Senatorski występ(ek)

Jeff Flake
fot.Michael Reynolds/EPA

Republikański, konserwatywny senator z Arizony Jeff Flake odchodzi na polityczną emeryturę w świetle fleszów, kamer telewizyjnych i pasków z breaking newsami. Wszystko za sprawą swojego wystąpienia w Senacie, gdzie w emocjonalnym przemówieniu wprost, ale w wyszukanych figurach retorycznych, zaatakował prezydenta.

Flake, który od 2016 r., czyli od czasu wyboru Donalda Trumpa na kandydata Partii Republikańskiej, nie krył zdecydowanej krytyki pod jego adresem, od początku uważał, że biznesmen do polityki wprowadza „nową normalność”. I to na nią nie dawał przyzwolenia, co wybrzmiało dosadnie we wtorkowym przemówieniu w Senacie. Czy będzie ono miało ciąg dalszy? Raczej nie taki jak konfrontacja Welch – McCarthy i słynne pytanie o zwykłą przyzwoitość skierowane do komunizującego senatora.

„Nigdy nie powinniśmy się do tego grubiańskiego krajowego dialogu przyzwyczaić, ani go zaakceptować” – mówił Jeff Flake. I grzmiał dalej: „Nie wolno nam pokornie akceptować codziennego dzielenia naszego kraju, ataków personalnych i gróźb przeciwko zasadom wolności i instytucjom, rażącego lekceważenia prawdy i przyzwoitości. To lekkomyślne prowokacje wywołane błahymi czy personalnymi powodami, które nie mają nic wspólnego z ludźmi, dla dobra których zostaliśmy wybrani. Żadna z tych odrażających form naszej obecnej polityki nigdy nie powinna być uważana jako norma”.

Mimo iż Flake może wydawać się bohaterem tygodnia i na mniej zorientowanych w polityce zostawić wrażenie świętego, który dokonuje politycznego samospalenia w imię wartości, to jednak na taką szarżę pozwalała mu czysta kalkulacja przedwyborcza.

Bo Flake w gruncie rzeczy niewiele traci, idąc na emeryturę. Jego reelekcja w 2018 r. stała pod znakiem zapytania od dość dawna. Największym problemem polityka z Arizony byli wyborcy niezdecydowani, którzy albo go nie znają, albo go nie lubią. Dlatego w prawyborach bardzo duże szanse na zdobycie republikańskiego mandatu ma była stanowa senator Kelli Ward, ciesząca się zresztą poparciem Steve’a Bannona i Donalda Trumpa. Przeciwko niej wystartuje demokratka Kyrsten Sinema.

Innymi słowy Flake wykorzystał swoje momentum i zamiast wydawać pieniądze na wykrwawiającą kampanię, postanowił na koniec wyartykułować na najwyższym forum zarzuty, które od dawana antyprezydenckie skrzydło republikanów przemycało. Bo w krytyce Trumpa Flake nie jest odosobniony; także odchodzący na emeryturę republikański senator z Tennessee Bob Corker, który jest szefem senackiej komisji spraw zagranicznych, nieraz akcentował, że „prezydent wielokrotnie mijał się z prawdą”.

Dodatkowo odejście Flake’a z polityki to duża ulga dla prezydenta i jego stratega Bannona, który na łamach swojego ultraprawicowego portalu nazywał go wprost „naszym najgłupszym republikaninem”.

Oczywiście prezydent Trump nie byłby sobą, gdyby w swoim stylu nie zareagował na wystąpienie senatora, którego uznał za „demokratę”. Ale prawda jest taka, że bardziej stanowczego republikanina, stojącego na straży wartości konserwatywnych, trudno w tej partii znaleźć. Flake słynął z tego, że reprezentuje Partię Republikańską z ludzką twarzą w oparciu o wartości, od których nie zdarza mu się odchodzić na rzecz politycznego kompromisu. Innymi słowy trudno było o bardziej republikańskiego republikanina.

Dlatego największy problem prezydenta polega na tym, że Flake is not fake.

Małgorzata Błaszczuk

Categories: Od redaktor naczelnej

Comments

  1. Ezy
    Ezy 1 listopada, 2017, 09:41

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*