Słowa kamienie

Słowa kamienie

Był listopadowy późny wieczór, kiedy zadzwonił dzwonek. Za drzwiami stało czterech funkcjonariuszy ICE, a przed domem dwie suki z włączonymi kogutami, które rozświetlały ciemną ulicę. Zapytali, czy w domu jest „NN”. Bez zastanowienia odpowiedziałam – zgodnie z prawdą, że jest. Weszli, upewniwszy się wcześniej, że nie mam problemu z wpuszczeniem ich do środka, ponieważ mają tylko przypuszczenie, że pod tym adresem znajduje się osoba, której szukają. Byli zasadniczo grzeczni.

Poszłam na piętro do zajmowanego przez NN wraz z żoną i dzieckiem pokoju, żeby powiedzieć o wizycie gości. 3-letnia Zosia już spała, jej rodzice szykowali się do snu. Rodzina jednak została natychmiast postawiona w stan pogotowania, choć nikt nie zdawał sobie sprawy z dalszego przebiegu wypadków. A rozegrały się one błyskawicznie.

Po potwierdzeniu tożsamości zażądano od NN wyjęcia sznurówek z conversów i wyciągnięcia paska ze spodni. Chwilę później dwóch funkcjonariuszy tygrysim ruchem znalazło się za NN – jeden szarpnął mu ręce do tyłu, drugi zapiął na nich kajdanki.

Zosia przylgnęła do nogi ojca i zaczęła płakać. Jeden z policjantów zasadniczym tonem kazał kobiecie zabrać dziecko. Ale ona zaczęła pytać, co się dzieje, dlaczego zabierają męża, gdzie go zabierają. Odpowiedź, która padła, upewniła mnie, że jestem świadkiem jakiejś alternatywnej rzeczywistości. „Nie możemy powiedzieć. Jutro się dowiedz na posterunku w …..” – padła odpowiedź. „I zabierz dziecko” – tym razem w poleceniu nie było już zasadniczości, tylko rozkaz, bez marginesu na dyskusję.

NN nachylił się, żeby pocałować żonę. Policjant go zablokował, drugi popchnął do wyjścia. Wyszli. Zostały matka i dziecko. Obie płaczące.

Łukasz Niec z Kalamazoo nie jest moim znajomym. Ale ponieważ w innym czasie i w innym miejscu byłam świadkiem wizyty policji imigracyjnej i aresztowania NN, bez trudu mogę sobie wyobrazić co wydarzyło się w domu 43-letniego Polaka. Policjanci są oszczędni w przekazie werbalnym i jeszcze bardziej w emocjonalnym, nie trwonią czasu. Akcja jest szybka, a szok osób w nią zaangażowanych sprzyja tempu przeprowadzenia akcji.

Staram się zrozumieć, że ktoś kto nie ma podobnego doświadczenia, może z łatwością zabierać głos w dyskusjach internetowych, zamieniając się w surowego sędziego deportacyjnego, niejednokrotnie pana boga, a najczęściej po prostu w zwykłego hejciarza. Jednak czytając komentarze internautów pod informacją o aresztowaniu Polaka, można być wdzięcznym losowi, że ci najbardziej zacietrzewieni nie są agentami ICE, bo gdyby trafił im się w ręce ich rodak, to pewnie przy aresztowaniu jeszcze dodatkowo by skopali, wykuli któreś oko, obcięli język, a przynajmniej jedną rękę.

Temperatura dyskusji internetowej, która rozpętała się pod informacją z Michigan nie pozostawia żadnych wątpliwości, że z empatią większości z nas nie jest po drodze, podobnie jak z odrobiną wyobraźni. Łukasz Niec, który od lat jest rezydentem USA, ma w swojej historii kryminalnej wykroczenia podobne wielu innym życiorysom. Również życiorysom wielu najbardziej radykalnych internautów.

Jak to jest w Ewangelii według św. Jana? „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci (w nią) kamieniem”?

Małgorzata Błaszczuk

fot.ICE.gov

Categories: Od redaktor naczelnej

Comments

  1. Adam
    Adam 29 stycznia, 2018, 09:47

    Taka prawda… polak polakowi zawsze podetnie skrzydla, podkapuje, zniszczy czlowiekia. Taka nacja. Przykre 🙁

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*