Znowu koniec świata

fot.qimono/Pixabay.com

Koniec świata ma nadejść z hukiem; w Ziemię ma uderzyć tajemnicza planeta Nibiru. Co prawda w ostatnich latach do kolejnych końców świata zdążyliśmy się już przyzwyczaić, a najnowsza przepowiednia jest oparta na zupełnie nielogicznych przesłankach, ale gdyby miała się spełnić, na wszelki wypadek żegnamy się z czytelnikami. Zapowiadana przez św. Jana apokalipsa ma rozpocząć się już w najbliższą sobotę, 23 września.

Zwolennicy teorii o końcu świata w nadchodzącą sobotę powołują się na fragment z 12. rozdziału Apokalipsy św. Jana: „Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”.

Nibiru nadchodzi

Amerykański pisarz David Meade w swojej książce z ubiegłego roku pt. „Planet X: The 2017 Arrival” („Planeta X: Przybycie w 2017 roku”) pisze, że taki układ gwiazd i planet zaistnieje na naszym niebie 23 września, kiedy na tle słońca przejdzie gwiazdozbiór Panny, a pod nim znajdzie się rąbek Księżyca. Dodatkowo, po raz pierwszy od sześciu tysięcy lat w Pannie pojawi się Jowisz. Meade, który sam siebie nazywa „biblijnym numerologiem”, twierdzi, że w najbliższą sobotę w Ziemię uderzy tajemnicza, ciemna planeta Nibiru, krążąca do tej pory niezauważalnie w naszym układzie planetarnym. Siła uderzenia sprawi, że większość ludzkości zginie w wyniku trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów i powodzi spowodowanych gigantycznymi falami tsunami. Reszty dopełnią wojny i szalejące epidemie. Swoją przepowiednię pisarz „przyprawił” biblijnymi cytatami i szczyptą numerologii. Nadchodzący dzień sądu Meade łączy bowiem z liczbą 33, mającą określać odstępy czasu pomiędzy kolejnymi zapowiadającymi apokalipsę znakami. Jak zauważa autor przepowiedni, 33 razy w Starym Testamencie pojawia się imię Boga – Elohim. Jednym ze znaków wieszczących koniec dziejów miało być niedawne zaćmienie Słońca, obserwowane na terenie Stanów Zjednoczonych. Zwolennicy teorii apokaliptycznych uważają je za jedną z biblijnych plag. O nadchodzącej zagładzie ma również świadczyć szereg klęsk żywiołowych i katastrof, które w ostatnich tygodniach rzeczywiście przybierają na sile. Wieszczący apokalipsę pseudonaukowcy widzą znaki końca świata w huraganach Irma i Maria, trzęsieniu ziemi, które 19 września nawiedziło centralny Meksyk oraz w narastającym, potencjalnie nuklearnym konflikcie pomiędzy USA a Koreą Północną.

Rzeczywiście, kataklizmów ostatnimi czasy nie brakuje, ale łączenie ich z biblijną zapowiedzią końca ludzkości to daleko idące nadużycie. Kataklizmy naturalne i szalejące żywioły są jednak jak najbardziej realne, podczas gdy planeta Nibiru, pędząca rzekomo na nieuchronne zderzenie z naszą planetą – zwyczajnie nie istnieje. Poprawka – istnieje, ale wyłącznie jako byt mitologiczny i straszak używany przez apokaliptycznych wieszczów.

Nibiru – planeta, której nie ma

Tajemnicza planeta Nibiru już kilkukrotnie miała zniszczyć Ziemię, ostatni raz w 2012 roku. Planeta nie zniszczyła naszej cywilizacji, ale zawładnęła wyobraźnią i umysłami zwolenników teorii apokaliptycznych i spiskowych. Swoją ponurą sławę Nibiru zawdzięcza Zecharii Sitchinowi, autorowi książki pt. „Dwunasta planeta”, która ukazała się w 1976 roku. Sitchin nawiązuje w niej do sumeryjskiego mitu o planecie Nibiru, okrążającej Słońce raz na 3,6 tysiąca lat. Książka stała się bestselerem, a sam Sitchin zyskał sławę w pseudonaukowym światku.

Jego sławę przyćmił jednak bardziej medialny Erich Von Daniken, a świat zapomniał o Nibiru aż do roku 1997. Wtedy bowiem o tajemniczej planecie przypomniała Nancy Lieder, mieszkanka stanu Wisconsin, która na swojej stronie internetowej ogłosiła, że odbiera przekazy telepatyczne od kosmicznej rasy z układu Zeta Reticuli, którzy zainstalowali w jej mózgu miniaturowy odbiornik. Zetanie mieli przekazać Nancy Lieder informacje na temat zbliżającej się Planety X, którą część pseudonaukowego środowiska zidentyfikowało jako Nibiru. Według Lieder Planeta X miała uderzyć w Ziemię już w 2003 roku, ale do zapowiedzianej katastrofy nie doszło. Ba, nie doszło nawet do zaobserwowania przez astronomów tajemniczej planety. Lieder nie straciła jednak rezonu i przesunęła datę katastrofy na rok 2012, wtedy bowiem miał nastąpić, zgodnie z kalendarzem Majów, koniec dziejów.

Pomysł ogłoszenia końca świata podchwycił Patrick Geryl, pochodzący z Belgii autor takich bestselerów, jak „Proroctwo Oriona na rok 2012”, czy „Światowy kataklizm w 2012 roku”. Geryl – astronom, fizyk, archeolog i jasnowidz w jednej osobie – przewidywał, że 21 grudnia nastąpi nagła zamiana biegunów Ziemi i globalna katastrofa. Geryl przyczyn kosmicznej katastrofy upatrywał w nagłym rozbłysku słonecznej korony i sprawę zderzenia z Planetą X potraktował trochę po macoszemu, co nie przeszkodziło mu zbić fortuny na sprzedaży swoich apokaliptycznych książek. Od 2012 roku minęło już widocznie wystarczająco dużo czasu, by świat stał się gotowy na swój kolejny koniec. Biznesowego sukcesu pozazdrościł Gerylowi amerykański pisarz, zwolennik teorii spiskowych David Meade, który początkowo zapowiedział koniec świata na październik, ale ostatecznie ogłosił ostateczną datę – 23 września 2017 roku.

165 końców świata

Koncepcja końca świata jest znana ludzkości praktycznie od jej zarania. Starożytni Rzymianie zapowiadali go dwukrotnie – w 634 i 389 r. p.n.e. Od narodzin Chrystusa koniec świata miał nadejść już 165 razy, czyli średnio co 13 lat. Co ciekawe, częstotliwość mających nadejść końców świata jest odwrotnie proporcjonalna do postępu technologicznego i poziomu wiedzy naukowej na temat możliwych scenariuszy końca ludzkości, Ziemi i wszechświata.

W ostatnich latach koniec świata jest ogłaszany przynajmniej kilka razy do roku. Najgłośniejsze „końce świata” ostatnich dwóch dekad to „apokalipsy” z roku 1999 – przepowiadało ją ośmioro wizjonerów, a wśród nich najsłynniejszy, oprócz św. Jana, apokaliptyczny prorok – Nostradamus. Najgłośniejszy, milenijny koniec świata z roku 2000, przepowiadany był przez rekordową liczbę 14 wieszczów. Rekordzistą wśród apokaliptycznych wizjonerów był amerykański pisarz i radiowiec chrześcijański Harold Camping, który powołując się na Biblię, zapowiadał zagładę już sześć razy, za każdym razem przekładając datę ostatecznego końca ludzkości. W samym tylko roku 1994 Camping przepowiadał apokalipsę trzykrotnie. Po szóstej chybionej przepowiedni – 21 października 2011 roku, Camping i jego współpracownicy przestali odbierać telefony i postanowili unikać mediów. Za swoje błędne obliczenia Harold Camping otrzymał nagrodę Antynobla z dziedziny matematyki.

O tajemniczej planecie przypomniała ludzkości Nancy Lieder, mieszkanka stanu Wisconsin, która na swojej stronie internetowej ogłosiła, że odbiera przekazy telepatyczne od kosmicznej rasy z układu Zeta Reticuli, którzy zainstalowali w jej mózgu miniaturowy odbiornik. Zetanie mieli przekazać Nancy Lieder informacje na temat zbliżającej się Planety X, którą część pseudonaukowego środowiska zidentyfikowało jako Nibiru

Co na to nauka?

Pytani o planetę Nibiru i biblijne apokaliptyczne obliczenia Davida Meade’a, naukowcy z NASA przewracają oczami i znacząco pukają się w głowę. Astronomowie z całą stanowczością podkreślają, że asteroida o rozmiarach i trajektorii zagrażających ludzkości, z pewnością zostałaby zaobserwowana. NASA monitoruje obiekty, które w bliższej lub dalszej przyszłości mogą uderzyć w Ziemię. Wśród nich jest 390-metrowa planetoida Apophis, która może uderzyć w naszą planetę 13 kwietnia 2029 r., a szansa na kosmiczną kolizję jest dosyć wysoka i wynosi 1 do 37 (2,7 proc.). Skutki takiego zderzenia byłyby tragiczne i odczuwalne na obszarze tysięcy kilometrów kwadratowych, ale naukowcy wykluczają całkowitą zagładę ludzkości. Poważniejsze skutki miałoby uderzenie 1,3-kilometrowej asteroidy oznaczonej przez astronomów jako 1950 DA, która może uderzyć w Ziemię 16 marca 2880 roku, ale szanse na zderzenie są minimalne i wynoszą zaledwie 0,33 procent. W przeszłości zderzenia z ogromnymi asteroidami kilkukrotnie zmieniały ziemski klimat, a kosmiczna katastrofa sprzed 66 milionów lat spowodowała wymarcie dinozaurów. Asteroidy o średnicy do jednego kilometra uderzają w Ziemię średnio raz na 100 tys. lat, a obiekty większe – raz na pół miliona lat. Zdaniem astronomów kolejna kosmiczna katastrofa jest nieunikniona, ale raczej ani nie wydarzy w sobotę, ani w ciągu najbliższych stuleci.

Koniec świata nastąpi

Faktem natomiast jest, że koniec świata kiedyś nastąpi. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem zagłady ludzkości jest globalna wojna nuklearna. W 2008 roku, podczas konferencji dotyczącej globalnych zagrożeń w Oksfordzie, eksperci podali wyniki obliczeń prawdopodobieństwa wybuchu wojny nuklearnej. Prawdopodobieństwo całkowitej zagłady ludzkości w wyniku konfliktu nuklearnego do końca obecnego stulecia wynosi ok. jeden procent, ale szanse na wojnę nuklearną, w której zginie miliard osób to już 1 do 10. Zdaniem naukowców jedyną szansą na uniknięcie wojny nuklearnej jest całkowita likwidacja arsenału atomowego, ale póki co, szanse na to są mniejsze niż na globalną nuklearną zagładę.

Jeśli jednak będziemy mieli na tyle szczęścia, że przeżyjemy katastrofy naturalne i nie wysadzimy się w powietrze bombami atomowymi, koniec świata nadejdzie za 3-4 miliardy lat, kiedy nasza galaktyka zderzy się z Galaktyką Andromedy. Jeśli ludzkość przeżyje i tę kolizję, ostateczny koniec czeka Ziemię za około pięć miliardów lat, kiedy Słońce na skutek swojej ewolucji stanie się tzw. Czerwonym Olbrzymem, zwiększy swoją objętość i pochłonie najbliższe trzy planety, w tym Ziemię, a tym samym spali jej powierzchnię na popiół.

Do tego czasu przyjdzie nam zapewne przeżyć jeszcze niejeden koniec świata. Najbliższy – już w sobotę, 23 września. Meteorolodzy zapowiadają w Chicago słoneczną pogodę i 90 stopni Fahrenheita i żadne szanse na zderzenie z Nibiru. Więc jeśli wybieracie się na plażę, nie zmieniajcie planów. Ale, dmuchając na zimne, gdyby obliczenia Davida Meade’a miały okazać się prawidłowe, żegnamy się z czytelnikami. Było nam nieziemsko miło.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

 

Categories: Na bieżąco

Comments

  1. kudlaty
    kudlaty 22 września, 2017, 19:32

    E tam! dla mnie koniec swiata bedzie w Poniedziołek o 5 rano

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*