30 lat minęło jak jeden film. Jubileusz Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce

30 lat minęło jak jeden film. Jubileusz Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce

O festiwalowych początkach, odbiorze polskiego kina wśród Amerykanów i święcie polskiego filmu w Chicago, z założycielem i przewodniczącym komitetu organizacyjnego 30. jubileuszowego Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, Krzysztofem Kamyszewem rozmawia Grzegorz Dziedzic.

Grzegorz Dziedzic: – W tym roku Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce odbędzie się w Chicago po raz 30. Jako założyciel festiwalu pamięta Pan zapewne jego początki.

Krzysztof Kamyszew: – Wszystko zaczęło się od Krzysztofa Kieślowskiego, który przekazał nam dwa swoje filmy – „Krótki film o miłości” i „Krótki film o zabijaniu”, dzisiaj uchodzące za klasykę kina europejskiego. Te filmy pokazaliśmy jako pierwsi na premierowym nieoficjalnym pokazie. To był rok 1988. Wtedy powstała idea zorganizowania w Chicago większej imprezy filmowej, która byłaby okazją do zaprezentowania twórczości polskich filmowców, szczególnie średniego pokolenia, zupełnie wtedy nieznanych w Ameryce. Mowa o takich twórcach, jak Agnieszka Holland, Feliks Falk, Radosław Piwowarski, Filip Bajon i Janusz Zaorski. W Polsce następowała akurat wymiana systemowa i oficjalna współpraca stała się możliwa. W 1989 roku festiwal wystartował. Pierwsza edycja została zorganizowana w Centrum Filmowym Chicagowskiego Instytutu Sztuki. Okazało się, że festiwal spotkał się z nadzwyczajnym zainteresowaniem. W założeniu impreza miała być skierowana głównie do odbiorców anglojęzycznych, ale od początku uczestniczyła w niej spora grupa mieszkających w Chicago Polaków. Szybko okazało się, że jedna sala kinowa to za mało. W swoim apogeum festiwal pokazywał filmy równolegle w siedmiu chicagowskich kinach. W latach 90. w festiwalu brało udział około 40 tysięcy widzów. Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce stał się największą cyklicznie organizowaną polską imprezą kulturalną poza granicami kraju.

Festiwal Filmu Polskiego był w założeniu imprezą mającą za zadanie promocję polskiej kinematografii w Stanach Zjednoczonych. Czy ten cel udało się osiągnąć? Czy festiwal jest znany i doceniany w środowisku amerykańskim?

– Z perspektywy 30 lat istnienia festiwalu mogę stwierdzić, że tak się stało. „New York Times” wymienił go jako jedną z pięciu najważniejszych imprez filmowych w Stanach Zjednoczonych, promujących kino europejskie. „Chicago Tribune” określił nasz festiwal jako „Chicago success story”, czyli „historia chicagowskiego sukcesu”. Otrzymaliśmy również od amerykańskich instytucji i organizacji kulturalnych wiele nagród branżowych, m.in. dyplom uznania Amerykańskiej Akademii Filmowej. Festiwal jest doceniany w Ameryce, choć należy zaznaczyć, że dla nas ważne jest, aby nie kończył się po 16 dniach projekcji filmowych. Po zakończeniu festiwalu staramy się dalej promować zaprezentowane w Chicago filmy. Niektóre produkcje udaje się dystrybuować, jak choćby film „Marie Curie. Odwaga wiedzy”, który dotarł do 102 amerykańskich miast. Oczywiście na przestrzeni lat zmienił się odbiorca. W czasie pierwszych edycji, amerykańskich widzów było stosunkowo niewielu. Dzisiaj wśród publiczności znajduje się wielu Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy na festiwal przychodzą ze swoimi amerykańskimi partnerami i przyjaciółmi. Kurczy się natomiast publiczność polska. Dzisiaj Chicago z lat 90. znajduje się nad Tamizą.

Jaki jest odbiór polskiego kina wśród Amerykanów, jeśli w ogóle można pokusić się o tego typu generalizację?

– Trudno powiedzieć, że jest on jednoznaczny. Część polskich filmów jest dosyć hermetyczna i wymaga znajomości kontekstu kulturowego. Wykształcony, lepiej przygotowany widz reaguje na polskie filmy bardzo dobrze. Doskonale było widać to choćby przy „Marie Curie” i „Idzie”, a w tym roku przy filmie „Zimna wojna”. Odbiór kina europejskiego w Stanach Zjednoczonych jest też utrudniony z powodu bariery językowej i faktu, że Amerykanie nie lubią czytać wyświetlanych na ekranie napisów. Ale wśród tych, którzy kino europejskie lubią, filmy polskie cieszą się sporym uznaniem.

„Zimna wojna” to tylko jedna z propozycji tegorocznej edycji Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce. Przed nami prawdziwa filmowa uczta, bo zobaczymy przecież także „Cichą noc”, „Kamerdynera” czy nowy film Jana Jakuba Kolskiego. Na jakie tytuły, Pańskim zdaniem, warto w tym roku szczególnie zwrócić uwagę?

– Wielki szum w Polsce wywołuje „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Ja chciałbym zwrócić Państwa uwagę na film o podobnej tematyce, ale subtelny i opowiedziany delikatnie, premierowy „Powrót” Magdy Łazarkiewicz. Polecam też „Wilkołaka” Adriana Panka, który otrzymał w Gdyni nagrodę za reżyserię. Inne ciekawe propozycje to „Fuga” Agnieszki Smoczyńskiej i „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej. Ciekawym smaczkiem jest przegląd polskiego dokumentu. Pokażemy takie filmy jak „Over the limit” Marty Prus czy najnowszy film Konrada Szołajskiego „Dobra zmiana”.

Tegoroczny festiwal rozpoczyna się 3 listopada i potrwa do 18 listopada. Będzie się zatem odbywał w czasie uroczystości upamiętniających 100-lecie odzyskania niepodległości. Czy w związku z tym na festiwalu znajdą się niepodległościowe akcenty?

– Tak, oczywiście. Razem ze Stowarzyszeniem Filmowców Polskich z tej okazji przygotowaliśmy program arcydzieł polskiego kina. Te projekcje będą oferowane naszej publiczności na bezpłatnych pokazach. Są to filmy oskarowe, lub oskarowych reżyserów, takie jak „Pianista”, „Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru”, „Ziemia obiecana”, „Noce i dnie”, ale i nowsze – „Miasto ’44” czy „Wołyń”. W programie festiwalu również znajdą się niepodległościowe akcenty, na przykład świetny film „Atlas niepodległości” czy światowa premiera filmu Anny Ferens „Rzeczpospolita. Reaktywacja”. Również nowy film Jana Jakuba Kolskiego – pierwszy naprawdę dobrze zrobiony film o Żołnierzach Wyklętych. Wiele projekcji będzie poprzedzonych wykładami historyków i filmoznawców. Mam nadzieję, że elementy niepodległościowe będą w tym roku na festiwalu bardzo widoczne.

Na festiwal tradycyjnie przyjeżdżają wybitni goście – aktorzy, reżyserzy, znane postaci świata filmowego. Kogo możemy się spodziewać w Chicago w tym roku?

– Na uroczystość otwarcia festiwalu, na której wyświetlany będzie film „Kamerdyner”, przyjedzie jego reżyser Filip Bajon. Z nim najpewniej pojawi się Sebastian Fabiański, odtwórca głównej roli i producentka Olga Bieniek. Na festiwalu obecna będzie też piękna i popularna aktorka Alicja Bachleda-Curuś, która przedstawi odrestaurowany cyfrowo film „Wrota Europy” Jerzego Wójcika. Spodziewamy się także Piotra Adamczyka i Macieja Zakościelnego, wraz z producentem „Dywizjonu 303. Historii prawdziwej” Jackiem Samojłowiczem oraz Magdy Łazarkiewicz. Będzie również Paweł Pawlikowski, reżyser filmu „Zimna wojna”. Gośćmi tegorocznej edycji festiwalu będzie też wielu dokumentalistów oraz, co warto podkreślić – twórcy lokalni, chicagowscy.

Podczas festiwalu rzeczywiście pokazywane będą filmy polonijnych twórców. To bardzo ładny ukłon w stronę polonijnych filmowców.

– Ukłon zupełnie zasłużony, bo pokazywane będą bardzo przyzwoite propozycje artystyczne, zarówno film „W każdej minucie” Kuby Łuczkiewicza, który pokaże też krótszą wersję swojego filmu o historii naszego festiwalu, jak i „Noc na Milwaukee Avenue” Adriana Prawicy, który przemontowuje ten film i specjalnie na festiwal przygotowuje jego wydłużoną wersję. Będzie też Robert Wachowiak, który nakręcił ważny film „Sokoły wolności”, odnoszący się do rocznicy odzyskania niepodległości.

Projekcje filmowe i imprezy towarzyszące festiwalowi będą odbywać się w trzech różnych miejscach. Jakie to kina i gdzie można kupić bilety na festiwalowe pokazy filmowe?

– Tradycyjnie już, festiwal odbędzie się w trzech kinach – w AMC Rosemont 18, czyli w dawnym Muvico, w Facets Cinematheque, czyli kultowym kinie, które od pół wieku promuje w Chicago kino obcojęzyczne, a dokumenty i krótsze fabuły młodych twórców obejrzeć będzie można w Gallery Theatre. Bilety można nabywać na naszej stronie internetowej: www.pffamerica.org oraz pod numerem telefonu (773) 486 9612. Niestety, większość festiwalowych filmów będzie pokazana tylko jeden raz, więc radzę w bilety zaopatrzyć się odpowiednio wcześniej. Na kilka seansów wszystkie bilety są już wyprzedane.

Na przykład na „Zimną wojnę” Pawlikowskiego. Ten film cieszy się wyjątkowo dużym zainteresowaniem publiczności.

– To prawda i w związku z tym wyświetlimy „Zimną wojnę” na dodatkowym seansie 18 listopada o godz. 5.30 pm, w ostatni dzień festiwalu.

Zdradził Pan już dwie festiwalowe niespodzianki – dodatkowy pokaz „Zimnej wojny” i przedpremierowy – nowego filmu Jana Jakuba Kolskiego. Czy, nie rujnując niespodzianek, może Pan nieco bardziej uchylić rąbka tajemnicy?

– Na festiwalu pokazane będzie kilka filmów, których tytułów nie mogę w tej chwili zdradzić z uwagi na porozumienia z producentami i dystrybutorami. Festiwale filmowe często posługują się filmowymi niespodziankami. Zapewniam jednak, że wszyscy, którzy dotrą na pokazy-niespodzianki, nie będą tego żałować. Zresztą postaramy się ogłosić tytuły tych filmów na tydzień przed projekcją; będą też wymienione w festiwalowym katalogu.

Serdecznie gratuluję 30. jubileuszu Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce i życzę wielu kolejnych edycji. Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w kinie.

gdziedzic@zwiazkowy.com

 

Na zdjęciu: Krzysztof Kamyszew
fot.Dariusz Lachowski

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*