Czarne Słońce. Raport z zaćmienia

fot.Grzegorz Dziedzic

 

Gdyby Ziemię odwiedzali kosmiczni turyści z innych zakątków galaktyki, całkowite zaćmienia Słońca byłyby jedną z najbardziej spektakularnych atrakcji, jakie ma do zaoferowania nasza planeta. 21 sierpnia zaćmienie Słońca można było obserwować nad całym terytorium Stanów Zjednoczonych. Tej okazji nie mogli zmarnować reporterzy „Dziennika Związkowego” – wyruszyliśmy do Carbondale, żeby na własne oczy zobaczyć „czarne Słońce”.

21 sierpnia, godz. 5.00
Wyjeżdżamy z Chicago zaopatrzeni w aparaty fotograficzne, mocne teleobiektywy i specjalne filtry oraz podstawową wiedzę na temat zaćmienia, które już za kilka godzin będziemy obserwować w Carbondale, na południu Illinois. To właśnie tam, w tym niewielkim uniwersyteckim miasteczku znajduje się jeden z punktów obserwacyjnych, w którym naukowcy, w tym również z NASA, będą prowadzić badania korony słonecznej. Carbondale spodziewa się kilkudziesięciu tysięcy gości, głównie ze środkowego zachodu USA, ale również pasjonatów astronomii z całego świata. Dlaczego właśnie tam? Carbondale znajduje się na tzw. ścieżce zaćmieniowej (ang. totality path), szerokim na 70 mil pasie ciągnącym się od Oregonu po Południową Karolinę, w którym księżyc w całości zasłoni naszą gwiazdę. Poza pasem, zaćmienie widoczne jest tylko jako częściowe, czyli takie, podczas którego Księżyc nie zasłania całej powierzchni Słońca. W Chicago obserwować można było tylko częściowe zaćmienie, Księżyc zasłonił niecałe 87 proc. powierzchni gwiazdy. Dlatego wstaliśmy skoro świt i jedziemy do Carbondale ratując się przed sennością mocną czarną kawą. Częściowe zaćmienie w porównaniu do całkowitego ma się nijak. Dlatego na własne oczy chcemy zobaczyć zjawisko opisywane jako piękne, potężne i mistyczne – już przez starożytnych Egipcjan.
W Carbondale czekają na nas akredytacje medialne, pakiet informacji na temat zjawiska, specjalne okulary zaćmieniowe i eksperci, którzy wytłumaczą nam, co tak naprawdę obserwują i jak wyniki ich badań przełożą się na życie „przeciętnego Kowalskiego”.

Godz. 10.15, autostrada stanowa nr 57
Od godziny stoimy w potężnym korku. Jesteśmy nieco ponad 100 mil od celu, ale GPS nie ma dla nas dobrych wieści, do Carbondale dotrzemy około godziny 13, na 20 minut przed zaćmieniem. Oczywiście, o ile korek nie zgęstnieje. Zjeżdżamy z autostrady, na miejsce spróbujemy dotrzeć bocznymi wiejskimi drogami.

fot.Aubrey Gemignani/NASA/Handout/EPA

Godz. 12.00, Ina, IL
Wiemy już na pewno, że nie dojedziemy na czas do Carbondale. GPS, wyświetlając wszystkie drogi do miasteczka jako praktycznie nieprzejezdne, potwierdza nasze obawy. Zmiana planów – za wszelką cenę chcemy dotrzeć do pasa zaćmieniowego, możliwie najbliżej jego centrum, bo tam zaćmienie będzie najdłuższe. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, żeby kupić specjalne okulary ochronne. Sprzedawczyni patrzy na nas z politowaniem i mówi, że wyprzedali je do ostatniej sztuki już tydzień temu. Kolejne próby kupna okularów zaćmieniowych to tylko strata cennego czasu, nie ma ich na żadnej stacji, ani w żadnym sklepie. Tu z pomocą przychodzi wiedza fotograficzna i potrzeba, która jest przecież matką wszystkich wynalazków. Kupujemy dwie rolki tradycyjnej kliszy fotograficznej, tniemy ją na kawałki i… gotowe – przez podwójną warstwę naświetlonej kliszy można patrzeć na Słońce bez obawy uszkodzenia wzroku.

Godz. 13.05, okolice West Frankfort, IL
Zjeżdżamy na boczną drogę i zatrzymujemy się nad uroczym jeziorkiem otoczonym przez kukurydziane farmy. Nad jeziorem atmosfera piknikowa, okoliczni mieszkańcy rozsiedli się na kocach i składanych krzesłach. Płoną przenośne grille, a humory poprawia piwo chłodzące się w przepastnych coolerach. Niby festyn, ale czuć narastające napięcie i ekscytację. Rozkładamy nasz koc, przygotowujemy aparaty. Jest nieznośnie gorąco i duszno. Patrzymy na Słońce przez złożoną kliszę, jest już prawie zupełnie zasłonięte przez Księżyc. To niesamowite, że rozmiar naszego naturalnego satelity niemal idealnie pokrywa się z rozmiarami Słońca widzianego z Ziemi. Księżyc jest ok. 400 razy mniejszy niż potężne Słońce, ale znajduje się ok. 400 razy bliżej niż nasza gwiazda – stąd niemal doskonałe dopasowanie rozmiarów. To niezwykła zależność, niewystępująca nigdzie indziej w Układzie Słonecznym. To dlatego, gdyby istniały galaktyczne biura podróży dla kosmitów, ich tłumy przybywałyby na Ziemię, by obserwować zaćmienia Słońca; kombinacja wzajemnego położenia i rozmiarów Ziemi, Księżyca i Słońca to we wszechświecie niezwykła rzadkość.

Jeden z obserwatorów zaćmienia słońca w Carbondale na południu Illinois fot.Tannen Maury/EPA

Godz. 13.17
Trzy minuty do zaćmienia. Gęsi na jeziorze zaczynają przeraźliwie krzyczeć. Zamilkną, gdy zrobi się ciemno, co spotęguje dodatkowo wrażenie niesamowitości chwili. Słońce jest niemal całkowicie zasłonięte, pozostał tylko cieniutki świetlisty rąbek. Kolory wokół zaczynają blaknąć, całe otoczenie – drzewa, jezioro, trawa, nasze twarze – wyglądają jak na starym zdjęciu w kolorze sepii. Cienie drzew i ludzi zaczynają się rozmywać na brzegach, a na kilka chwil przed całkowitym zaćmieniem siedzące obok nas grupki przestają się śmiać i rozmawiać. Nie wiem, czy wszyscy czują to samo, ale nasza ekscytacja miesza się z narastającym atawistycznym lękiem. Zaćmienie przeczy ludzkiemu doświadczeniu, tej codziennej logice, według której Słońce wschodzi i świeci nieprzerwanie aż do zniknięcia za horyzontem. W jednej chwili doskonale rozumiemy, dlaczego właśnie moment zaćmień był wykorzystywany w starożytności jako instrument kontroli społecznej. Egipscy kapłani bez trudu mogli wmówić tłumowi wiernych, że posiadają boską moc, pozwalającą na chwilowe „wygaszenie” Słońca.

fot.Grzegorz Dziedzic

Godz. 13.20 – całkowite zaćmienie
Ciemność zapada nagle, tak jakby jakiś wszechmocny elektryk swoim przełącznikiem zgasił światło. Na niebie natychmiast pojawiają się gwiazdy. Temperatura spada od razu, przynajmniej o kilka stopni; jest to wyraźnie odczuwalne. Kilka osób krzyczy na wiwat, jakby chciały dodać sobie animuszu, ale wybuch entuzjazmu trwa zaledwie kilka sekund, a po nich zapada cisza. Okulary ochronne i nasze kawałki kliszy przestają być potrzebne. Nad naszymi głowami świeci czarne Słońce otoczone świetlistą jasną koroną. To jej blask sprawia, że ciemność nie przypomina nocy, bo pozostałości promieni podświetlają chmury wydobywając z nich kolory, szarości wpadające w bordo i fiolety. Ciszy towarzyszy jedynie nieustający szum cykad. Jesteśmy świadkami niezwykłego widowiska, absolutnie obcego naszemu doświadczeniu, a więc tym bardziej nieludzkiego i potężnego. A przy całej swojej potędze – zupełnie bezdźwięcznego. Czas sprawia wrażenie zatrzymanego, a energia chwili gęstnieje z każdą sekundą. Nagle ktoś z obserwujących zaczyna szlochać, nie wiadomo czy ze strachu, czy ze wzruszenia. Księżyc zasłania całą powierzchnię Słońca na około dwie i pół minuty. W położonym dwadzieścia mil na południowy-zachód Carbondale całkowite zaćmienie trwa 2 minuty i 37 sekund. Po chwili po prawej stronie czarnego okręgu pojawia się jasny rozbłysk, a wokół nas w jednej chwili robi się jasno. To niewyobrażalne, jak mała powierzchnia naszej gwiazdy wystarczy, żeby noc zamienić w dzień, a Ziemię uczynić przyjazną życiu. Kiedy po kilku chwilach kolory i temperatura wracają do stanu pierwotnego, czujemy tak wielką ulgę, że musimy usiąść. Rozmowa się nie klei, jakbyśmy potrzebowali czasu, żeby dojść do siebie. Tylko gęsi witają Słońce skrzeczącym wrzaskiem.

Godz. 13.30
Decydujemy, że dalsza podróż do Carbondale jest bezcelowa, pomimo licznych imprez towarzyszących, festynów i koncertów. Wiemy jednak, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi niedługo ruszy w podróż z powrotem, a kilka mil odległości daje nam czasową przewagę. Ruszamy do Chicago.
Zmęczeni korkami i gwałtowną burzą, która złapała nas w okolicy miejscowości Salem, docieramy do Chicago po dziewięciu godzinach podróży. Dopiero z wiadomości dowiadujemy się, że decyzja o wczesnym wyjeździe była słuszna. Według Amy Fox – specjalistki od public relations miasta Carbondale, koordynującej okołozaćmieniowe imprezy, do miasteczka przyjechało przynajmniej 50 tys. gości. Wyjeżdżając, spowodowali wielomilowe korki. Tysiące mieszkańców Chicago dotarły do domu dopiero po 15-16 godzinach podróży (bez korków trasę Carbondale-Chicago można pokonać w nieco ponad pięć godzin). Polonijna wycieczka autokarowa, która wybrała się na obserwację zaćmienia do Carbondale, wróciła do Chicago dopiero ok. godz. piątej rano.

W oczekiwaniu na 2024

– Już zaczęliśmy przygotowania do kolejnego zaćmienia, w 2024 roku – mówi nam w rozmowie telefonicznej Bob Baer z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Południowego Illinois, szef Komitetu Zaćmieniowego (ang. Eclipse Committee), prowadzącego obserwację korony słonecznej, zbierającego i analizującego dane z kilkudziesięciu punktów obserwacyjnych w Stanach Zjednoczonych. – W czasie całkowitego zaćmienia mamy okazję obserwacji korony i atmosfery Słońca, których nie możemy obserwować na co dzień z powodu zbyt dużej jasności gwiazdy. Zrozumienie zachodzących w koronie procesów pomaga nam w rozwiązywaniu wielu problemów technologicznych, głównie w sferze komunikacji. Gwałtowne rozbłyski słoneczne i burze magnetyczne na Słońcu powodują często na Ziemi zakłócenia pracy satelitów, telefonów komórkowych, czy choćby czytników kart kredytowych. Jestem przekonany, że nasze badania pomogą w przyszłości uniknąć tych problemów – dodaje Bob Baer.

Jedno z pierwszych pytań, na które odpowiedzieliśmy nazajutrz po powrocie do redakcji, brzmiało: „Czy warto spędzić kilkanaście godzin w samochodzie dla dwóch i pół minuty zaćmienia?”. Odpowiedź brzmi – warto. Całkowite zaćmienie Słońca to widowisko niezwykłe i wręcz przytłaczające swoim dostojnym pięknem. To chwila, którą pamięta się przez całe życie, ponieważ „czarne” Słońce wywołuje u obserwatorów niespotykaną mieszankę ekscytacji i zagubienia. Świat zanurzający się nagle w ciemności stanowi wyzwanie dla ludzkich instynktów, to surrealistyczne przeżycie, które jest nieporównywalne z żadnym innym. Najbliższa okazja, by przeżyć całkowite zaćmienie Słońca nadarzy się już za siedem lat – 8 kwietnia 2024 roku.

Tym razem do Carbondale wyjedziemy dzień wcześniej.

Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com


8 czerwca 1918 r. – poprzednie całkowite zaćmienie Słońca widoczne od zachodniego do wschodniego wybrzeża USA
26 lutego 1979 r. – poprzednie całkowite zaćmienie Słońca widoczne w niektórych punktach USA
1806 r. Ostatnie całkowite zaćmienie Słońca widoczne z terenu Chicago (na 31 lat przed powstaniem miasta)
8 kwietnia 2024 r. – kolejne całkowite zaćmienie Słońca widoczne w USA
14 września 2099 r. – kolejne całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Chicago.

Categories: Na bieżąco, Reportaże

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*