Niełatwa rozmowa o wdzięczności

Niełatwa rozmowa o wdzięczności

Każdy z nas ma na sumieniu jakąś bombonierkę, kawę, drobiazg, niektórzy także kopertę z wdzięcznością. Bo nie wypada nie podziękować, nie można zostawać z długiem wdzięczności, to trzeba jak najszybciej załatwić…

Kto i jak dalece jest wdzięczny i oczywiście za co, to temat strywializowany, wyszeptywany towarzysko, zarezerwowany dla obliczeń budżetu rodzinnego. Ale to wielkie uproszczenie.

Bo tak naprawdę rozmowa o wdzięczności należy do kręgu tematów wielkich, filozoficznych, światopoglądowych, antropologicznych. Jest tym, co nas określa, opisuje, definiuje, jest częścią człowieczeństwa. Tematem, którego nie wolno sprowadzać do: ile komu i za co…

Jest taki cytat w „Przebudzeniu” Anthony’ego de Mello SJ: „Mówisz, że ja ci pomogłem. Była to moja przyjemność, tańczyłem mój taniec. Pomogło ci to, no to cudownie. Przyjmij moje gratulacje. Niczego mi nie zawdzięczasz”.

W tych kilku prostych zdaniach jest oczywiście drugie dno. Duchowe. Po pierwsze czysta, altruistyczna chrześcijańska pomoc ma sens tylko wtedy, kiedy nie oczekuje wdzięczności. Bo pomagając komuś, pomagamy sobie. Ale jak to „niczego mi nie zawdzięczasz”?! To wielkie wyzwanie dla otrzymującego pomoc. Bo naturalnym odruchem jest chęć podziękowania, odwdzięczenia się. Tymczasem i tutaj ojciec de Mello obdziera nas z dobrego samopoczucia: „Coś daję i zarazem coś otrzymuję. Racja. Pomagam, daję, ale i w zamian dostaję. Pięknie. Prawdziwe to i uczciwe. Ale to nie jest dobroczynność, to po prostu oświecona interesowność”.

I powiedzcie Państwo, że rozmowa o wdzięczności należy do łatwych?

Dzisiaj, jak nigdy dotychczas, mamy szansę, by się w tym teście hinduskiego jezuity sprawdzić. Mamy szansę pomóc, nie oczekując wdzięczności, przetestować nasze chrześcijaństwo na podobieństwo ewangelicznego „byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie…”. Ilu z nas, zdeklarowanych katolików, będzie umiało wcielić w życie taki akt pomocowy, nie do tysięcy, które przypływają na pontonach, ale do jednej rodziny, jednej osoby? Bez oczekiwania na wdzięczność. Ilu z nas jest gotowych otworzyć swoje drzwi i wzorem byłego prezydenta Wałęsy nie „ustalać tego wcześniej z żoną”?

Skoro rozmawiamy o wdzięczności, zanim zmierzymy się z wielkimi wyzwaniami naszego człowieczeństwa, pozwólcie Państwo, że na koniec podzielę się swoim doświadczeniem. Przed czterema laty moja rodzina otrzymała od niezwykłej chicagowskiej Polonii pomoc, która przerosła najśmielsze oczekiwania.

I do dziś nie znajduję słów, by powiedzieć Wam „dziękuję”.

Małgorzata Błaszczuk

fot.pixabay.com

Categories: Od redaktor naczelnej

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*