Rozmowy o tożsamości

Przed tygodniem w ramach trwającego Miesiąca Dziedzictwa Polskiego odbyło się w Chicago spotkanie trzech autorów, Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy swoje książki poświęcili bolesnej historii własnych rodzin. Donna Urbikas, Barbara Rylko-Bauer i Greg Archer opowiedzieli o tożsamości zbudowanej na przeszłości swoich najbliższych. Spotkanie zatytułowano „Siła tożsamości”.

Ta jedna z wielu odbywających się w październiku imprez, mających pokazać bogactwo naszej polskości w Ameryce, uświadomiła mi zarówno nośność, jak i wielowymiarowość tego przekazu. Tożsamość na obczyźnie ma bowiem inny kolor niż ta w kraju. Jest intensywniejsza, bardziej wycyzelowana i nieco zmitologizowana. I ciągle nie została jeszcze do końca zawłaszczona. Odnosi się także na pewno do trzech z pięciu wymienionych przez Leszka Kołakowskiego kryteriów stanowiących o tożsamości narodowej: istnienia „ducha narodowego”, pamięci historycznej i odniesienia w czasie (tu legendy, historia, odpowiedzialność za przeszłość, ochrona dobrego imienia, ochrona przeszłości).

Poza krajem dzięki tożsamości czujemy się przynależni, zdefiniowani i zakotwiczeni. Nie można chcieć więcej. A jednak zakończenie rozmowy o tożsamości w tym miejscu byłoby uproszczeniem bardzo ważnego dyskursu o nas samych, o naszym psychologicznym genogramie narodowym.

Dziś, w dobie trwającego procesu powrotu do państw narodowych, tożsamość nabrała bowiem wymiaru wizerunkowego. Kwestie tożsamościowe stały się jednym z mechanizmów manipulacji politycznej, a słowo „siła” w połączeniu z tożsamością niejednokrotnie oznacza także niebezpieczny populizm, który wyciąga zakurzonych kontrowersyjnych bohaterów – jednym nadaje godność, innym ją odbiera, dotychczas wykluczonych czyni przywódcami.

Poczucie współplemienności, teoretycznie niemal jednoznaczne z tożsamością, w wielu krajach oznacza obecnie przynależność do obozu rządzącego, resztę mając za niegodnych narodu pariasów. Dynamika takiej narracji pokazuje siłę manipulacji tożsamością i jej moc autodestrukcyjną, prowadzącą do wewnętrznych podziałów i samosądów.

Dlatego wybieram tożsamość narodową na obczyźnie. Jest jak szkło powiększające ducha narodowego, jest przyjaźniejsza i ciągle jeszcze nie tak bardzo skażona zawłaszczeniami politycznymi. Cieszę się naszymi wizytówkami polskości: niepowtarzalnymi tradycjami, pielęgnacją języka, polskimi szkołami, artystami, paradami i Amerykanami polskiego pochodzenia, którzy niejednokrotnie są bardziej polscy niż Polacy wprost znad Wisły.

I na tę okazję wolę nie pamiętać, że historia już pokazała, że ekstremalna forma tożsamości, która ewaluowała w stronę nacjonalizmu, ma siłę destrukcyjną.

Małgorzata Błaszczuk

Categories: Od redaktor naczelnej

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*