Oko w oko z Kościuszką

Nowy i stary most Kościuszki w Nowym Jorku fot.Jim.henson/Wikipedia

Przed kilkoma dniami w Nowym Jorku Uberem jechałam na lotnisko. Za kierownicą siedział 30-letni Rosjanin, rodem z Moskwy. Mimo że dystans nie był daleki – potworne korki uwięziły nas na dłużej. Wymieniliśmy ogólne uwagi o polityce polsko-rosyjskiej, batiuszce Putinie oraz napiętej sytuacji pomiędzy Koreą Północną a Stanami Zjednoczonymi. W końcu zeszło na przyczynę makabrycznych korków. Wołodia od razu z przekąsem oznajmił: – To wina tego waszego Koscjuszki – i nie ukrywał przy tym satysfakcji. Okazało się, że trwa wielkie sprzątanie po wysadzeniu starego mostu Kościuszki łączącego Greenpoint z Maspeth. O ironio, 78-letnia konstrukcja zapadła się w dniu Parady Pułaskiego.

Miasto ma już nowy most – dzięki staraniom nowojorskiej Polonii z zachowaną oryginalną nazwą, chociaż ciągle nie do wymówienia zarówno przez wielu nowojorczyków, jak i przez samego gubernatora stanu Andrew Cuomo, który brał udział w otwarciu blisko dwukilometrowego przęsła. Przed ukończeniem konstrukcji pojawiały się alternatywne propozycje, w tym „K-Bridge, lub użycie inicjałów „TK”. Polonia była jednak nieprzejednana: ma być Kościuszko.

Na pylonach nowego mostu umieszczono zdjęte ze starego przęsła pamiątkowe tablice z nazwiskiem generała. Żeby się utrwalało.

Tak oto nowojorski Kościuszko ma swoje drugie życie. Ma swoje drugie życie także i chicagowski Kościuszko.
Pomnik generała dłuta Kazimierza Chodzińskiego w 1904 r. odsłonięto w Humboldt Park. W uroczystości wzięło wówczas udział 50 tys. osób. Przez lata, także w 1918 r., to miejsce miało symboliczny dla Polonii charakter. W 1978 r. przeniesiono pomnik nad jezioro Michigan, w jedno z najbardziej spektakularnych turystycznie miejsc, na Solidarity Drive, tuż koło Shedd Aquarium. W 2008 r. renowację pomnika przeprowadzał ceniony w Chicago konserwator Andrzej Dajnowski, który namęczył się przy generale, o którym mówił, że „nie jest łatwym facetem”. Porządnie zabrudził kamień, poplamił się i powyszczerbiał. Ale Andrzej dał radę Tadeuszowi, o czym podczas konserwacji opowiadał w materiale, który realizowałam dla polskiej telewizji. I to właśnie wtedy miałam jedyną w swoim rodzaju okazję, by na rusztowaniu spotkać się oko w oko z generałem. Bezcenne.

W 2008 r. przy demontażu cokołu pomnika znaleziono kapsułę czasu. A w środku – dokumenty, numery polonijnych gazet (w tym „Dziennika Związkowego”), biuletyny polonijnych organizacji, medale pamiątkowe i list ówczesnego prezesa Związku Narodowego Polskiego – Alojzego Mazewskiego. Wszystko z 1978 roku.

Każdy zapytany dziś Polak niemal bez zastanowienia powie, że Kościuszko to bohater dwóch narodów. Jednak przy okazji przypadającej na 15 października dwusetnej rocznicy śmierci Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej warto pamiętać, że ten genialny inżynier i strateg ma więcej niż jedną ojczyznę. Za swojego bohatera mają go Polacy, Białorusini, Litwini i Amerykanie.

Mój nowojorski kierowca Wołodia, po wstępnej złośliwości przypisującej nowojorskie korki Kościuszce, dopytał ze szczerymi tym razem intencjami, czy był to ktoś ważny. Wybrałam historyczną drogę na skróty. Ale opowiedziałam o spotkaniu z Franklinem i przyjaźni z Jeffersonem, i podarunkach dla wodza indiańskiego. Z tej krótkiej prezentacji na moskwiczaninie jednak tylko jedno zrobiło prawdziwe wrażenie, okraszone gwizdem podziwu. „You said – gienieral… It means, he must be a hero”.

Z niekłamaną satysfakcją pomyślałam, że to moja mała cegiełka w trwającym Roku Kościuszkowskim.

Małgorzata Błaszczuk

Categories: Od redaktor naczelnej

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*