Burza w domu

Burza w domu

Miniony weekend był czasem napięcia, oczekiwania i niepewności dla wielu polskich kibiców siatkówki. U nas emocje były rozpalone do czerwoności i nie przeszkadzało nawet przesunięcie czasowe i fakt, że większość meczy oglądaliśmy z nagrania. Mogę sobie tylko wyobrazić, co się działo w Chicago wśród kibiców, a także wśród samych zawodników.

Jestem wielką fanką siatkówki, a moją uwagę zwrócił dodatkowo trener polskiej drużyny, Vital Heynen, który niejednokrotnie pokazywał swój temperament i targające nim emocje, szczególnie w kontaktach z sędziami. Tym razem posunął się jeszcze dalej, ponieważ jego ostre dyskusje zostały ukarane w dwóch meczach czerwonymi kartkami, a tym samym stratą punktów. Mogłoby się wydawać, że drużyna w takiej sytuacji podłamie się i może mieć problem z powrotem do równowagi psychicznej. Nic bardziej mylnego, zarówno w jednym, jak i w drugim meczu te awantury były jak katharsis, odświeżające i oczyszczające, powodujące, że w zawodników wstępowały dodatkowe siły.

Kiedy patrzyłam, co się dzieje na parkiecie, pomyślałam sobie, że bardzo podobnie dzieję się często w wielu domach i rodzinach, kiedy nasze emocje są już tak napięte, że w pewnym momencie ktoś „pęka” i dochodzi do awantury, kłótni lub po prostu do wykrzyczenia swoich smutków i niezadowolenia. Jeżeli tylko podczas takiego ataku uda nam się nikogo nie obrazić, to zazwyczaj atmosfera się oczyszcza, przynajmniej na chwilę. Dzieje się tak, ponieważ najczęściej gromadzimy w sobie mało przyjemne emocje w obawie, że wypowiedziane mogą kogoś zranić i postawić nas w złym świetle, lub też odpychamy je od siebie, uznając, że to nie jest właściwy czas, aby poruszać trudne tematy. Emocje niewypowiedziane niestety nie znikają, one znajdują sobie miejsce dla siebie w naszej głowie, sercu, w naszym ciele i czekają na moment, w którym będą mogły się ujawnić.

W sporcie również pojawiają się emocje i naturalnym jest, że zawodnikom i trenerom najczęściej towarzyszy dość silny stres. Jest on tam potrzebny, aby dodawać sił, mobilizować do walki o zwycięstwo, a jednocześnie wiadomo, że ruch i aktywność fizyczna są świetnym sposobem redukującym napięcie, tak więc hormony stresu są wydzielane, a następnie naturalnie spalane w trakcie meczu lub sportowej walki.

Kiedy odniesiemy to do sytuacji domowej, możemy zauważyć, że życie rodzinne też niejednokrotnie bywa stresujące. Kiedy przebywamy ze sobą pod jednym dachem i mamy wspólne sprawy, nie ma możliwości, aby każdy dzień był idealny, wypełniony wyłącznie uśmiechami i miłymi słowami. Różnice zdań są nieuniknione, bo każdy z nas jest osobnym człowiekiem, którym kierują inne potrzeby, a dodatkowo odnajdujemy swoje indywidualne sposoby na zaspokajanie tych potrzeb. Warto również zwrócić uwagę, że zwykle kumulujemy w sobie stres, zamiast pozbywać się go na bieżąco, bo o ile wiadomo, że najskuteczniejszymi sposobami na redukcję stresu są wysiłek fizyczny i regularna medytacja, to większość z nas jednak nie chodzi pobiegać za każdym razem kiedy się zdenerwuje, a i praktyki medytacyjne wciąż pozostawiają wiele do życzenia.

W efekcie, wiele osób funduje sobie i swojej rodzinie „odświeżające awantury”, mające zredukować budujące się napięcie. Tymczasem jest jeszcze jeden sposób, aby uspokoić nieco nasze relacje rodzinne – zmiany w komunikacji. Pierwszy krok to uświadomienie sobie, co w danej sytuacji widzę i słyszę, tak zwyczajnie, bez żadnych ocen, skupienie się na czystych faktach. Kolejny krok to zajrzenie w głąb siebie i sprawdzenie własnych odczuć w związku z tym, co widzę i słyszę. Następnie przychodzi czas na potrzeby i odkrycie, czego mi potrzeba, a kiedy już to wszystko wiem, mogę wyrazić swoją prośbę do drugiej osoby.

Model ten opiera się na Porozumieniu bez przemocy (NVC) Marshalla Rosenberga i na początku może się wydawać dość trudny do wdrożenia, szczególnie jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do oceniania, osądzania i obwiniania. Gwarantuję Ci jednak Drogi Rodzicu, że trening czyni mistrza i można się nauczyć komunikować bez ranienia drugiej osoby swoimi słowami, lub siebie niewypowiedzianymi żalami.

Niezależnie od wszystkiego, burze w naszym życiu i tak będą się pojawiać, bo nie na wszystko możemy mieć wpływ. Uważam, że jeżeli nasz dom, zamiast miejscem walki i wyrzucania z siebie złości, może stać się bezpieczną przystanią, w której będziemy odnajdywać siłę i wsparcie, to jest to wartościowa inwestycja. Decyzja jednak zawsze zależy od nas.

Iwona Kozłowska

jestem pedagogiem, mediatorem, a także Praktykiem i Masterem Emotion NLP. Od 2006r. pracuję z dziećmi, młodzieżą, a także ich rodzicami, nieustannie poszerzając swój warsztat pracy.
Po godzinach natomiast jestem całkiem zwyczajną mamą, której również zdarza się nadepnąć na rozrzucone klocki, czy też mierzyć się z wyzwaniami pod tytułem: „Nie chcę jeszcze iść się myć!”, lub „Jeszcze tylko 5 minut…”
Moją wielką pasją jest odkrywanie i wspieranie potencjału jaki drzemie w każdym dziecku i w każdym rodzicu. Głęboko wierzę, bo widzę to na swoim przykładzie, że nawet mając dzieci u boku, można realizować swoje marzenia i cele. Jednocześnie, takim podejściem można „zarażać” swoje dziecko, następnie je wspierać, a później wzajemnie się motywować i czerpać ze swoich doświadczeń.


Prowadząc MamoKompas pomagam mamom sprawić, aby ich podróż wychowawcza była przyjemna, ciekawa i wzbogacająca!

 

fot.Depositphotos.com

Categories: MamoKompas

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*