Terroryzm. Nie po raz pierwszy, nie ostatni

Terroryzm. Nie po raz pierwszy, nie ostatni

Mija miesiąc od ataków terrorystycznych w Paryżu, których ofiarą padli rysownicy, policjanci, klienci żydowskich delikatesów, a w szeregu państw europejskich, z Francją na czele, wezwano do podjęcia nowych środków mających przeciwdziałać terroryzmowi. Zanim jednak którykolwiek z nich zostanie wprowadzony w życie trzeba najpierw zastanowić się, czy mordercy, którzy dokonali zamachu w redakcji „Charlie Hebdo”, reprezentują coś nowego – stwierdza w swoim najnowszym felietonie w „Washington Post” Anne Applebaum, słynna dziennikarka i pisarka, dyrektor Global Transitions Program Instytutu Legatum w Londynie, a prywatnie żona marszałka Sejmu RP Radosława Sikorskiego.

Nie chodzi bynajmniej o niwelowanie uczucia strachu wywołanego zamachem. Było coś szczególnie groteskowego w morderstwie ludzi, który zarabiali na życie satyrycznymi rysunkami. Nie po raz pierwszy zamach terrorystyczny zdarzył się we Francji, w Europie. Zamach bombowy w londyńskim metrze w 2005 roku był jeszcze bardziej krwawy, a ludzie, którzy go dokonali, byli lepiej przygotowani niż zamachowcy atakujący „Charlie Hebdo”, którzy najpierw trafili pod zły adres. Również atak na pociąg podmiejski w Madrycie w 2004 roku był skoordynowany i szczegółowo przygotowany.

Europa przeżyła już przedtem inne rodzaje terroryzmu – przypomina Anne Applebaum. Irlandzka Armia Republikańska w swojej 30-letniej kampanii spowodowała śmierć ponad 2 tysięcy osób. W latach 60. i 70. ubiegłego stulecia skrajnie lewicowe Czerwone Brygady przeprowadziły we Włoszech tysiące ataków, morderstw i porwań. Jesienią 1977 roku Frakcja Czerwonej Armii przeprowadziła terrorystyczną kampanię w Niemczech. Tamte organizacje kierowały się inną ideologią, ale miały one więcej wspólnego ze współczesnymi dżihadystami, niż mogłoby się to wydawać. Podobnie jak obecna generacja terrorystów, niemal wszystkie z nich otrzymywały pomoc i szkolenie z zewnątrz, nie z Syrii, ale z Kuby, Libii i Związku Radzieckiego. Irlandzka Armia Republikańska dostawała z komunistycznej Czechosłowacji plastikowe materiały wybuchowe. Frakcja Czerwonej Armii kolaborowała z Palestyńczykami.

Nowa fala francuskich terrorystów to islamiści, którzy utrzymują, że należą do różnych odłamów Al Kaidy, co nie oznacza, że ich taktyka jest odmienna. Wręcz przeciwnie. Jest w niej coś klasycznie archaistycznego, coś, co trąci XIX wiekiem. Uzbrojeni terroryści chcieli wywołać zamieszanie w Paryżu, destabilizację establishmentu i załamanie systemu. Te cele nie różnią się bardzo od tych, które przyświecały Gavrilo Principowi, który zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda i wywołał wojnę światową.

Pierwsza spontaniczna odpowiedź Francuzów – tłumne marsze jedności, które miały miejsce w całym kraju – była najlepszą z możliwych reakcji. Ludzie, którzy demonstrują, by okazać swoje poparcie dla wartości ważnych w ich kraju, to ludzie, którzy nie dadzą się zastraszyć ani podzielić nihilistycznymi aktami przemocy. I to mimo że w wielu artykułach prasowych przewidywano, że zamachy spowodują wzrost poparcia dla francuskiej prawicy. Niewykluczone, że równie dobrze może na tym skorzystać prezydent François Hollande, choćby tylko dlatego, że reprezentuje państwo francuskie. Nieważna była obecność, lub nieobecność, zagranicznych przywódców na demonstracjach. Ważne było to, że wzięli w nich udział sami Francuzi, łącznie z francuskimi muzułmanami. I w tym sensie terroryści ponieśli klęskę, ponieważ nie udało się im obalić systemu. Jeżeli Francuzi przyjmą szeroką gamę restrykcji, zmienią swoją politykę zagraniczną, wydadzą masę pieniędzy na bezpieczeństwo krajowe albo powołają nowe bezcelowe instytucje jak (amerykańska) Transport Security Administration, to wtedy terroryści osiągną niektóre ze swoich celów. To, czego potrzebują Europejczycy, radzi Applebaum, to skuteczna policja i kontrwywiad. Potrzeba też na to więcej pieniędzy i więcej pracowników, ale tworzenie nowych instytucji nie ma sensu, bo one już istnieją.

Brytyjska i belgijska policja mają na swym koncie szereg dokonań w zapobieganiu aktom terrorystycznym. Ostatni zablokowali Belgowie 16 stycznia tego roku. Bywa, że władzom nie uda się ubiec terrorystów. Nie powinno to być zaskoczeniem, gdyż akcje ekstremistów już ze swojej definicji są trudne do przewidzenia. Ludzie, którzy dokonują ataków, są nie tylko ideologami, ale socjopatami o tendencjach samobójczych. Mimo to szansa poniesienia śmierci w ataku terrorystycznym jest mniejsza niż szansa bycia przejechanym przez samochód.

Konkludując, Anne Applebaum stwierdza, że terroryzm jest skuteczny tylko wtedy, gdy prowadzi do terroru. Nadmierna, przesadzona reakcja jest tym, czego chcą dżihadyści. Powinniśmy odebrać im tę satysfakcję, wracając do normalnego życia tak szybko, jak to jest możliwe.

Wojciech Minicz

Protest w Pakistanie przeciwko “Charlie Hebdo” fot.Rehan Khan/EPA

Categories: Minicz

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*