Świat bez niedomówień. Dziennikarka z obiektywem

Zdjęcie z cyklu "Messenger" fot.Magda Marczewska

Zdjęcie z cyklu “Messenger” fot.Magda Marczewska

Pracuję w radiu, gdzie operuję słowem, a fotografia to obraz, daje mi to więc poczucie pełni. Fotografia daje mi możliwość pokazania tego, jak widzę świat, przy pomocy obrazu. Tu już nie ma niedomówień.

Wiele osób zna Magdę Marczewską z polonijnego eteru. Jednak niewielu tylko wie, że ta dziennikarka radiowa to także artystka fotografik.

Magda z rozrzewnieniem wspomina czasy, kiedy jako dziecko wraz z rodzeństwem asystowała ojcu w wywoływaniu zdjęć w zasłoniętej kocami kuchni. Każdy miał swoje zadanie, jedna osoba na przykład naciskała przycisk powiększalnika, druga przekładała zdjęcia szczypcami. – Cały ten proces wywoływania zdjęć bardzo mnie fascynował, to było absolutnie niesamowite – wspomina Marczewska. – Pamiętam do dziś kolejność: najpierw był wywoływacz, potem przerywacz i w końcu utrwalacz. To były głównie czarno-białe zdjęcia, ale tata porywał się też na kolor i czasem slajdy, więc to już była wyższa szkoła jazdy. Fotografia to także jego wielka pasja. Należał do dość prężnie działającego klubu fotograficznego Kontrast w Kielcach i do tej pory fotografuje. Teraz przerzucił się z fotografii cyfrowej z powrotem na analogową. Używa głównie średnio i wielkoformatowych aparatów. Jeden z nich nawet sobie sam zbudował.

To właśnie ojciec kupił Magdzie jej pierwszy aparat cyfrowy Olympus. To był rok 2001. Wcześniej, jak sama mówi, nie czuła potrzeby sięgania po aparat, mimo że w ich domu był najróżniejszy sprzęt i ojciec zachęcał wszystkich do prób. Ale dopiero ten kupiony w Stanach Olympus sprawił, że zaczęła interesować się fotografią na poważnie.

Magda Marczewska, autoportret

Magda Marczewska, autoportret

Dziś jasno formułuje swoje zainteresowania. Najbardziej fascynuje ją fotografia artystyczna i kreacyjna, a także portret, mimo iż jest to bardzo trudna dziedzina fotografii. Jak wyjaśnia, nie każde zdjęcie człowieka jest portretem. W portrecie najistotniejsze jest wydobycie z ludzi czegoś, czego czasami nawet oni w sobie nie podejrzewają. Najłatwiej jest to wprawdzie zrobić w studiu, bo tam ma się pełną kontrolę nad światłem, ale Magda woli fotografować ludzi w ich w domu, mieszkaniu, w ich pracowni. To jest naturalne miejsce jej modela, który ma tutaj swoją osobowość, której nie zatraca w anonimowej przestrzenią studia wypranego z wszelkich osobistych odniesień. – To, co mnie w fotografii najbardziej fascynuje, to fakt, że jest to moje widzenie, filtrowane przez moje filtry. Jeżeli kogoś fotografuję, to ta osoba może zobaczyć, jak ja ją widzę.

Magda jest przekonana, że dobre zdjęcie można zrobić każdym aparatem, nawet tym w telefonie komórkowym. Ale kiedy ktoś chce się poważnie zająć fotografią, musi mieć odpowiedni sprzęt: aparaty, obiektywy, filtry. Fotografuje i analogowo, i cyfrowo. Dostęp do dobrych aparatów cyfrowych daje jej komfort. Zmniejsza koszty, bo nie potrzeba filmów, odczynników, papieru. Daje też możliwość robienia przysłowiowego miliona zdjęć. – Są fotografowie, którzy lubią mieć wszystko co najnowsze, ale ja nie jestem zwolenniczką wyścigu sprzętowego. Na dodatek jestem staromodna i przywiązuję się do moich aparatów. Mam takie, których używałam przed dziesięcioma laty i nie jestem w stanie ich sprzedać. Leżą, bo mam do nich sentyment – tyle ze mną zjeździły i schodziły, tyle czasu byliśmy razem. Nie mogę ich wyrzucić, czy oddać w cudze ręce.

Magda fotografik cała jest podróżą. Podróż bez aparatu, to podróż stracona. – Nie wiem, czy potrafię jeszcze patrzeć na świat bez kadru. To się niestety wiąże z tym, że dźwigam jakieś niebotyczne ciężary na plecach i jestem zawsze obładowana. Czasami robimy sobie z tatą takie wyprawy fotograficzne, a nasz bagażnik wygląda po prostu prześmiesznie. Sterta sprzętu – opowiada.

Zwykle kiedy wyjeżdża, ma ze sobą kilka aparatów cyfrowych, „żeby nie zmieniać ciągle obiektywów” i obowiązkowo chociaż jeden analogowy. – Moją tajną pasją jest fotografia podróżnicza, ale nie reportażowa. Uwielbiam po prostu fotografować te miejsca, w których jestem. Traktuję to trochę jak pamiętnik z podróży. I łatwo jest mi potem, kiedy patrzę na te zdjęcia, przenieść się znów w te klimaty. Pamiętam wszystko: jak tam było, jak pachniało, co czułam, czy była pogoda…

W fotografii nie stawia sobie żadnych ograniczeń. Spędza dużo czasu, objeżdżając okoliczne stany w poszukiwaniu inspirujących miejsc, gdzie można kiedyś zrobić sesję, jak wpadnie pomysł. – Miałam w głowie od bardzo dawna cykl fotografii, który się nazywał „Messengers” i wiedziałam dokładnie, gdzie chcę go zrobić. Kiedy więc spotkałam człowieka, który mi idealnie pasował do tego cyklu, namówiłam go, żeby pojechał ze mną do Południowej Dakoty na weekend. Przebyliśmy kawał drogi tylko po to, żeby przez trzy godziny pokręcić się po Badlands i porobić zdjęcia.

O swojej wielkiej wystawie myśli w wielki sposób. Na razie po prostu chce się dzielić swoją percepcją świata widzianego kadrem. Do tego znakomicie służy jej Facebook. – Chcę pokazywać swoje zdjęcia. Chcę się nimi dzielić, aczkolwiek nie wszystkimi się dzielę. Natomiast jeżeli chodzi o wystawy, to jest to duży wysiłek logistyczny i duży stres – tłumaczy. Jej prace były pokazywane na paru wystawach zbiorowych w Chicago, a także w Polsce, między innymi w rodzinnych Kielcach, gdzie zorganizowano wystawę przeglądową jej twórczości. Teraz marzy o zorganizowaniu wystawy indywidualnej i ma o niej wielkie wyobrażenie. Chciałaby, żeby to była rzecz niezwykła i nie polegała tylko na powieszonych na ścianie fotografiach, ale żeby było tam dużo rzeczy interaktywnych. – Mam to w głowie, ale czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Nie potrafię określić terminu, ale też nie stawiam sobie żadnych terminów.

Był taki moment z życiu, kiedy Magda zastanawiała się, czy nie zrobić ze swojej pasji zawodu i nie zacząć na tym po prostu zarabiać. Zadecydowała, że byłaby to zdrada samej siebie. I pasji, która pozwala na to, że wszystko co robi w fotografii jest jej świadomym wyborem. – Ponieważ nie traktuję fotografii jako zawodu, poprzeczki stawiam sobie w radiu. Natomiast w fotografii płynę z tym, co jest. Przychodzi taki czas, taki moment, że otwierają się jakieś drzwi, możliwości czy perspektywy i wtedy po prostu za tym idę.

Wysłuchała: Anna Draniewicz

  • OLYMPUS DIGITAL CAMERA
  • autoportret2
  • IMG_2054
  • IMG_9125s
  • IMG_9602
  • IMG_9862
Categories: Ludzie z pasja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*