, że wszystkie drzwi ciągle pracującego samochodu, na który nikt nie zwraca uwagi, mimo że stoi przy terminalu z odlotami bardzo popularnych linii, są zamknięte. Nie wierzycie, że samotny minivan nie wzbudza niczyjego zainteresowania. Przecież mógłby być wyładowany materiałem wybuchowym – przemyka wam przez myśl.

Udaje się w końcu uprosić kogoś zza kontuaru o telefon na policję. Radiowóz przyjeżdża po kwadransie. Znudzona policjantka najpierw wysłuchuje historii o zatrzaśniętych kluczykach, wyprowadza z radiowozu psa, który obwąchuje auto, po czym oświadcza, że niestety w dostaniu się do środka pomóc nie może i zabiera się do odjazdu. Na wasze błaganie o pomoc obiecuje, że spróbuje wydzwonić kogoś z serwisu holowniczego, ale to potrwa, nawet do dwóch godzin. Kolejny mit o tych, co służą i bronią, właśnie upadł.

Bierzecie sprawy w swoje ręce. Po kolejnych dwóch odmowach pożyczenia telefonu lituje się taksówkarz z Serbii, który nie tylko pożycza bez strachu komórkę, ale także scyzorykiem próbuje majstrować w zamku. Bezskutecznie. Tymczasem skutecznie udaje się wam zadzwonić pod jedyny numer, który pamiętacie, z prośbą o dowóz zapasowego kluczyka. Na szczęście jest to możliwe. Teraz nie pozostaje wam nic innego jak czekać.

Kolejną godzinę poświęcacie więc na obserwowanie tego, co dzieje się wokół waszego ciągle pracującego minivana zaparkowanego tuż przy wejściu do terminalu trzeciego. A nie dzieje się literalnie nic. Pasażerowie w pośpiechu go mijają, taksówkarze klną pod nosem, że przyblokowuje im podjazd pod krawężnik. Przez kolejną godzinę nie mija go ani jeden radiowóz, nie przechodzi żaden pracownik ochrony w charakterystycznym żółtym płaszczu. Macie czas na przypomnienie sobie wszystkich zapewnień o naszym bezpieczeństwie na lotniskach, o dodatkowych patrolach, o monitorowaniu podejrzanych pojazdów, bagaży, osób…

Po blisko godzinie na horyzoncie pojawia się samochód holowniczy. Potężny kierowca, który się z niego wytacza, nie jest zadowolony z faktu, że musiał tu tak wcześnie przyjechać. Niestety i on nie może pomóc, bo nie ma żadnych narzędzi do otwierania zablokowanych drzwi, ale nie ma się co martwić, nie zabierze auta na lawetę, ponieważ nie ma takiego nakazu od policji. Po co więc przyjechał? Też za bardzo nie wie, życzliwie jednak doradza, by włączyć migacze, by samochód nie wyglądał na podejrzany. Naprawdę?

Był to poranek dnia, w którym komendant główny chicagowskiej policji został zdymisjonowany.

Małgorzata Błaszczuk

fot.kaboompics/pixabay.com

Categories: Od redaktor naczelnej

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*