Tym razem Nowy Jork zaskoczył zimę

Nie sprawdziły się przewidywania kolejnej katastrofy śnieżnej, jaka miał uderzyć w Nowy Jork z wtorku na środę.  Tym razem stało się tak, jak obiecał burmistrz Michael Bloomberg. Służby miejskie nie dały się zaskoczyć zimie i same ją zaskoczyły. Komu zależało na wcześniejszym paraliżu miasta – o tym pisze z Nowego Jorku nasz korespondent…

fot. P.Małecki/ Taki stan ulic w Nowym Jorku całkowicie zadawala jego mieszkanców

Pługi śnieżne zaczęły jeździć, gdy tylko na jezdnie spadł pierwszy centymetr śniegu, a ich stukot słychać był przez całą noc.  Spadło go może 10 cm, ale był natychmiast spychany na pobocza. Praktycznie, nie ma  nieprzejezdnych ulic, ani mowy o paraliżu, jaki dotknał miasto po opadach 26 i 27 grudnia ub. roku.

Nowojorczycy łączą ten fakt nadzwyczajnej skuteczności  działania Sanitation Department czyli miejskich służb oczyszczani miasta, z oficjalnym śledztwem, jakie miasto wszczęło po informacjach, że to one same spraliżowały Nowy Jork swoją bezczynnością podczas niedawnej śnieżycy.  Do radnego miejskiego, a poprzednio policjanta i prokuratora, Dan Hallorana zgłosili się pracownicy departamentu z informacją, że  związki zawodowe „oczyszczaczy” kierowane przez  ich szefa, Harry Nespoli „zaleciły” nie śpieszenie się z usuwaniem śniegu, po to, aby pokazać burmistrzowi Bloombergowi, jak bardzo są potrzebni oraz wymusić na nim decyzję o zatrudnieniu nowych 400 pracowników.  Zgodnie z literą „prawa Taylora” zakazującego strajkowania służbom, od których zależy funkcjonowania metropolii i bezpieczeństwo obywateli, gdyby udało się dowieść, że to, co się działo w Nowym Jorku było takim strajkiem, czegałyby ich procesy sądowe i – w perspektywie – odszkodowania. Paraliż wywołany opadami śniegu spowodował m.in. śmierć przynajmniej kilku osób, do których na czas nie dotarło pogotowie. Szczególnie wstrząsający był przypadek 22-letniej studentki, która po 9 godzinach od wezwania karetki do porodu dziecka, urodziła je sama w hallu swego budynku. Niestety, niemowlę zmarło.

Nic dziwnego, że służby dochodzeniowe nowojorskiego Ratusza, a także federalne organy ścigania prowadzą śledztwo dotyczące tego, kto „pomagał” zimie zaskoczyć Nowy Jork.

fot. P.Małecki/ Służby miejskie pod okiem policji usuwają każdy centymetr śniegu

W środę na ulicach Wielkiego Jabłka widocznych było wiele pojazdów policyjnych najwyraźniej monitorujących prace służb miejskich.  

Udało nam się dotrzeć do zatrudnionego w Sanitation Department  Polaka, który godzi się na krotką rozmowę  po zagwarantowaniu pełnej anonimowości. Według naszego rozmówcy: „Robota w Sanitation to są ‘miody’. Płace bardzo wysokie, świetne ubezpieczenia i benefity. Czekałem cztery lata, aby się tu dostać i nie spie…olę tego ‘kapowaniem’ na naszą unię. Harry Nespoli to gigant, gościu o takich wpływach, że nikt słowa przeciw niemu nie powie. Dajcie mi spokój, ja chcę mieć tę robotę i zdrowie”.

Dopytywany o słowo ‘zdrowie’ zaraz dodaje, że chodzi o ewentualne… przeziębienie, o jakie zimową porą nie jest trudno. Rodak zapewne wie co mówi.  Nowojorska „oczyszczalnia” to  firma zdominowana od lat przez Włochów i Irlandczyków. Są rodziny, które w tym miejskim departamencie pracują od kilku pokoleń i  fach ten „dziedziczą”.

Patryk Małecki, Nowy Jork

Categories: Nowy Jork
Tags: Nowy Jork, zima

Comments

  1. Kasia z NY
    Kasia z NY 12 stycznia, 2011, 12:06

    Dzis osniezylam auto w 10 minut i pojechalam do pracy okolo 6,5 mili. Najpierw ulica osiedlowa, potem glowna aleja Queens Boulevard i znowu ulicami dzielnicowymi. Wszedzie widac bylo prace Santation. Wielka roznica w porownaniu z koncem grudnia.
    W NY. mowi sie, ze burmistrza Bloomy’ego ktos cchcial poprzednio wpuscic w maliny

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*