Święta z narodzeniem

Święta z narodzeniem

Bóg się rodzi! A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami.

Właśnie, niestety, nie do końca. Bo Słowo, wyśpiewywane rozgrzanymi wigilią głosami, mieszka tylko w kolędzie. Na co dzień nie mieszka. I nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej.

Świat zaakceptował nietolerancję, pogardę, nienawiść; nie robią na nim wrażenia wojny duże i małe, łgarstwa wypowiadane autorytetem polityków z najwyższej półki ani oszczerstwa rzucane bezkarnie: od pracowników zwykłych biur, poprzez wielkie korporacje, aż po sejmy, kongresy i izby wyższe, i niższe. Nie Słowo, ale pogarda zamieszkała między nami.

Boże Narodzenie, choć umownie obchodzone 25 grudnia, na pewno nie wydarzyło się nawet w okolicach tej daty. Ewangeliści nic nie mówią o konkretnym dniu narodzenia Jezusa, są też spore trudności z ustaleniem roku. Do końca nie wiadomo, dlaczego właśnie 25 grudnia wybrano na to święto. Można przypuszczać, że chrześcijanie, nie znając faktycznej daty narodzin Chrystusa, zdecydowali się na tę symboliczną datę, czyli dzień przesilenia zimowego, także by obchodzonemu w tym dniu w Rzymie pogańskiemu świętu narodzin boga Słońca przeciwstawić narodzenie Boga-Człowieka. Inna hipoteza mówi o tym, że wybór 25 grudnia jest uzasadniony faktem, iż za poczęcie Chrystusa przyjmuje się datę 25 marca, zatem Jego narodzenie powinno przypaść na 25 grudnia.

Dlaczego to wszystko Państwu przypominam? Otóż dlatego, że od początku chrześcijanie „umówili się” i to ich połączyło w takim stopniu, że dziś są największą grupą religijną na świecie, liczącą 2,2 mld wiernych i stanowiącą 32 proc. światowej populacji. Muzułmanie zajmują drugą pozycję (1,6 mld, 23 proc.). Trzecią największą grupę stanowią wyznawcy hinduizmu – 1 mld (15 proc.), następnie buddyści – 500 mln (7 proc.) i żydzi – 14 mln (0,2 proc).

Nam – chrześcijanom przez dwa tysiące lat z większym lub mniejszym sukcesem udawało się nam żyć w oparciu o elementarne podstawy wiary, w oparciu o dekalog oraz przykaz etyczny: mamy przekazywać miłość Boga oraz bliźniego (w tym miłować nieprzyjaciół). Miłość ma polegać nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących i krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa wyboru własnej drogi, którą każdy powinien szanować, podobnie jak Bóg to czyni względem każdego człowieka.

Ilu z nas rzeczywiście otworzyłoby drzwi i serca i posadziło przy stole bezdomnego, zakwefioną muzułmankę, Afroamerykanina, ortodoksyjnego Żyda? Albo nie daj Boże Syryjczyka, Palestyńczyka, Jemeńczyka? Bóg jest nasz – białych katolików. I nawet jeśli nagniemy się do tolerancji bożonarodzeniowej, to już w drugi dzień świąt możemy sobie odpuścić. Wracamy do codziennej retoryki, w której dużo, za dużo nietolerancji i elementarnego braku szacunku do drugiego człowieka.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia nam wszystkim życzę odważnego powrotu do korzeni. Bo oblicze najgorszego wroga nie ukrywa się pod turbanem. Możemy je ujrzeć w lustrze; musimy jednak mieć odwagę spojrzenia sobie w oczy. W Wigilię szczerze pogadajmy z samym sobą. To może być nasze dosłowne Boże Narodzenie.

Małgorzata Błaszczuk

fot.Pexels.com

Comments

  1. Piotr
    Piotr 26 grudnia, 2017, 11:41

    Jak mawiał Pawlak z filmu „Sami swoi” „…ot mądrego warto posłuchać”. Życzę całej redakcji wszystkiego najlepszego i więcej optymizmu: „Bóg się rodzi, moc truchleje…”

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*