Wrzesień ’39. Osamotnieni, wyizolowani, przegrani

Żołnierze Wehrmachtu przekraczają granicę Polski i łamią szlaban graniczny fot.Hans Sönnke/Wikipedia

Żołnierze Wehrmachtu przekraczają granicę Polski i łamią szlaban graniczny fot.Hans Sönnke/Wikipedia

W dniu 6 października 1939 roku pod Kockiem skapitulowały ostatnie regularne oddziały wojska polskiego z Grupy Operacyjnej „Polesie”. Tym samym zakończył się dramat walczącej w osamotnieniu przez 36 dni armii polskiej. Nie jest prosto przypominać tamte chwile klęski narodowej, ale należy poddawać wrześniową przegraną ciągłej analizie. Starać się na przykład znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie – dlaczego walczyliśmy w osamotnieniu?

Droga do Locarno

Sytuacja na ziemiach polskich po zakończeniu I wojny światowej należała do bardzo trudnych. Wynikała przede wszystkim z faktu, iż właściwie od samego początku, czyli od listopada 1918 roku, nieustannie walczyliśmy dyplomatycznie i militarnie o przebieg naszych granic. Jednocześnie w Paryżu toczyły się obrady konferencji pokojowej zwaśnionych stron, podczas której ustalano zasady nowego europejskiego ładu pokojowego. I pomimo kolejnych powstań narodowych w zachodniej części naszego kraju polscy przedstawiciele włożyli niemało wysiłku w przekonanie najwyższych władz zwycięskiej ententy, aby „wielcy tego świata” z Paryża, Londynu i Waszyngtonu owe granice uznali. A nie było to takie proste. Chodziło także i o to, aby ich nie kwestionowali nasi sąsiedzi, z czym aż do 1939 roku nie mogliśmy sobie niestety poradzić. Natomiast nasza granica wschodnia ustalona została dopiero po zakończeniu wojny polsko-sowieckiej w marcu 1921 roku.

Od samego właściwie początku w łonie ententy ujawniły się różnice w kwestii podejścia do pokonanych Niemiec. Francja chciała maksymalnego osłabienia Berlina. Stąd zrodził się w Paryżu pomysł olbrzymich reparacji wojennych oraz koncepcja poszukiwania sojusznika w środkowej Europie, który szachowałby Niemcy od wschodu. Na zasadzie wspólnych interesów zrodził się zatem w pierwszej połowie lat 20. XX wieku sojusz Paryża i Warszawy, w którym Francja gwarantowała przebieg naszych granic. Taka koncepcja nie odpowiadała jednak Wielkiej Brytanii, która tradycyjnie starała się zbudować system europejskiej równowagi sił. Dlatego Londyn był przeciwny osłabieniu Niemiec. Stąd brytyjskie podejście do „kwestii polskiej” było bardzo sceptyczne i naszym interesom zdecydowanie niechętne. Znaczenie Waszyngtonu w polityce europejskiej po I wojnie światowej wyraźnie zmalało po przyjęciu izolacjonistycznego kierunku w dyplomacji amerykańskiej.

Jednym z podstawowych mankamentów tak zwanego systemu wersalskiego stał się fakt początkowego wykluczenia z niego Niemiec i Rosji sowieckiej. Dlatego też oba te państwa zmierzały do rewizji niekorzystnych dla siebie rozwiązań. Na tej podstawie zrodziła się już w 1922 roku w Rapallo idea sojuszu niemiecko-sowieckiego. Osłabienie ekonomicznej i militarnej pozycji Francji w Europie oraz wzrastająca wśród aliantów chęć rozluźnienia sojuszu Berlina i Moskwy doprowadziła do powstania polityki ustępstw wobec Niemiec. Wyrażała się ona nie tylko w ograniczeniu reparacji wojennych, ale również w ustępstwach natury politycznej. W 1925 roku doszło do podpisania układu w Locarno, w którym Niemcy za zgodą Paryża uznały nienaruszalność tylko swoich granic zachodnich. Zatem przyszłość granicy polsko-niemieckiej stanęła pod znakiem zapytania.

Reakcja Polski na zmiany układu sił w Europie

Wobec osłabienia wiarygodności sojuszu polsko-francuskiego nasz kraj starał się wzmocnić system Ligi Narodów oraz popierał próby tworzenia układów o zbiorowym bezpieczeństwie, jak na przykład pakt Brianda-Kelloga z 1928 roku. Aby wzmocnić bezpieczeństwo naszego kraju, rząd polski podjął również działania w celu normalizacji stosunków z sąsiadami. Doprowadziło to do sformułowania założeń „polityki równowagi” i do podpisania układów o nieagresji z Rosją sowiecką (1932), a następnie z Niemcami (1934). Polskie nadzieje, że Liga Narodów stanie na straży pokoju światowego okazały się jednak bezpodstawne. Z jej szeregów wystąpiły bowiem w latach 30. takie kraje, jak Japonia, Niemcy i Włochy.

Zdobycie władzy w Niemczech przez nazistów wpłynęło na zmianę sytuacji w całej Europie. Nastąpiła całkowita rewizja postanowień układu wersalskiego. W III Rzeszy wprowadzono powszechna służbę wojskową, rozpoczęto zbrojenia i dokonano remilitaryzacji Nadrenii. Kooperacja Berlina i Rzymu w okresie wojny domowej w Hiszpanii doprowadziła nie tylko do wyraźnego zbliżenia obu dyktatur, ale także umożliwiła przeprowadzanie anszlusu Austrii w marcu 1938 roku.

Natomiast podstawą polityki Londynu w latach 30. była z jednej strony chęć uniknięcia wojny na zachodzie Europy, a z drugiej strony próba skierowania ekspansji niemieckiej na wschód. W owym okresie polityczna pozycja Paryża też uległa dalszemu osłabieniu. Francja dokonała również zmian w swojej doktrynie wojennej, stawiając nacisk na defensywę i budując linię Maginota. W tej atmosferze zrodziła się polityka dalszych ustępstw wobec Berlina, co doprowadziło do konferencji monachijskiej i rozbioru Czechosłowacji.

Ostateczne decyzje Warszawy

Niekorzystny rozwój sytuacji międzynarodowej, a w szczególności europejskiej spowodował próbę zrewidowania założeń naszej polityki zagranicznej i obronnej. Nie mając innej alternatywy, Polska powróciła do idei ścisłego sojuszu z Francją oraz Wielką Brytanią, licząc na opamiętanie się przywódców z Londynu i Paryża oraz podjęcie przez nich zdecydowanych wreszcie kroków militarnych i politycznych wobec Hitlera. Następstwem zmian w polityce francusko-brytyjskiej wobec III Rzeszy były pamiętne gwarancje dla Polski i w konsekwencji wypowiedzenie wojny Niemcom przez Francję i Wielką Brytanię 3 września 1939 r., ale niestety bez udzielenia czynnej pomocy wojskowej naszemu krajowi. I na pytanie, dlaczego nam nie pomogli, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno dużą rolę odegrały tutaj błędne założenia militarne i geopolityczne naszych sojuszników. Ale jedną z przyczyn takiej decyzji był również fakt, iż w mentalności zachodnioeuropejskiej Polska nie zasługiwała na większą uwagę, a tym bardziej na miano „prawdziwej Europy”.

Aleksander Siemiński

Autor jest absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, wieloletnim współpracownikiem polonijnych mediów

Categories: Historia, Na bieżąco

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*