Reality show w Cleveland

Reality show w Cleveland

Każdy dzień konwencji Partii Republikańskiej w Cleveland zapewnia atrakcje, jak w najlepszym reality show. Nieprzewidywalność uczestników trzyma widzów przed telewizorem. Zarówno tych, którzy uwielbiają koncepcję programu, jak i przeciwników, którzy jednak wytrwale śledzą zachowania uczestników, by się oburzyć na każdy kolejny zwrot akcji. A tych Ohio dostarcza aż w nadmiarze.

Można było przewidzieć, że konwencja będzie burzliwa, bowiem kontrowersje wokół kandydata, który miał dostać oficjalne partyjne namaszczenie, były wpisane w scenariusz. Ten jednak (scenariusz, bo kandydat zrobił to już dawno) wymknął się spod kontroli.

Najpierw była próba buntu przeciwników Trumpa, którzy chcieli zablokować jego partyjną nominację do Białego Domu. W Quicken Loans Arena, gdzie odbywała się konwencja, wybuchł prawdziwy chaos, po tym jak grupa oponentów Trumpa zgłosiła wniosek o głosowanie mające rozstrzygnąć czy delegaci mogą zmienić zdanie i odmówić mu poparcia. Zarządzone w tej sprawie przez Steva Womacka voice vote zamiast roll call vote można w lekkim tłumaczeniu przedstawić jako głosowanie przez wydzieranie, zamiast cywilizowanego liczenia podniesionych rąk. Delegaci dwukrotnie wydobyli z gardeł co płuca dały „Aye” lub „No”. O tym, że wiosek puczystów upadł, zadecydowało ucho kongresmana Womacka.

Myliłby się ten, kto uznałby, że był to przełom, po którym można spodziewać się już tylko happy endu. Konwencja jednak dopiero się rozkręcała. Ośmieleni delegaci, którzy dotychczas byli przyzwyczajeni do skrupulatnie wyreżyserowanych widowisk partyjnych zrozumieli, że są producentami i głównymi bohaterami tego show. Poczucie wolności wyzwoliło reakcje spontaniczne i dalekie od wizerunku stateczności konserwatystów.

Doświadczył tego niemal namacalnie Ted Cruz wybuczany w czasie swojego przemówienia, kiedy hala zorientował się, że nie udziela poparcia Donaldowi Trumpowi. Później musiano odciągać krewkich delegatów, którzy gotowi byli senatorowi przyłożyć. Wyprowadzona w eskorcie żona senatora Cruza oraz odmowa przyjęcia go w prywatnym apartamencie przez jego głównego sponsora Sheldona Adelsona, dopełniły dramatyzmu. Cruz popełnił polityczne harakiri na oczach 50 tys. ludzi w hali i milionów przed telewizorami.

A wydawało się, że po przyłapaniu Melanii Trump na plagiacie najbardziej dramatyczny zwrot akcji mamy za sobą.

Ale reality show, który zamienił się w międzyczasie w docudramę, może mieć światowe reperkusje polityczne. Wolność słowa nie zwalnia z odpowiedzialności za nie. Oficjalny kandydat republikanów zapowiedział, że jako prezydent nie zagwarantuje obrony krajom sojusznikom USA w NATO, jeśli nie wypełnią one swoich zobowiązań wobec Ameryki. Warto pamiętać, że jest wśród nich Polska, a ocena wypełniania rzeczonych zobowiązań może się okazać subiektywną oceną nowego prezydenta i jego sympatii.

Ale co tam sojusznicy. Powróćmy na zakończenie do Quicken Loans Arena i spektakularnego pojawienia się na scenie Donalda Trumpa w wieczór oficjalnej nominacji. Hollywoodzkie wejście na scenę w białym świetle i oparach – z pewnością przejdzie do historii, mimo że coraz bardziej można mieć wrażenie że są to opary absurdu.

Małgorzata Błaszczuk

Na zdjęciu: Donald Trump fot.Michael Reynolds/EPA

Categories: Od redaktor naczelnej

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*