Homo ekstremum. Szaleństwo w oczach… innych

Uprawianie sportów ekstremalnych może dostarczać silnych wrażeń i sprawiać dużo satysfakcji, ale jak udowodnił ostatni wypadek podczas pokazów lotniczych w Ohio – często grozi też utratą życia. Akrobatka Jane Wicker zginęła razem ze swoim pilotem Charlesem Schwenkerem podczas Vectren Dayton Air Show. Gdzie kończy się ostra jazda i widowiskowy spektakl, a zaczyna obłęd graniczący z samobójstwem?

Base jumping z budynku fot. Wikimedia Commons

Base jumping z budynku fot. Wikimedia Commons

Rdzenni mieszkańcy wysp Vanuatu na Pacyfiku zapoczątkowali skoki na bungee, które wykonywali w ramach tradycyjnego rytuału. Co popycha do tego dzisiejszych wyczynowców? Bo raczej nie dobroczynny wpływ wysiłku fizycznego na zdrowie. To próba samokontroli, zapanowania nad sobą w niebezpiecznej sytuacji, wytrzymałości fizycznej i psychicznej, koncentracji… i w końcu – zastrzyk adrenaliny, zwanej hormonem walki i ucieczki (fright or flight), bo to ona napędza do działania w trudnej sytuacji, podwyższając ciśnienie, uwalniając kwasy tłuszczowe i zwiększając poziom glukozy we krwi.

Rodzajów sportów ekstremalnych jest wiele i coraz częściej ogranicza je jedynie wyobraźnia. Oprócz najbardziej znanych, takich jak BASE jumping (buildings, antennas, span, earth jumping – skakanie ze spadochronu z obiektów takich jak budynki, wieże, mosty, wzgórza bez zapasowego spadochronu), spływów górskich, wyczynowej jazdy na BMX-ie, akrobacji narciarskich czy nurkowania głębinowego, spotykamy też coraz dziwniejsze, jak surfowanie na fali spiętrzonej przez obrywający się lodowiec, który to wyczyn powtarza od 2007 roku Garrett McNamara, rekordzista świata w surfowaniu na największej fali.

To, czy sport zaliczymy do ekstremalnych zależy też od uwarunkowań terenowych i pogodowych. Ale zdziwią się ci, którym mocne wrażenia kojarzą się tylko z otwartą przestrzenią. Równie proszące się o kontuzje mogą okazać się freerunning i parkour, zapoczątkowane we Francji sporty miejskie polegające na przebyciu wyznaczonej trasy z przeszkodami, ale tak, by ich nie omijać, a pokonywać i czy jest to ściana czy latarnia – nie ma najmniejszego znaczenia. Obowiązuje przy tym cała gama technik, a sam sport przyczynia się do rozwoju subkultury i przeradza w filozofię życia.

Dlatego też często sporty ekstremalne uprawiają ludzie młodzi, kreatywni i chcący się wyróżnić. Przy tym muszą mieć mocne nerwy i lubić duże ryzyko. Ale nie jest to regułą, gdy wziąć pod uwagę rosnącą popularność supermaratonów takich jak Race Across America, inaczej RAAM, gdzie można startować zarówno indywidualnie, jak i w sztafecie, a kolarze mają do przebycia blisko 5 tysięcy kilometrów. Pokonują dystans o jedną trzecią dłuższy niż w Tour de France i mają na to dwukrotnie mniej czasu. Kolarze podczas wyścigu prawie nie śpią; zaburzenia świadomości mogą okazać się bardziej mordercze niż sam dystans. Prezes RAAM Fred Boethling, który dwa razy brał udział w wyścigu, tak komentował szaleńcze wyzwanie: – Człowiek zmaga się z żywiołem, drogą i w końcu z samym sobą.

Pasja i dążenie do podnoszenia umiejętności są charakterystyczne dla wszystkich rodzajów sportu, ale w przypadku sportów ekstremalnych uzależnienie, a co za tym idzie przybierające na sile dawkowanie adrenaliny, szczególnie narażają na niebezpieczeństwo. Za jeden z najniebezpieczniejszych sportów ekstremalnych uważa się wspomniany już BASE jumping, który ma najwyższy wskaźnik śmiertelności, a w niektórych krajach jego uprawianie jest zakazane, w tym w amerykańskich parkach narodowych, choć niekiedy można ubiegać się o specjalne pozwolenie. W przypadku BASE jumpingu nie można także pójść na żywioł, jeśli chodzi o wyposażenie. Specjalny spadochron może kosztować nawet 1 500 dolarów, nie licząc kosztów związanych z dodatkowym sprzętem i podróżami.

Warto jednak zwrócić uwagę, że intensywność naszego życia oswaja nas ze stanami euforii czy przełamywaniem zahamowań i jeszcze niedawno uważane za ekstremalnie, dziś takie sporty jak kolarstwo górskie i snowboard są dyscyplinami na igrzyskach olimpijskich (kolejno od 1996 i 1998 roku), i co roku słyszy się o „tłumie” chętnych szykujących się do podejścia na Mount Everest… Czyżby rósł w siłę nowy gatunek człowieka?

Anna Samoń

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*