Współtwórca filmu „Szczęki”: nowy „potwór” jest jak ciemna mgła

Współtwórca filmu „Szczęki”: nowy „potwór” jest jak ciemna mgła

Gdyby, uwzględniając obecne nastroje społeczne, symbolicznie ukazać na ekranie wywołującego nasz strach potwora, byłby bezkształtny i przypominał ciemną mgłę – ocenił w rozmowie z PAP w Warszawie autor scenariusza thrillera „Szczęki” Amerykanin Carl Gottlieb.

W latach 70. publiczność kinową przerażał atakujący ludzi rekin. Dlaczego Pana zdaniem film w reżyserii Stevena Spielberga odniósł tak duży sukces? Pan mawia żartobliwie, że napisał Pan scenariusz „o dużej rybie”.

Carl Gottlieb: Z punktu widzenia filmowca najlepszy do ukazania w kinie strach to strach uniwersalny, ponadczasowy. Taki rodzaj lęku wywołuje czyhający pod wodą, skradający się w kierunku człowieka, ale niewidoczny dla niego rekin. Wiemy, że on gdzieś tam jest, ale nie wiemy, kiedy i gdzie uderzy. Wytwarza się nieustające poczucie zagrożenia.

Rekin ze „Szczęk” jest jak niekontrolowany element natury. A zarazem, symbolicznie, niczym potwór pod łóżkiem znany nam z dzieciństwa. Wszyscy baliśmy się go jako dzieci – nie wiedzieliśmy, jaki kształt ma ten potwór, podejrzewaliśmy jedynie, że najprawdopodobniej ma zęby. Rekin z filmu jest do niego podobny – jest „gdzieś pod spodem”, niedaleko, może znienacka wynurzyć się i zaatakować.

Jedną z funkcji kina jest odzwierciedlanie nastrojów społecznych. Jak to jest w filmach, jeśli chodzi o strach?

Lęki społeczne zmieniają się wraz z ewolucją społeczeństwa. Są pewne elementy stałe, to, czego zawsze się baliśmy i co zawsze można wykorzystać w kinie do straszenia widza oraz jako symbol. Na przykład węże, pająki, zwierzęta z ostrymi zębami, ciemne miejsca.

Boimy się także niekontrolowanych, agresywnych zachowań ludzkich, socjopatów – takie cechy ma w kinie przykładowo Norman Bates z „Psychozy”. To ktoś, kto sprawia wrażenie przeciętnego człowieka, ale naprawdę jest kierowany przez nie do końca znane, złowieszcze siły; choć na początku „było normalnie”, taki ktoś może nagle zacząć zachowywać się dziwnie, wyjąć nóż i nas zaatakować.

W okresach – na przykład – kryzysu ekonomicznego, społeczeństwo poddawane jest długotrwałemu stresowi, a reakcje jednostek na ten stres są nie do przewidzenia.

W czasach współczesnych do wzrostu społecznych lęków przyczyniają się media, internet. Masowi mordercy, seryjni zabójcy byli zawsze. Ale kiedyś nie wiedzieliśmy o ich istnieniu tak dobrze – bo nie było mediów, które szybko rozpowszechniałyby informacje na ich temat. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tacy ludzie chodzą gdzieś wśród nas. I że nie zawsze działają daleko, że czasami mordercą może okazać się sąsiad zza ściany.

Może Pan wymienić horrory, dreszczowce stanowiące, przy zastosowaniu symboliki, komentarz do bieżących lęków społecznych?

„Monster movies” z lat 50., jak „Godzilla” w reżyserii Ishiro Hondy, były reakcją na strach przed bombą atomową, radioaktywnością i jej skutkami. „Mechaniczna pomarańcza” Stanleya Kubricka z 1971 roku, czy „slashery” z lat 70. i 80. – jak „Halloween” Johna Carpentera, „Teksańska masakra piłą mechaniczną” Tobe’a Hoopera, „Piątek, trzynastego” Seana S. Cunninghama – reakcją na strach przed nieobliczalnymi zachowaniami ludzkimi. W „Szczękach” chodzi o strach „ponadczasowy”.

 Jakiego potwora ukazałby Pan na kinowym ekranie dzisiaj, jako symbol tego, co nam może zagrażać, czego się boimy?

W przeszłości potrafiliśmy określić w filmie wygląd złoczyńcy, wiedzieliśmy, jak wygląda wilkołak czy wampir, jakie ma zęby, włosy. Gdybym dzisiaj miał zwizualizować potwora na ekranie, pokazałbym go jako coś bezkształtnego, ciemnego – jak mroczna mgła wdzierająca się do zatoki. Myślę, że boimy się teraz czegoś, co jest duże, niekontrolowane, złowieszcze, co ma złe intencje i chce wyrządzić nam krzywdę. Boimy się sił, których nie kontrolujemy; że jest coś, co może w nas uderzyć i nas zabić, a przed czym – jak może się wydawać – nie mamy obrony.

Wcześniej, jak mówiłem, złego można było „skonkretyzować” – złoczyńcy byli straszni, ale byliśmy w stanie zdefiniować jakoś te potwory, określić ich wygląd. Teraz zło jest nieznane. Świat bardzo szybko się zmienia. Nie wiadomo, co przyniesie jutro, czy wirus Ebola się rozprzestrzeni, czy ktoś uderzy samolotem w biurowiec, czy topniejące lodowce spowodują wzrost poziomu oceanów i rzek, a potem powódź. Nie wiemy, skąd nadejdzie zagrożenie. Możliwości jest wiele.

Rozmawiała: Joanna Poros (PAP)

fot.imdb.com

Carl Gottlieb (ur. 1938 w Nowym Jorku) wziął udział w zorganizowanej w Warszawie 3. Światowej Konferencji Scenarzystów (1-2 października). Jest autorem scenariuszy m.in. do filmów „Szczęki” (reż. Steven Spielberg), „Szczęki 2” (reż. Jeannot Szwarc) i „Szajbus” (reż. Carl Reiner, w roli głównej Steve Martin). Jest też reżyserem; zrealizował np. komedię „Jaskiniowiec” (1981) z Ringo Starrem i Dennisem Quaidem w obsadzie.

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*