(Nie)pokonani. Odejść można wiele razy

(Nie)pokonani. Odejść można wiele razy

Odejść można wiele razy

Opowieść Sylwii

Radzenie sobie z przemocą domową i życie w takich warunkach to oksymoron. Nie jest realne. Człowiek staje się kimś, kim nigdy nie przypuszczał, że zostanie.

Ja stałam się mistrzynią manipulacji. Nie miałam innego wyjścia. Wiem, manipulacja ma złe konotacje, ale w sytuacjach tak drastycznych jak przemoc domowa jest prawie niezbędna do przeżycia. Każdy dzień jest jak gra w szachy: wstajesz rano i planujesz kilka ruchów, rozważasz kilka możliwości i starasz się przewidzieć ich konsekwencje. Już wiesz, że musisz unikać niebezpiecznych, często zagrażających życiu twojemu i twoich dzieci, sytuacji.

Jednym z największych mitów i totalnych absurdów jest ogólne przeświadczenie, że kobieta nie odchodzi od swojego oprawcy, bo „najwidoczniej nie dostała jeszcze w mordę wystarczająco mocno”. Jest to jedno z najbardziej prostackich, infantylnych i obraźliwych stwierdzeń niedoinformowanych tumanów, którzy nigdy (jeszcze) nie znaleźli się w tak tragicznej sytuacji.

To, ile, jak mocno, jak często, kiedy, w ciąży czy nie, w domu czy publicznie, przy dzieciach czy przy rodzicach, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Czy dostaniesz tak mocno, że stracisz kolejną pracę, czy facet zabierze ci pieniądze i nie wróci na noc, czy narobi ci wstydu przy rodzinie – żadna z tych sytuacji nie musi i często nie powoduje odejścia.

Przychodzi po prostu taki moment, że już nie możesz, że masz już dość, że wiesz, że nie dasz już rady i że tym razem nie obrócisz się za siebie, nie odbierzesz telefonu, nie powiesz rodzinie, że idziesz się spotkać tylko po to, żeby porozmawiać, wiedząc, że idziesz po to, żeby wrócić.

Jesteś tak wycieńczona wewnętrznie, tak totalnie pozbawiona wszystkiego, co miałaś i kim byłaś, że wiesz, że albo wstajesz i idziesz, albo facet cię zabije. Ale kobiety często tego nie rozumieją, nie widzą, a przede wszystkim nie biorą poważnie.

Odejście z tak niebezpiecznego związku jest często wielkim zagrożeniem. Rodzina jest jakąś opcją. Dla mnie nie była, ale są rodziny, które są na tyle blisko, na tyle silne i trzymają się na tyle razem, żeby sobie w takich sytuacjach pomóc. Decydując się na zamieszkanie z rodziną, trzeba pamiętać, że stawiamy ją także w niebezpieczeństwie. Oprawca tracąc swoją ofiarę, panikuje i często posuwa się do ostateczności, żeby ją odzyskać.

Jednym z bardziej drastycznych, ale najbardziej pomocnych posunięć, jest zamieszkanie na krótki okres w ośrodku dla kobiet, ofiar przemocy domowej. Takie miejsca oferują pomoc terapeutyczną, włączają się w znalezienie mieszkania i pracy. Tutaj uzyskasz bezpłatną pomoc prawną przy rozwodzie, przejęciu praw rodzicielskich czy ustabilizowania sytuacji imigracyjnej. Możliwości jest naprawdę wiele, szczególnie dla tych, którym naprawdę szczerze zależy na tym, żeby zacząć od początku. Ośrodki są anonimowe. Kobieta nie zna adresu do momentu przyjazdu. W chwili, kiedy zechce się nim podzielić ze swoim mężczyzną, traci dach nad głową.

Nie ma innego wyjścia z przemocy domowej – albo odejdziesz, albo umrzesz.

Sylwia B.

niepokonani
Jest wiele sposobów, aby odejść. Odejście nie jest krokiem, jest procesem. Może się udać za pierwszym razem, ale prawdopodobnie wymaga poświeceń i cierpliwości. Odejść można wiele razy. Ten ostateczny krok przyjdzie znienacka, kiedy już ma się dosyć i jest się gotowym. Po wielu próbach będziesz wiedzieć, że jest to ten czas, że to już koniec przemocy, upokorzeń, wyzwisk, kontroli oraz kłamstw. Będziesz mieć siłę, a jeśli ciągle jej w sobie nie znajdujesz, są osoby i instytucje, które ci w tym pomogą. Wystarczy wyciągnąć rękę i zadzwonić. Nikt tego jednak za ciebie nie zrobi.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, jak pomóc sobie lub członkom twojej rodziny, zadzwoń po darmową pomoc:

Zrzeszenie Polsko-Amerykańskie 773-427-6331, 773-427-6333

Life Span 312-408-1210, 847-824-0382

Catholic Charities 312-655-7700

Wejdź na stronę

www.mercyhome.org/womens-shelters

aby znaleźć więcej informacji na temat ośrodków pomocy.

Kasia Kaczmarczyk

fot.Dariusz Lachowski

Categories: Niepokonani

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*