Tysiąc mil później

DSC_1922

Jacek Boczarski ma 56 lat, przez 15 lat maratony oglądał zza obiektywu aparatu, robiąc zdjęcia dla polonijnych mediów. Patrzył na ludzi, często starszych, z protezami, nawet niewidomych i myślał „ja nie dałbym rady”. W tym roku wystartuje. Chce pokazać sobie i ludziom, że się da. Że zmiana jest możliwa.

Jacek pochodzi ze sportowej rodziny, jako nastolatek grał w piłkę nożną w krakowskim Hutniku, potem trenował judo w Wiśle Kraków. Po kontuzji kolana, która wykluczyła go ze sportu na rok, zapisał się do sekcji rugby. Złapał bakcyla, w rugby grał 10 lat. Był wysportowanym, szczupłym mężczyzną. A potem przyjechał do Stanów…

– W Ameryce szybko uznałem, że nie mam czasu na sport, poświęciłem się pracy i cóż – zapuściłem się. Papierosy, gonitwa, stres, pogoń za dolarem. Zgnuśniałem, nie miałem ochoty na nic. Moje życie sprowadzało się do pracy, snu, jedzenia i telewizji. Zrobiło się mnie 240 funtów. Zacząłem odczuwać konsekwencje mojego stylu życia, siedzenia przed telewizorem i zajadania się ciastem. Coś mnie kłuło w boku, zdarzało się, że podczas spaceru czy zakupów musiałem zatrzymać się i przysiąść. Stwierdziłem, że z moim organizmem jest coś nie tak, że trzeba coś zrobić, nim będzie za późno.

Wszelkie próby podejmowania aktywności, ćwiczenia – kończyły się porażką i zniechęceniem. Pewnego wieczoru syn Jacka – Daniel namówił go na milową przebieżkę. – To była dla mnie niekończąca się trasa, zrobiłem trzy przerwy, żeby złapać oddech. Myślałem, że wyzionę ducha z wysiłku. Ale przebiegłem. Jakiś czas potem przebiegłem trzy mile – 5 km i poczułem, że mogę się zmienić. Do dziś pamiętam uczucie zadowolenia i satysfakcji, byłem zmęczony, ale czułem się jak nowo narodzony.

– Teraz, po roku biegania czuję się zupełnie inaczej. Nie jestem zmęczony, mam dużo energii, szukam nowych wyzwań. Bieganie jest najtańszą terapią, najlepszym sposobem na zachowanie zdrowia i dobrego samopoczucia. Wystarczy kupić dobre buty i wyjść z domu. Ważna jest też dieta – od 10 lat nie jem mięsa, od dwóch jestem na diecie wegańskiej – tak jak moja córka Dagmara. Bieganie jest drogą do nowego życia, jedna zmiana generuje inne. Dzięki bieganiu przez rok zmieniłem się o 80 stopni – fizycznie i mentalnie.

fot.Grzegorz Gorzkowski

Tak było kiedyś… fot.Grzegorz Gorzkowski

W ciągu roku Jacek przebiegł prawie tysiąc mil. Biega codziennie, dla samego siebie, ale również w zawodach. Pierwszy start zaliczył w zimie, to był bieg na 15 mil, był tęgi mróz, miał na sobie trzy bluzy. Było bardzo ciężko, biegacze z zarostem przybiegali na metę, wyglądając jak Eskimosi, z soplami na wąsach. Ten bieg uodpornił go na złe warunki pogodowe. Jak dotąd biegacz wziął udział w sześciu półmaratonach i kilku krótszych biegach – 5- i 10-milowych. Jacek biega średnio 5 mil dziennie, najchętniej w lesie, ale również w sali gimnastycznej na bieżni. Jego najbliższym celem jest start w maratonie chicagowskim, jest już zarejestrowany, trenuje, formę ocenia na 70 procent gotowości. Marzeniem i życiowym projektem Jacka Boczarskiego jest przebiegnięcie wszystkich najważniejszych maratonów na świecie, czyli nowojorskiego, bostońskiego, berlińskiego i tokijskiego. Ostatnio 10 mil przebiegł w 1 godz. 28 minut, jak mówi – żadna rewelacja. W zeszłą niedzielę pokonał półmaraton (13,1 mili) w 2 godz. i 4 minuty. Maraton Jacek chce przebiec poniżej 4 godzin.

Bieganie dla Jacka to wolność, to oderwanie się od codzienności. Ubiera buty, dres i biegnie do lasu. Biegnąc, wyłącza się z życiowego pędu. Im bardziej rozpędza się, tym bardziej zwalnia w życiu. Nie ogląda telewizji, unika stresu. Biega, żeby być zdrowym i szczęśliwym. Poprzez bieganie  wspiera także różne organizacje charytatywne, między innymi chicagowskie stowarzyszenie PAWS opiekujące się bezdomnymi kotami i psami. 

– Kiedy biegnę, czuję, że jestem tu i teraz. To metoda dzięki której nie żyję przeszłością. Co do przyszłości to jedyne na co czekam, to kolejny bieg, następne zawody. Dzięki bieganiu wiem, co jest w życiu ważne. Nie interesuje mnie kariera, nowe samochody, pomnażanie pieniędzy. Moje marzenie to bieganie maratonów, na razie skupiam się na chicagowskim. Jeden bieg naraz.

W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy treningów Jacek schudł 60 funtów. Niektórzy znajomi stwierdzili, że mu odbiło na stare lata z tym bieganiem i weganizmem. Inni po cichu zazdroszczą powrotu do wagi i kondycji sprzed lat. Kiedy zaczynał gubić zbędne kilogramy, ludzie pytali, czy przypadkiem nie choruje, czy wszystko w porządku. – Zabawne, że kiedy byłem gruby, nie pytali, czy mam jakieś problemy ze zdrowiem. Wszystkim odpowiadam: czuję się świetnie.

Chociaż trenuje codziennie, nie odczuwa zmęczenia i zniechęcenia, nawet pracując zawodowo po 12–14 godzin dziennie. Bieganie Jacka już nie męczy, wręcz przeciwnie – dodaje energii jak mocna kawa. Biegacz twierdzi, że to sport i sposób życia dostępny dla każdego. Przeszkodą są wymówki i brak wiary we własne możliwości. – Oczywiste jest, że jeśli chcesz biegać, nie możesz spać do południa. Jeżeli chcesz coś w życiu osiągnąć, to nie możesz powiedzieć, że nie masz czasu. Masz go tyle samo co każdy. Chcesz coś osiągnąć, zacznij od dzisiaj.

Ostatnio Jacek wyciągnął syna na 6-milowy bieg i tym razem role się odwróciły – to Daniel potrzebował trzech przerw na złapanie oddechu. Jacek widzi swój postęp, choć twierdzi, że jest dopiero na początku swojej biegackiej drogi. Racja, przecież przebiegł dopiero pierwsze tysiąc mil.

Wysłuchał: Grzegorz Dziedzic

gdziedzic@zwiazkowy.com

Zdjęcia: Daniel Boczarski

  • DSC_1735
  • DSC_1745
  • DSC_1765
  • DSC_1769
  • DSC_1874
  • DSC_1922

 

Categories: Ludzie z pasja

Comments

  1. Jacek też
    Jacek też 28 września, 2015, 14:20

    Szukam tego Jacka Boczarskiego, który w KOPR, stojąc w niebieskim ferszalunku powiedział: „Przecież to niemożliwe, żeby cały dzień ziemniaki zbierać” A zbieraliśmy je dwa miesiące, może i dłużej. Czy to ty Jacku wtedy powiedziałeś to sławetne zdanie? Jacek Wszołek

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*